Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PlayStation 4. Pokaż wszystkie posty

Podczas oglądania targów E3 w 2017 roku znalazłem kilka pozycji, które wiedziałem, że muszę ograć. Pośród nich pojawił się też on. W fo...


https://static.altchar.com/live/media/images/950x633_ct/6977_Dragon_Ball_FighterZ_logo_1042565ad6afdfa5b2ddb15b3bb17721.jpg
Podczas oglądania targów E3 w 2017 roku znalazłem kilka pozycji, które wiedziałem, że muszę ograć. Pośród nich pojawił się też on. W formie krótkiego filmiku, na prezentacji Xboxa mało znane (dla mnie) studio Arc System Works wyskoczyło z nową grą w uniwersum Dragon Ball. Pierwsze sekundy to było zwykłe "meh", kolejna gra o tym samym... Chwilę potem zmieniłem zdanie. Co tam się wyprawia! Rzućcie okiem na poniższy trailer.

Na widok tego zacząłem cieszyć się jak głupi. Nareszcie, ktoś wziął i zrobił grę na jaką czekałem od dawna. Konkretna bijatyka w uniwersum Dragon Ball'a - gdzie arena jest 2D a postacie 3D. Przed oczami mam wspomnienia ze starego Mugena na PC - czy to wypali? Już niedługo miałem się sam przekonać.

Niestety, do premiery było jeszcze sporo czasu, a kolejne przecieki czy informacje nie ekscytowały mnie tak mocno. O co chodzi, początkowo przedstawiono 6 postaci (klasyczne i rozpoznawalne przez każdego kto miał styczność z tym uniwersum). Dalej było co raz gorzej. Mimo, że zapowiadano następnych "starych" bohaterów miałem obawy, że Arc System popełni ten sam błąd co jego poprzednicy. Mianowicie kilka wersji ten samej postaci. Najlepszym przykładem będzie Goku. We wcześniejszych tytułach z serii Dragon Ball postać mogła pojawić się jako oddzielny wojownik w wielu wersjach. Goku Ssj1, SSj2, SSj3 4 itd itd. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie to, że jest wciąż tą sama postacią. Różnice między nimi są znikome. Koniec końców mamy jednego bohatera w rożnych skórkach. Druga sprawa przez którą nabrałem sporo wątpliwości do gry był emitowany w tym samym czasie serial Dragon Ball Super. Moim zdaniem zwykłe odcinanie kuponów od kultowej serii i kolejna próba wyduszenia ekstra kasy. Ale co ma serial do gry? Akurat bardzo dużo bo było ryzyko, że wiele z tych marnych postaci pojawi się w najnowszej odsłonie gry. Oczywiście wykrakałem i zaczęli ujawniać jedną za drugą.  Moje zainteresowanie z tytułu, który na 100% kupię w dniu premiery spadł do poczekamy. Mówiłem, że będzie gorzej? No to jeszcze dorzucę ekstra rzeczy, które mnie zniechęciły. Płatne postacie, season pass no i ta felerna edycja kolekcjonerska...

https://images-na.ssl-images-amazon.com/images/I/81RhEng82eL._AC_SL1500_.jpg
- Gra + steel book (spoko)
- 3 kary z grafikami (raz spojrzysz i potem schowasz)
- Kolekcjonerskie pudełko (pudełko z tytułem gry suuuuuper...)
- Figurka (całkiem fajna)
- Oryginalny soundtrack z anime (był uwzględniony w edycji kolekcjonerskiej, oczywiście jako kod do pobrania)
- Cena teraz 600PLN (na premierę chyba 699PLN)

W czym więc problem? A no szybko ktoś zorientował się, że taka figurka już istnieje od dłuższego czasu i jest o wiele tańsza.
https://www.picclickimg.com/d/w1600/pict/332735424702_/Asia-Banpresto-Dragon-Ball-Z-Super-Master-Stars.jpg
Oczywiście, różnią się malowaniem, ale posążek to ten sam gość, tylko zamiast podpisu Dragon Ball, dali FighterZ. Nie lubię takich zagrywek, od razu mam przed oczami zalegającą stertę rupieci na magazynie. (Hej mam pomysł, weźmy tamte stare figurki Goku co nikt nie chce kupić, przemalujmy i powiedzmy ludziom, że są limitowane i ekskluzywne. Kupią bez zastanowienia!). Koniec końców do wybory była tylko wersja standard tzw. golas lub kolekcjonerka. Gdyby dali coś pomiędzy. Gra ze steelbookiem - człowiek by się mógł zastanowić. Prawie zapomniałem, soundtrack oczywiście można dokupić oddzielnie, 11 piosenek za 63PLN.

Po całym wysypie tych wszystkich informacji machnąłem ręką i dałem sobie spokój. Moja mantra - poczekam aż stanieje nie skutkowała. Problem w tym, że gra nie chciała zbytnio zejść z ceny, są promocje na wersje cyfrowe ale pudełko to nadal 170PLN. Nie mamy wszystkich postaci, więc trzeba jeszcze dokupić każdą z nich za 21PLN lub fighter pass (season pass) za jedyne 144PLN. Chcecie więcej? Jest jeszcze drugi zestaw piosenek, też 63PLN. Oczywiście możecie wykosztować się na wersję cyfrową tzw Ultimate, która zawiera:

- Grę
- FighterZ Pass (8 nowych postaci)
- Pakiet muzyczny anime (dostępny 1 marca 2018 r.)
- Pakiet komentatora (dostępny 15 kwietnia 2018 r.)

