Siekania demonów nigdy za wiele. O Diablo III pisałem już przy okazji recenzji podstawowej wersji gry w wersji na Xboxa 360 oraz dodatku Reaper of Souls w wersji na PC. W drugiej połowie sierpnia ukazała się natomiast kompilacja podstawki i dodatku wersji na PlayStation 4 (a także inne konsole), którą Blizzard nazwał dumnie Ultimate Evil Edition. Nie będzie to kolejna recenzja, ale raczej luźne wrażenia i kilka słów o tym co znajdziemy nowego w tym właśnie wydaniu.
Diablo III: RoS UEE na PlayStation 4 jest szybkie, dynamiczne i diabelnie miodne. Mało, która gra oferuje tak intensywne i ekscytujące, kanapowe granie dla nawet czterech osób jednocześnie. Oczywiście z małymi przerwami, kiedy trzeba posprzedawać łupy i pozmieniać umiejętności, bo wtedy każdy z grających przymusowo czeka na swoją kolej. Zdobyte przedmioty są automatycznie rozdzielane dla konkretnych klas postaci na podstawie statystyk, co zapobiega kuriozalnym sytuacjom kiedy farciarz będący najbliżej pokonanego wroga zazwyczaj zgarniał wszystko. Oczywiście system nie jest doskonały, zwłaszcza kiedy w drużynie trafi się osoba lubiąca kolekcjonować wszystkie śmieci i tym samym mniej lub bardziej świadomie zapychać pozostałym ekwipunek.
Możliwości PlayStation 4 pozwoliły na usprawnienie szaty graficznej. Do poziomu detali znanego z komputerów co prawda jeszcze trochę brakuje, zwłaszcza jeśli chodzi o szczegółowość postaci. Gra wygląda za to znacznie lepiej niż na PlayStation 3 czy Xbox'ie 360. Przede wszystkim zwiększono ilość maszkar i wreszcie nie można narzekać na brak mięcha armatniego. Jest jednocześnie dużo bardziej płynnie. Oczywiście kiedy wpadniemy w naprawdę niezłą zawieruchę klatki animacji spadają, ale nadal pozostają na pewnym, akceptowalnym poziomie. W każdym razie nie przeszkadza to w precyzyjnym wyprowadzaniu kolejnych ataków przez naszych bohaterów.
System Nemesis to absolutnie nowy element i jednocześnie ukłon Blizzarda w stronę konsolowych graczy. Nie znajdziemy tego trybu na poczciwych blaszakach.
Od czasu do czasu wybrany losowo potwór, który zabije naszego bohatera, wysysa jego moc i
przenosi się do innego wymiaru. Tak przypakowany demon poluje
następnie na graczy z naszej listy przyjaciół. Materializuje się w ich grze, przeważnie w mało oczekiwanych momentach z nadzieją dokonania kolejnego mordu i wzmocnienia swoich zdolności. Skoki adrenaliny kiedy usłyszycie zawodzenie zwiastujące nadejście sługi zła, połączone z drżeniem pada - gwarantowane.
Kiedy
uda nam się ubić tak potężnego czarta oprócz tradycyjnego sprzętu
upuszcza on prezent dla przyjacielskiego Nefalema, którego właśnie pomściliśmy.
Cały myk polega na tym, że tylko ta konkretna osoba
może go rozpakować i cieszyć rzadką czy nawet legendarną zawartością. Diablo III: RoS UEE umożliwia przesyłanie praktycznie wszystkich przedmiotów między postaciami. Można w pełni swobodnie handlować, a przedmioty legendarne nie są przypisywane do konta znalazcy.
Gra na PlayStation 4 nie jest pozbawiona lagów. Nawet podczas rozgrywki z osobami z tego samego regionu zdarzają się kilkusekundowe opóźnienia. Po prostu gdy znajdziemy się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze szkoda nerwów i lepiej w takim przypadku poszukać innego gospodarza. Czasem może to chwilę zająć, bo gra lubi nas uporczywie wrzucać do tej samej drużyny. Warto zaznaczyć, że poziom trudności jest skalowany w stosunku do
najbardziej doświadczonego bohatera i jednocześnie zostają podciągnięte statystyki
pozostałych postaci obecnych w drużynie. Tym sposobem nawet najmniej
doświadczeni herosi nie poczują się jak piąte koło u wozu.