Cena? 479PLN, ale na promocji tylko 209PLN! Moja reakcja - poczekam, aż stanieje, albo wyjdzie wersje GOTY.

https://www.google.com/search?q=goku+ssj3+dragon+ball+super&safe=off&client=firefox-b-ab&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwjZ47HI7snfAhWHZFAKHYK-DLUQ_AUIDigB&biw=1920&bih=1086#imgrc=DgcBK_G15yEYuM:
GOKU ZGŁUPIAŁ OD TYCH LICZB
Czas leciał, a sytuacja nie wyglądała na to żeby miała się poprawić. Pierwszy sezon z nowymi postaciami został zamknięty. Jak na złość zapowiedziano kolejny sezon. Świetnie, czyli jeszcze więcej kasy za dodatkowe postacie. Nagle, odzywa się mój przyjaciel i oznajmia mi, że zakupił kopię owej gry. Co lepsze, zaprasza do siebie na testy - jak mogłem odmówić? W skrócie, pograliśmy 2-3 godziny i byłem naprawdę zadowolony. Solidna bijatyka z pięknymi animacjami. Jedynie kłuje w oczy widok panelu postaci i te zablokowane okienka czekające, aż wpłacisz swoje ciężko zarobione pieniądze. Po około dwóch tygodniach od tego grania jakimś cudem jego gra wylądowała u mnie. Wiedziałem, że to dobra okazja żeby usiąść i na spokojnie sobie potestować.

https://i.ebayimg.com/00/s/MTAyNFg3Njg=/z/3xwAAOSwXRxaw8UL/$_86.JPG

I wreszcie mogę powiedzieć dokładnie to co myślę. Pod względem trybów to FighterZ nie różni się niczym od innych bijatyk dostępnych na rynku. Jednak, jako gra z uniwersum Dragon Ball o matko... Ktoś odrobił lekcje i to porządnie. Fabuła mimo, że średnia jest wreszcie inna! Koniec z odtwarzaniem historii znanej i wyeksploatowanej do bólu. Jak się chce to można coś nowego wymyślić. Dzięki trybowi fabularnemu mamy też okazję sprawdzić większość postaci. Po ukończeniu powinniśmy już wiedzieć kim mniej lub bardziej chcemy grać. Nagrodą za skończenie całej kampanii są też dwie ekstra postacie. Oczywiście możemy je kupić, ale jak ktoś jest cierpliwy to zostanie wynagrodzony. Bijatykę ciężko opisać, więc pokaże swoje poczynania:



Jak widać, żaden ze mnie ekspert, ale zabawa jest przednia. Mimo, że komputer nie jest imponującym przeciwnikiem to same walki, efekty łączenie ciosów są tak dobre, że nie mogę przestać w to grać. Sama nauka i opanowanie ataków jest dość proste. W większości przypadków są podobne do siebie. Mamy tu świetny przykład gry przy której każdy może usiąść i się świetnie bawić. Z drugiej strony dopracowany system, który w rękach eksperta pokaże swój pełny potencjał.

Podsumowując, Dragon Ball FighterZ mimo ciężkiego startu, kombinowania z ekstra płatnościami za wszystko, okazał się dla mnie jedną z najlepszych gier w jakie miałem okazje zagrać w tym roku. Muzyka, mapy i podłożone głosy postaciom to istny majstersztyk. W kategorii bijatyk jest objawieniem i powiewem świeżości, gdzie taki Tekken 7 wynudził mnie na śmierć. Jeżeli masz ekstra kasę od Mikołaja i jesteś fanem Dragon Ball'a to ten tytuł musi koniecznie stać na twoim regale. Jaką wersję wybierzesz to już zależy od ciebie. Osobiście świetnie bawiłem się przy samej podstawce (pożyczonej hehe). No i jest zapowiedziany drugi sezon gdzieś na początku Lutego 2019. Gorąco polecam i wracam do uczenia się nowych ciosów!







Ostatnio dzięki dobroci Playstation otrzymałem w plusie Yakuza Kiwami. Serię kojarzę, ale nigdy nie miałem czasu, chęci czy ekstra kasy, ...

Ostatnio dzięki dobroci Playstation otrzymałem w plusie Yakuza Kiwami. Serię kojarzę, ale nigdy nie miałem czasu, chęci czy ekstra kasy, aby zakupić sobie jedną z tych gier. Co by nie gadać wyszło tego sporo, chyba siedem odsłon? I jak tutaj zacząć grać w takiego tasiemca - o ile fabuła ma jakąś spójność. Odpowiedź brzmi, nie wiem. Postanowiłem, że uruchomię i sam sprawdzę. Moje pierwsze skojarzenie z serią Yakuza to będzie Shenmue z Dreamcasta - o dziwo w to też nie grałem, ale kolega opowiadał, więc te gry powinny być podobne do siebie. Może ktoś mi na końcu powie czy miałem rację. Wrzuciłem grę do pobierania i czekałem, dzięki bogu mam długi kabel od internetu, wiec nie musiałem siedzieć godzinami patrząc się na progres tylko dobre 15 minut. Gdy konsola dała mi znać, że już pobrano wcisnąłem X, a z tyłu głowy miałem jedną myśl - jak lipa to zaraz wyłączam. Opening napakowany różnymi scenami akcji, przewijające się postacie ogólnie nie mam pojęcia co się dzieje, ale dobra muzyka nadrabia. Szybki wybór trudności (jasne, że normalny) i zaczynamy. Granie granie, dużo cutscenek i stop! Gra się przerywa i zaczyna mi pobierać zawartość. Hue? Co tu jest grane, przecież pobrało wcześniej to czemu teraz ciągnie coś dalej. Najgorsze, że wyglądało to tak: 5-10 sekundowy przerywnik i 5 minut pobierania, potem znowu 5-10 sekundowy przerywnik i kolejne pobieranie. Całość trwała dobre 15 minut, a ja coraz bardziej się irytowałem. Cholera, ile można ściągać zawartość, na dodatek nie w tle tylko przerywają mi grę, a w zamian oferują jakieś sekundowe filmiki. W swoim dzienniczku zanotowałem, aby obniżyć ocenę gry o jedno oczko. Mimo tego nie poddałem się bo fabuła z każdą chwilą robiła się co raz ciekawsza. Z racji tego, że akcja dzieje się w Japonii - język domyślny w grze jest Japoński plus angielskie napisy. Szczerze, to nawet nie sprawdziłem czy jest opcja zmiany języka lub napisów. Taka gra powinna być ogrywana w  oryginalnej formie, coś jak seria Metro i ruski.

Fabuła - spokojnie, spoilerów raczej nie będzie, chyba, że sam początek gry uważacie za spoiler.

Główny wątek gry śledzi losy Kazumy Kiryu, jednego z członków Yakuzy. Kiryu razem ze swym lojalnymi kompanem kolekcjonuję wymagane fundusze w celu uzyskania awansu w rangach organizacji. W tej chwili jest tylko porucznikiem, jednak otrzymał zielone światło od swych przełożonych na to, aby awansować do roli patriarchy. Pierwsze zadanie jest proste, zebrać dług od jakiegoś kolesia, który mocno się zadłużył i nie chce oddać kasy. Po wszystkim (spuszczamy bęcki) jestem umówiony w moim ulubionym barze gdzie czeka na mnie mój przyjaciel Akira Nishikyama. Będzie tam pewna dziewczyna - od razu zrozumiałem, że jest ona bliska Kiryu, ale także i Akirze. Yumi, bo o niej mowa, jest hostessą w klubie Serena. Takie osoby pełnią rolę kompana, mają dotrzymywać towarzystwa osobom, które przyszły same itd (ale bez podtekstów seksualnych, niech tam nikogo fantazja nie ponosi!). Ogólnie, cała trójka zna się jeszcze z czasów dzieciństwa, razem wychowywali się w sierocińcu i jakoś do tej pory ta wieź między nimi jest mocna. Maszerując do wyznaczonego punktu na mapie napotykam na swej drodze dziwnego kolesia z przepaską na oku. Goro Majima, z tego co zrozumiałem jest on kapitanem w klanie Majima. Kiryu zwraca się do niego z końcówką "sama" czyli z szacunkiem i uważa go za kogoś wyżej od siebie. Po rozmowie i zachowaniu dało się zauważyć, że Majima jest trochę nienormalny, bez zastanowienia potrafił mocno poturbować jednego ze swoich popleczników, a także machać mi nożem przed oczami. Wszystko tylko po to, aby mnie sprowokować i dać pretekst do walki. Jest w pełni świadomy mych umiejętności  i na myśl o pojedynku ze mną jest podekscytowany jak dziecko czekające na gwiazdkowe prezenty. Na moje szczęście (koleś naprawdę jest straszny), do walki nie doszło ponieważ Kiryu sam stwierdził, że nie ma powodu by krzyżować pięści z Majima-sama. Rozczarowany jednooki dziwak odchodzi w swoją stronę jedynie krzycząc, że znajdzie jakiś sposób, aby dać mi pretekst na walkę z nim. Po tej całej scenie mogę spotkać się z przyjaciółmi i spędzić miły wieczór. Następnego dnia wszystko się zmienia, mój mentor wzywa mnie do swego biura na pogaduchy. W tym samym czasie otrzymuje telefon, że boss wszystkich naszych rodzin (to może wydawać się zawiłe, ale spokojnie, jak chwilę się pogra to mniej lub bardziej zrozumie jak działa hierarchia w yakuzie) porwał Yumi, co gorsze Nishikyama poleciał z odsieczą. Nasz przyjaciel potrafi być narwany, a w takiej sytuacji nie warto go zostawiać samego. Ruszam więc za nimi do biura bossa, lecz jestem zbyt późno. Na ziemi leży martwy lider naszego klanu, a przed nim stoi sparaliżowany Akira. W kącie widzę nieprzytomną Yumi, którą próbuję ocucić, lecz bezskutecznie.  

- Akira ocknij się, co Ty narobiłeś! 
- To był wypadek, on chciał zrobić Yumi krzywdę, a ja nie wytrzymałem. 
- Czy ty wiesz jakie są konsekwencje za coś takiego? Zabierają stąd Yumi, zaraz tu będą gliny!
- Kiryu, a co z Tobą, nie możesz tak, przecież to moja wina.
- Słuchaj mnie Nishikyama, masz chorą siostrę, która Cie potrzebuję, a dodatkowo musisz chronić Yumi, ja sobie dam radę więc biegnijcie.

Drzwi się zamykają, a Kiryu bierze pistolet do ręki. Chwilę później zjawia się policja i jest już po wszystkim. Przesłuchanie na komisariacie, detektyw Date nie wierzy w moje zeznania, ale nie może nic zrobić - biorę wszystko na siebie. Bez gadania idę do więzienia, tam już na mnie czekają ludzie wynajęci do pozbycia się zdrajcy, który morduje swego szefa. Fabuła przeskakuję do przodu o 10 lat, zostaje zwolniony warunkowo za dobre sprawowanie i wracam na stare śmieci. Niestety, dobre sprawowanie oznaczało brak bójek i innych szemranych rzeczy, które negatywnie wpłynęły na moje umiejętności walki wręcz i zmysł wojownika - prosto mówiąc, wszystkie statystyki poleciały w dół i trzeba będzie zrobić je od nowa. I tak naprawdę od teraz zaczyna się prawdziwa gra.
https://preview.redd.it/g2c0rcc997411.jpg?width=1024&auto=webp&s=43b59d8dd625909632e6495a2498140ccd75ce48
Kazuma Kiryu
Nie wiem jak w innych Yakuzach, ale w Kiwami kierujemy właśnie tym kolesiem. Kazuma Kiryu, zwany również jako The Dragon of Dojima. Nie codziennie ktoś otrzymuje taki przydomek i zaufajcie mi ten gość zasługuje na niego w stu procentach. Facet, który ponad wszystko ceni swój honor i lojalność wobec swych szefów, a oni widzą w nim kogoś więcej niż tylko chłopca na posyłki. Jako porucznik w domu Kazama, Kiryu jest naprawdę szanowaną osobą, nie tylko przez ludzi na niższym szczeblu, ale także osoby wyżej rangą jak i członków innych klanów. Pierwsze skojarzenie- Kazuya Mishima (seria Tekken), postura, charakter no i ten głos idealnie pasujący do tej postaci. Taki wielki zimny kawał żelaza. Jednak pod powierzchnią tej maszyny do zabijania kryje się znacznie więcej niż tylko zahartowane ciało gotowe na pojedynek w każdej chwili.
Akira Nishikyama
Z głównego wątku szybko wywnioskowałem, że jest to najbliższy przyjaciel Kiryu, z którym wychowywał się od młodości. Taki trochę młodszy brat, który szedł w nasze ślady, zawsze mógł na nas liczyć, ale sam też był pomocny. Niestety, w oczach organizacji nie jest traktowany zbyt poważnie, ale ze względu na bliską relację z Kazumą, nikt go nie zaczepia. Taki trochę fleja bym powiedział.
Yumi Sawamura
Przyjaciółka z dzieciństwa wyżej wymienionych chłopaków, cała trójką pochodzi z tego samego sierocińca - typowe u Japończyków, brak rodziców, a ojca to nikt tam nie ma (jak oni się rozmnażają?). Postać dość enigmatyczna, czy jest tylko koleżanką czy może kimś więcej?
Goro Majima
O tym człowieku mogę rozmawiać godzinami, Goro Majima, kapitan klanu Majima, mentor, rywal i prowokator, który próbuje zmusić Kiryu do poważnej walki. Facet na każdym kroku chce mi uprzykrzyć życie i w najmniej oczekiwanym momencie pojawia się znikąd. Każde spotkanie z nim oznacza walkę - wszystko w imię samorozwoju. Wieczorny spacerek po mieście, "halo halo Kiryu-chan tu oficer Majima (przebrany za policjanta) przybywam na wyrywkową kontrolę. Sprawdzę tylko czy posiadasz przy sobie aaa co to jest! Oj Kiryu, nielegalna kontrabanda będę musiał się tobą zająć". Ten gość nie daje mi spokoju, jest po prostu wszędzie. Oglądam sobie prasę w sklepie, a po drugiej stronie okna gapi się na mnie Majima. Idę do restauracji coś zjeść, a z kosza na śmieci wyskakuję on. Choć sposoby w jakie Majima próbuje mnie zaskoczyć  potrafią być naprawdę przezabawne, to nie dajcie się zwieść. Koleś jest jak Joker z Batmana, nieobliczalny świr, który nie zawaha się nas zatłuc jeżeli nadarzy mu się okazja. Za każdym razem gdy go pokonałem stawał się co raz silniejszy, ale  nie ma co się bać, ja też na tym zyskuję, więc nagroda jest tego warta.

Zadania poboczne
A teraz coś o niezobowiązujących rzeczach, na mapie o ile jesteśmy blisko lub posiadamy specjalny przedmiot przy sobie, pojawia się znaczniki "!" - najprościej mówiąc, są to dodatkowe misje. Pierwszy raz natknąłem się na takie zadanie przypadkiem mijając kobietę, która zaczęła krzyczeć, że ją obmacałem po tyłku. Zaraz przybył biały rycerzyk na koniu i na nic były moje tłumaczenia, że kobieta oszukuję (ah te baby) moja wina i mam zapłacić. Hola hola, coś tu śmierdzi, na szczęście w dialogu jest opcja odmowy, którą wybrałem po czym mogłem rozprawić się z tym całym obrońcą tej pani. Po wszystkim zaskoczona kobieta zaoferowała mi współpracę, że zarobimy fortunę na tym przekręcie itd. Na szczęście Kiryu tak nisko nie upadł, dał opierdziel kobiecie, a ona obrażona obróciła się na pięcie i odeszła. Od tamtej pory jak szalony zacząłem wykonywać wszelkie poboczne zadania, a mój główny wątek zastygł w miejscu na wiele godzin, a może i dni? Dodatkowe misje mimo, że w większości są proste i schematyczne można szybko rozwiązać, ale nagroda jest warta całego zachodu. Miło też patrzeć jak po wykonanym queście Kiryu w swoich myślach wyciąga wnioski i dzieli się z nami swoimi przemyśleniami. Zdarzyło mi się poznać naprawdę fajnych ludzi, ich historie chwytające za serce czy zabawne scenki nadające grze trochę więcej autentyczności. Wciąż, większość ludzi chciała mnie po prostu oszukać, okraść czy pobić. Bardzo miłe miasto...


Dodatkowa zawartość
Poza głównym wątkiem i zadaniami pobocznymi są też inne dodatkowe aktywności. Za samo stołowanie się w różnych restauracjach czy podróżowanie taksówką dostajemy specjalne punkty, które możemy wydać na unikatowe przedmioty. Jednak jedzeniem człowiek nie żyje, dla szukających mocniejszych wrażeń po całym mieście rozsiane są znajdźki - klucze do schowków czy specjalne karty do grania. Dla tych co preferują rozrywki dla starszych, są klubu ze striptizem, kabarety w których możemy spędzić cały wieczór na randkowaniu, a także inne knajpy z bilardem, kręglami, rzutkami czy karaoke. Osobom, które szukają coś nietypowego polecił bym Pocket Circuit Racer lub salon gier SEGA. Na samych kieszonkowych wyścigach spędziłem już dobre 4-5 godzin. Modyfikowanie autka, aby dostosować go do danego wyścigi i zmieścić się w budżecie daje sporo frajdy, jednak to uczucie gdy przekroczy się metę jako pierwszy, ahh nie do opisania.


Sam salon z automatami SEGI (ich gra to mogą pakować co chcą nie?) oprócz mini automatu z pluszakami posiada dużą grę o nazwie MesuKing. Na początku nie wiedziałem o co chodzi, ot jakieś karty z owadami, tyle, że zamiast insekta na karcie widnieję rysunek ładnej pani przebranej za jednego z nich. Co z tym robimy, no jak to co walczymy! Wybieramy swoje karty, przeciwnik swoje i cała akcja dzieje się na automacie do gier, pierwsze skojarzenie jakiś Dead or Alive (chyba ze względu na te skąpe stroje). Zasady gry łatwo poznać, jest nawet dedykowane zadanie poboczne i cała liga! Niestety, mam jeszcze zbyt mało kart z dupeczka... znaczy owadami, więc nie mogę od tak wyzwać kolejne osoby na pojedynek. Oi Kiryu-chaaaan! eh Majima-sama jest w salonie...



Walka, rozwój postaci, przedmioty, świat sterowanie

Yakuza walką stoi, i to dosłownie. Spacerując po ulicy co chwilę zaczepi nas jakiś gang podlotków, którzy myślą, że dadzą radę pobić i okraść kolesia w szarym garniturze. No nie na mojej zmianie! System walki w Yakuzie składa się z czterech stylów:

Brawler: Skupia się na mocnych ciosach i szybkich atakach, określił bym go  jako ten zbalansowany. Nie ukrywam, że większość gry, a raczej skopanych tyłków załatwiłem przy użyciu niego.


Rush: Tak jak się czyta, Rush skupia sie na szybkości oraz unikaniu ciosów przeciwnika. W tym trybie nie możemy trzymać gardy, więc szybkie nóżki to nasz główny atut. Bardzo widowiskowy i efektowny styl, który wiele razy uratował mi skórę.


Beast: Najwolniejszy, ale zarazem najsilniejszy styl gdzie Kiryu niczym prawdziwa bestia może bić wielu kolesi na raz, podnosić ciężkie przedmioty ( rzucać i walić po głowach). Tutaj chodzi tylko o siłę ciosu i przebicie się przez gardę oprycha. Bardzo widowiskowa jest garda, gdzie Kiryu przybiera specyficzną pozę i niczym mur może dać się obijać bez ponoszenia znacznych obrażeń.


Dragon: To dzięki temu stylowi Kiryu otrzymał swój przydomek smoka, jest to najprościej mówiąc ulepszony Brawler, gdzie ciosy są wciąż szybkie, jednak bardziej precyzyjne i mocniejsze. Czasem wystarczy jedno skuteczne uderzenie, aby położyć kogoś na łopatki.


System walki z początku wydaje się bardzo okrojony, ot wciskać 2-3 guziki w różnej kolejności. Grę na łatwym poziomie może dało by się tak ukończyć. W trybie normalnym z początku czułem się swobodnie, do czasu, aż przeciwnicy zaczęli lepiej się bronić i atakować. Wtedy zrozumiałem, że samo klepanie sprawdzonych kombinacji już nie działa i trzeba wyprowadzać lepsze i bardziej skomplikowane techniki unieszkodliwiające oprycha. Bardzo ważnym aspektem jest także wykorzystanie naszego otoczenia, podnoszenie różnych przedmiotów (możemy też wyjąć jakiś nóż lub kij no bo kto nam zabroni?) za pomocą których możemy walczyć, lub inne ściany czy słupy, na których dobijemy wroga. Przebieg walki zależy od ilości przeciwników. Wystarczy wtedy wybrać tryb bestii złapać jednego łotra i cisnąc nim w resztę ekipy, problem sam się rozwiązuje.


Co do rozwoju postaci, mamy 4 drzewka, które ulepszamy poprzez zdobywane doświadczenie.  (Brzmi logiczne nie?) Wykonywanie pobocznych zadań, klepanie ulicznych zbirów. Możliwości na szybki exp jest sporo. Trzy podstawowe style możemy doskonalić w ten sposób, tak samo jest z pasywnymi umiejętności czy paskiem życia. Tylko technika smoka posiada swój oddzielny pasek na rozwój wymagający od nas czegoś innego niż punkty doświadczenia.

Podsumowanie

Pisząc ten tekst, minęło już kilka dni od ukończenia Yakuzy. Ochłonąłem i patrząc na trzeźwo mogę powiedzieć jedno - było warto. Jeżeli szukasz czegoś innego to Yakuza Kiwami jest dla Ciebie. Świetnie napisana fabuła, od której Japoński klimat bije na kilometr. Klasyczny scenariusz z wieloma zwrotami akcji to siła napędowa tej gry. Wyjątkowy system walki stworzony na potrzeby serii daje tyle satysfakcji, że nawet po trzydziestu godzinach grania, nadal nie przeszkadzało mi, że na ulicy ktoś mnie znowu zaczepił. Wisienką na torcie jest muzyka, która też została dobrana z głową i we właściwym momencie otrzymujemy utwór adekwatny do danej sytuacji. Nie ma nic lepszego niż obijanie gęby kolesiom w rytm dobrego kawałka. Trzeba jednak uważać bo gra jest naprawdę brutalna, Kiryu bez namysłu rozkwasi komuś twarz na betonie lub kopnie leżącego w głowę. Nie oszukujmy się, to jest Yakuza, a oni nie pieprzą się w takich rzeczach. Oprawa wizualna jest po prostu dobra, nie doświadczyłem żadnych błędów, a do samych animacji szybko się przyzwyczaiłem. Wiadomo, są piękniejsze gry, ale Yakuza Kiwami wyróżnia się swoim stylem co widać na pierwszy rzut oka, chociaż to może niektórych odrzucić. Podsumowując, Yakuza Kiwami? Tak! Gra potrafi w odpowiednim momencie rozbawić do łez, a sekundę później atmosfera staje się śmiertelnie poważna.  Do samej postaci Kiryu bardzo mocno się przywiązałem i momentami utożsamić się z nim. Ten tytuł zaszczepił we mnie ciekawość i chęć do sprawdzenia kolejnych części tej szalonej serii - polecam.






Witam wszystkich w drugiej części serii  "Niedoceniane / Ograne"  w której będę prezentować gry mniej znane, starsze lub ...


Witam wszystkich w drugiej części serii "Niedoceniane / Ograne" w której będę prezentować gry mniej znane, starsze lub takie, których premiera przeszła bez echa. Ze względu na nieprzychylne oceny bądź słaby marketing, wiele z tych pozycji mogło przejść wam pod nosem. W tym cyklu postaram się przekonać was, że to co mniej popularne może być równie fajne, a nawet tak dobre jak gry z najwyższej półki. No to zaczynamy!

Ear Force Stealth 400 Wireless Gaming Headset to pierwszy produkt firmy Turtle Beach z jakim miałem do czynienia. Jesteście ciekawi jak sł...

Ear Force Stealth 400 Wireless Gaming Headset to pierwszy produkt firmy Turtle Beach z jakim miałem do czynienia. Jesteście ciekawi jak słuchawki opatrzone logiem charakterystycznej palmy sprawdzą się w graniu na PlayStation 4?


1. Specyfikacja:

Waga: około 250 gram

Pasmo przenoszenia dźwięku: 20 Hz - 20 kHz 

Częstotliwość: 2,4 Ghz 

Głośniki: 50mm z magnesami neodymowymi

Impedancja głośników: 32 omy 
 
Bateria: litowo-polimerowa

Czas pracy akumulatora: do 15 godzin

Mikrofon: odłączany, wielokierunkowy

Zasięg: około 9 metrów


 2. Wrażenia ogólne

Jak już wspomniałem przy okazji unboxing'u - słuchawki po wyjęciu z pudełka robią pozytywne wrażenie. Pierwsza myśl - ładny design, widać że mamy do czynienia z produktem dla graczy. W dotyku plastik, z którego zostały wykonane może nie jest mistrzostwem świata, ale nie sprawia też wrażenia że headset może się łatwo połamać.


Sposób podłączenia do PlayStation 4 jest bardzo prosty. Wpinamy transmiter do portu USB naszej konsoli i podłączamy do niego kabel optyczny. Drugą jego część podpinamy z tyłu PS4. Teraz wystarczy przytrzymać przycisk (logo palmy) na zewnątrz prawej słuchawki naszego headset'u i wszystko śmiga. Po udanym połączeniu zarówno transmiter jak i logo na słuchawkach świecą niebieskim światłem.


3. Wygoda i ergonomia

Największą zaletą Ear Force Stealth 400 jest oczywiście bezprzewodowa wolność. Zasięg 9 metrów spokojnie wystarcza, aby pójść do kuchni i zrobić sobie kawę nie tracąc przy tym nic z dźwięku czy prowadzonych rozmów. Słuchawki dobrze leżą na głowie i nie uciskają. Ich wielkość możemy dostosować pałąkiem, a także obrócić każdy z głośników o 90 stopni. Niestety mam zastrzeżenia co do pianki zastosowanej w nausznikach. Wygląda dość solidnie, choć nie idzie to w parze z komfortem. W zasadzie po niecałej godzinie grania moje spocone uszy zaczęły domagać się chociaż kilku minut przerwy.


Wielokierunkowy mikrofon możemy dowolnie wyginać, tak aby było nam wygodnie komunikować się z innymi graczami. Pozytywnie zaskoczyło mnie pierwsze ładowanie akumulatora (logo pulsuje wtedy na czerwono), które trwało zaledwie 25 minut. Naładowany headset wystarcza na 15 godzin i kilka minut ciągłego grania. Wynik w zupełności satysfakcjonujący, nawet przekraczający nieco wartość podawaną przez producenta. Niestety nie da się ładować akumulatora w trybie uśpienia konsoli. Warto dodać, że jeśli w słuchawkach nie jest odtwarzany żaden dźwięk to po około 15 minutach samoczynnie się one wyłączą w celu oszczędzenia energii.


Centrum dowodzenia na prawej słuchawce z pewnością wymaga trochę czasu na przyzwyczajenie się. Jak dla mnie trochę tych guzików i pokręteł za dużo w jednym miejscu. Włączenie słuchawek, ładowanie czy zmiana trybu pracy są zawsze potwierdzane głosowym komunikatem.


4. Jakość dźwięku

Ear Force Stealth 400 pokazuje pazur jak tylko odpalimy jakąś grę na PlayStation 4. Byłem zachwycony dźwiękiem wybuchów i spadających na ziemię łusek w Battlefield Hardline, szczękiem stali i jękiem ginących nieszczęśników w Diablo III: Ultimate Evil Edition, czy wreszcie rykiem silników samochodów w Project Cars. Odgłosy dobiegające z 50mm głośników są krystalicznie czyste i dobrze nasycone basem. Możemy też pobawić się wbudowanym equalizerem, który posiada cztery tryby pracy. Nawet jak podkręcimy dźwięk na maksymalny poziom nie ma mowy o żadnych trzaskach. O ile oczywiście wytrzymamy to my i nasze otoczenie. Ear Force Stealth 400 dobrze izoluje dźwięki dobiegające z zewnątrz, natomiast przy wysokim poziomie głośności może mieć negatywny wpływ na naszych domowników. Niestety dźwięki nie pozostają stłumione w słuchawkach i w pokoju robi się po prostu głośno.


Komunikacja z użyciem dołączonego mikrofonu przebiega bezproblemowo. Bardzo dobrze słychać zarówno nas jak i naszych rozmówców. Trzeba jednak zaznaczyć, że sprzęt oprócz naszych słów zbiera także wszystkie odgłosy dobiegające z naszego pokoju. W razie potrzeby mikrofon możemy wyłączyć naciśnięciem jednego przycisku umieszczonego na prawej słuchawce.


To tyle jeśli chodzi o dźwięki z gier. A jak na Ear Force Stealth 400 brzmi muzyka z odtwarzacza? Po połączeniu słuchawek z Iphonem 5s za pomocą dołączonego kabla (3,5mm jack-jack) odpaliłem Spotify i przesłuchałem kilkanaście różnych utworów. Pierwsze co zauważyłem - nie działają pokrętła regulacji głośności ani equalizer. W trybie "mobile" wszystko kontrolujemy z poziomu odtwarzacza, w tym przypadku telefonu komórkowego. Odsłuch muzyki zakończył się pozytywnym zaskoczeniem. Nie da się ukryć, że niższe tony i bas zdecydowanie górują nad pozostałymi elementami sceny. Jeśli lubicie muzykę elektroniczną, rocka czy cięższe brzmienia to Ear Force Stealth 400 w tych klimatach zdaje egzamin. Cała reszta brzmi po prostu poprawnie, ale to w końcu słuchawki dedykowane do grania, prawda?

5. Podsumowanie 

Ear Force Stealth 400 Wireless Gaming Headset firmy Turtle Beach to dobry produkt. Niestety posiada dwie znaczące wady. Pierwsza to pianka z której wykonane są nauszniki, powodująca że uszy są spocone już po niecałej godzinie grania. Druga to słaba izolacja emisji dźwięków do otoczenia przez co możemy zapomnieć o słuchaniu muzyki na maksa przy reszcie domowników. No chyba, że są bardzo tolerancyjni. Pozostanę neutralny w kwestii migającego na niebiesko logo producenta. Jest dość wyraźne i pulsując z sekundową częstotliwością skupia uwagę. Zależnie od punktu widzenia może to być wadą lub zaletą - szkoda że nie można go po prostu wyłączyć.


A za co można pochwalić Turtle Beach? Headset Ear Force Stealth 400 jest wykonany z niezłej jakości plastiku i dobrze trzyma się na głowie. Słuchawki gwarantują świetne doznania dźwiękowe w grach (bezprzewodowo) i da się też na nich z przyjemnością posłuchać muzyki z przenośnego odtwarzacza czy telefonu komórkowego (przewodowo). W obu trybach wszystko doskonale brzmi, bezproblemowo przebiega również komunikacja głosowa. Akumulator wystarcza na ponad 15 godzin beztroskiej zabawy. Ear Force Stealth 400 Wireless Gaming Headset można obecnie znaleźć w sklepach za niecałe 300 złotych. Za tą cenę otrzymujemy dobre, solidne, bezprzewodowe słuchawki dla gracza. Jeśli posiadacie PlayStation 4 - jest to wybór naprawdę warty przemyślenia.


OCENA 
7/10 

Zalety:
+ wygląd i jakość wykonania
+ bardzo dobre brzmienie w grach na PlayStation 4
+ dobra jakość dźwięku w odtwarzaczach przenośnych
+ wydajność akumulatora
+  odłączany, wielokierunkowy mikrofon

Wady:
- pianka z której wykonane jest wnętrze nauszników powoduje, że uszy szybko się nagrzewają
- przy wysokim poziomie głośności hałas zaczyna przeszkadzać reszcie domowników
- mikrofon wychwytuje nie tylko to co mówi gracz, ale także dźwięki najbliższego otoczenia 


Turtle Beach Ear Force Stealth 400 Wireless Gaming Headset testowałem między innymi w grach: Battlefield Hardline, Diablo III: Ultimate Evil Edition i Project Cars na PlayStation 4. Muzyki (jakości 320kbps) słuchałem w programie Spotify na Iphonie 5s.

Ear Force Stealth 400 Wireless Gaming Headset to pierwszy produkt firmy Turtle Beach z jakim miałem do czynienia. Jesteście ciekawi jak sł...

Ear Force Stealth 400 Wireless Gaming Headset to pierwszy produkt firmy Turtle Beach z jakim miałem do czynienia. Jesteście ciekawi jak słuchawki opatrzone logiem charakterystycznej palmy sprawdzą się w graniu na PlayStation 4?


1. Specyfikacja:

Waga: około 250 gram

Pasmo przenoszenia dźwięku: 20 Hz - 20 kHz 

Częstotliwość: 2,4 Ghz 

Głośniki: 50mm z magnesami neodymowymi

Impedancja głośników: 32 omy 
 
Bateria: litowo-polimerowa

Czas pracy akumulatora: do 15 godzin

Mikrofon: odłączany, wielokierunkowy

Zasięg: około 9 metrów


 2. Wrażenia ogólne

Jak już wspomniałem przy okazji unboxing'u - słuchawki po wyjęciu z pudełka robią pozytywne wrażenie. Pierwsza myśl - ładny design, widać że mamy do czynienia z produktem dla graczy. W dotyku plastik, z którego zostały wykonane może nie jest mistrzostwem świata, ale nie sprawia też wrażenia że headset może się łatwo połamać.


Sposób podłączenia do PlayStation 4 jest bardzo prosty. Wpinamy transmiter do portu USB naszej konsoli i podłączamy do niego kabel optyczny. Drugą jego część podpinamy z tyłu PS4. Teraz wystarczy przytrzymać przycisk (logo palmy) na zewnątrz prawej słuchawki naszego headset'u i wszystko śmiga. Po udanym połączeniu zarówno transmiter jak i logo na słuchawkach świecą niebieskim światłem.


3. Wygoda i ergonomia

Największą zaletą Ear Force Stealth 400 jest oczywiście bezprzewodowa wolność. Zasięg 9 metrów spokojnie wystarcza, aby pójść do kuchni i zrobić sobie kawę nie tracąc przy tym nic z dźwięku czy prowadzonych rozmów. Słuchawki dobrze leżą na głowie i nie uciskają. Ich wielkość możemy dostosować pałąkiem, a także obrócić każdy z głośników o 90 stopni. Niestety mam zastrzeżenia co do pianki zastosowanej w nausznikach. Wygląda dość solidnie, choć nie idzie to w parze z komfortem. W zasadzie po niecałej godzinie grania moje spocone uszy zaczęły domagać się chociaż kilku minut przerwy.


Wielokierunkowy mikrofon możemy dowolnie wyginać, tak aby było nam wygodnie komunikować się z innymi graczami. Pozytywnie zaskoczyło mnie pierwsze ładowanie akumulatora (logo pulsuje wtedy na czerwono), które trwało zaledwie 25 minut. Naładowany headset wystarcza na 15 godzin i kilka minut ciągłego grania. Wynik w zupełności satysfakcjonujący, nawet przekraczający nieco wartość podawaną przez producenta. Niestety nie da się ładować akumulatora w trybie uśpienia konsoli. Warto dodać, że jeśli w słuchawkach nie jest odtwarzany żaden dźwięk to po około 15 minutach samoczynnie się one wyłączą w celu oszczędzenia energii.


Centrum dowodzenia na prawej słuchawce z pewnością wymaga trochę czasu na przyzwyczajenie się. Jak dla mnie trochę tych guzików i pokręteł za dużo w jednym miejscu. Włączenie słuchawek, ładowanie czy zmiana trybu pracy są zawsze potwierdzane głosowym komunikatem.


4. Jakość dźwięku

Ear Force Stealth 400 pokazuje pazur jak tylko odpalimy jakąś grę na PlayStation 4. Byłem zachwycony dźwiękiem wybuchów i spadających na ziemię łusek w Battlefield Hardline, szczękiem stali i jękiem ginących nieszczęśników w Diablo III: Ultimate Evil Edition, czy wreszcie rykiem silników samochodów w Project Cars. Odgłosy dobiegające z 50mm głośników są krystalicznie czyste i dobrze nasycone basem. Możemy też pobawić się wbudowanym equalizerem, który posiada cztery tryby pracy. Nawet jak podkręcimy dźwięk na maksymalny poziom nie ma mowy o żadnych trzaskach. O ile oczywiście wytrzymamy to my i nasze otoczenie. Ear Force Stealth 400 dobrze izoluje dźwięki dobiegające z zewnątrz, natomiast przy wysokim poziomie głośności może mieć negatywny wpływ na naszych domowników. Niestety dźwięki nie pozostają stłumione w słuchawkach i w pokoju robi się po prostu głośno.


Komunikacja z użyciem dołączonego mikrofonu przebiega bezproblemowo. Bardzo dobrze słychać zarówno nas jak i naszych rozmówców. Trzeba jednak zaznaczyć, że sprzęt oprócz naszych słów zbiera także wszystkie odgłosy dobiegające z naszego pokoju. W razie potrzeby mikrofon możemy wyłączyć naciśnięciem jednego przycisku umieszczonego na prawej słuchawce.


To tyle jeśli chodzi o dźwięki z gier. A jak na Ear Force Stealth 400 brzmi muzyka z odtwarzacza? Po połączeniu słuchawek z Iphonem 5s za pomocą dołączonego kabla (3,5mm jack-jack) odpaliłem Spotify i przesłuchałem kilkanaście różnych utworów. Pierwsze co zauważyłem - nie działają pokrętła regulacji głośności ani equalizer. W trybie "mobile" wszystko kontrolujemy z poziomu odtwarzacza, w tym przypadku telefonu komórkowego. Odsłuch muzyki zakończył się pozytywnym zaskoczeniem. Nie da się ukryć, że niższe tony i bas zdecydowanie górują nad pozostałymi elementami sceny. Jeśli lubicie muzykę elektroniczną, rocka czy cięższe brzmienia to Ear Force Stealth 400 w tych klimatach zdaje egzamin. Cała reszta brzmi po prostu poprawnie, ale to w końcu słuchawki dedykowane do grania, prawda?

5. Podsumowanie 

Ear Force Stealth 400 Wireless Gaming Headset firmy Turtle Beach to dobry produkt. Niestety posiada dwie znaczące wady. Pierwsza to pianka z której wykonane są nauszniki, powodująca że uszy są spocone już po niecałej godzinie grania. Druga to słaba izolacja emisji dźwięków do otoczenia przez co możemy zapomnieć o słuchaniu muzyki na maksa przy reszcie domowników. No chyba, że są bardzo tolerancyjni. Pozostanę neutralny w kwestii migającego na niebiesko logo producenta. Jest dość wyraźne i pulsując z sekundową częstotliwością skupia uwagę. Zależnie od punktu widzenia może to być wadą lub zaletą - szkoda że nie można go po prostu wyłączyć.


A za co można pochwalić Turtle Beach? Headset Ear Force Stealth 400 jest wykonany z niezłej jakości plastiku i dobrze trzyma się na głowie. Słuchawki gwarantują świetne doznania dźwiękowe w grach (bezprzewodowo) i da się też na nich z przyjemnością posłuchać muzyki z przenośnego odtwarzacza czy telefonu komórkowego (przewodowo). W obu trybach wszystko doskonale brzmi, bezproblemowo przebiega również komunikacja głosowa. Akumulator wystarcza na ponad 15 godzin beztroskiej zabawy. Ear Force Stealth 400 Wireless Gaming Headset można obecnie znaleźć w sklepach za niecałe 300 złotych. Za tą cenę otrzymujemy dobre, solidne, bezprzewodowe słuchawki dla gracza. Jeśli posiadacie PlayStation 4 - jest to wybór naprawdę warty przemyślenia.


OCENA 
7/10 

Zalety:
+ wygląd i jakość wykonania
+ bardzo dobre brzmienie w grach na PlayStation 4
+ dobra jakość dźwięku w odtwarzaczach przenośnych
+ wydajność akumulatora
+  odłączany, wielokierunkowy mikrofon

Wady:
- pianka z której wykonane jest wnętrze nauszników powoduje, że uszy szybko się nagrzewają
- przy wysokim poziomie głośności hałas zaczyna przeszkadzać reszcie domowników
- mikrofon wychwytuje nie tylko to co mówi gracz, ale także dźwięki najbliższego otoczenia 


Turtle Beach Ear Force Stealth 400 Wireless Gaming Headset testowałem między innymi w grach: Battlefield Hardline, Diablo III: Ultimate Evil Edition i Project Cars na PlayStation 4. Muzyki (jakości 320kbps) słuchałem w programie Spotify na Iphonie 5s.

W sobotni poranek mam dla Was unboxing słuchawek Ear Force Stealth 400 Wireless Gaming Headset firmy Turtle Beach . Postaram się je w miarę ...

W sobotni poranek mam dla Was unboxing słuchawek Ear Force Stealth 400 Wireless Gaming Headset firmy Turtle Beach. Postaram się je w miarę szybko przetestować i napisać o nich kilka słów wrażeń z użytkowania. Sprzęt może zainteresować głównie posiadaczy konsol PlayStation 4 i PlayStation 3, bo jest dedykowany właśnie dla nich.


Turtle Beach Ear Force Stealth 400 Wireless Gaming Headset dla PS4 / PS3


Duże, ładnie wykonane pudełko aż się prosi aby je otworzyć.


Tył opakowania zdradza sporo istotnych informacji; co znajdziemy w zestawie, do jakich urządzeń możemy podłączyć headset i w jaki sposób połączymy poszczególne elementy.


Trochę autoreklamy, czyli dlaczego Turtle Beach jest numerem 1 wśród firm produkujących słuchawki dla graczy ;)


Jeszcze tylko te 3 "plomby" i można zajrzeć do środka :)


Po otwarciu opakowania widzimy słuchawki oraz pozostałe gadżety, ułożone w zgrabnym blistrze. Każde z akcesoriów ma swoją przegródkę i w razie potrzeby łatwo można spakować je z powrotem.


Pierwsze wrażenie jakie robi headset jest jak najbardziej pozytywne. Plastiki, których użył producent do jego wykonania są całkiem niezłej jakości. 


Na zewnątrz obu słuchawek, pod folią znajduje się logo Turtle Beach, które zapewne jest podświetlane.


W zewnętrznej części prawej słuchawki od boku w dół ciągnie się istne centrum dowodzenia. Mamy tu:

- pokrętło odpowiedzialne za regulację głośności słuchawek 

- przycisk umożliwiający przełączanie się między czterema trybami wbudowanego equalizera

- pokrętło odpowiedzialne za regulację głośności mikrofonu

- port micro-usb do ładowania akumulatora

- port na 3,5mm jack'a

Mikrofon podłączymy natomiast do otworu w umieszczonego w lewej słuchawce.

Zarówno wnętrze nauszników jak i pałąka zostało pokryte specjalną pianką. Nie przypomina ona popularnego weluru czy sztucznej skóry. Jestem ciekaw jak ten materiał sprawdzi się przy dłuższych sesjach.


Od góry przypomina o sobie nazwa producenta.


Pozostał jeszcze zestaw gadżetów, wśród których znajdziemy:

- odłączany mikrofon

- bezprzewodowy transmiter

- kabel micro-usb (do ładowania)

- kabel optyczny

- kabel jack-jack (do podłączenia urządzeń mobilnych)

- instrukcję, broszurę oraz naklejkę

Na pierwszy rzut oka bogaty zestaw, ale nie ma co się oszukiwać - niewiele tu gratisów. Większość z tych rzeczy jest niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania słuchawek. 

To w zasadzie tyle z aspektów wizualnych. Zobaczymy jak Turtle Beach Ear Force Stealth 400 Wireless Gaming Headset sprawdzi się w praktyce. Przetestuję go w grach na PlayStation 4, a także posłucham jak brzmi na nim muzyka odtwarzana, np. z telefonu. Recenzja już wkrótce!