Nigdy nie zrozumiem jak można czerpać przyjemność z grania kiedy korzystamy z przypakowanych, przekraczających wszelkie granice przyzwoitości przedmiotów. Niestety wiele osób sztucznie sobie pomaga, dlatego warto olewać takich delikwentów i grać raczej we własnym, sprawdzonym gronie. Nie ma co oczekiwać, że Blizzard coś z tym zrobi. Pliki postaci nie znajdują się na serwerach firmy, a na dyskach naszych konsol i są podatne na wszelkiego rodzaju manipulacje. Niestety coś za coś; nie musimy być podłączeni stale do sieci, ale za to w grze już na tym etapie sporo jest oszustów.
Diablo III: Reaper of Souls - Ultimate Evil Edition to świetna konwersja, idealnie przystosowana do możliwości konsol nowej generacji. Warto zwrócić uwagę na ten tytuł jeśli szukamy wciągającej rozrywki dla 2-4 graczy. Zwłaszcza, że Blizzard obiecał wspieranie gry kolejnymi aktualizacjami. W niedalekiej przyszłości czekają nas głębokie szczeliny, tryb rankingowy... ale już zupełnie inna bajka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diablo III: Reaper of Souls. Pokaż wszystkie posty
Diablo III: Reaper of Souls (Ultimate Evil Edition) - wrażenia z gry na PlayStation 4
10:38:00Siekania demonów nigdy za wiele. O Diablo III pisałem już przy okazji recenzji podstawowej wersji gry w wersji na Xboxa 360 oraz dodatku ...
Recenzja - Diablo III: Reaper of Souls (PC)
11:42:00Diablo III to relatywnie dobry tytuł. Mimo, że spędziłem przy tej grze dobre kilkaset godzin to jednak nie spełniła ona moich oczekiwań. Mo...
Diablo III to relatywnie dobry tytuł. Mimo, że spędziłem przy tej grze dobre kilkaset godzin to jednak nie spełniła ona moich oczekiwań. Może od czasu kiedy triumfy święciło Diablo II wraz z dodatkiem Lord of Destruction po prostu dorosłem? Może już nie potrafię siekać całych rzeszy stworków bez opamiętania, a samo uniwersum nie wzbudza już we mnie tak wielkich emocji jak kiedyś?
Na początku 2013 roku z pozycją głównego projektanta pożegnał się Jay Wilson, a jego miejsce zajął Josh Mosqueira. Świeża krew bardzo się przydała, bo już w sierpniu Blizzard zapowiedział na Gamescomie pierwszy oficjalny dodatek do Diablo III o podtytule Reaper of Souls. Rozpalił on na nowo nadzieje w sercach fanów, że gra nareszcie może być właśnie taką jaką sobie wymarzyli. Przecież Diablo II przed wydaniem dodatku też dalekie było od ideału. Doskonale to pamiętam.
Kiedy 25 marca zegar wybił godzinę dwunastą nieustraszeni Nefalemowie ponownie wkroczyli do Świata Sanktuarium, aby ratować ludzkość przed niechybną zagładą. Mimo, że mój bohater wydawał się świetnie przygotowany, brutalna rzeczywistość szybko zweryfikowała jego słabe punkty. A ja zamiast obniżyć poziom trudności, z każdą kolejną śmiercią mojej postaci uśmiechałem się i na przekór wszystkiemu brnąłem do przodu. W kilka chwil przekonałem się, że jednak nie wydoroślałem, a Diablo III: Reaper of Souls totalnie mnie wessało! Ocknąłem się dobre kilka dni później, zmęczony... co ja mówię, wypompowany ale za to bardzo szczęśliwy.
Prolog
Na wstępie chciałbym pochwalić Blizzarda za przygotowanie serwerów do premiery Reaper of Souls.
Doskonale dały sobie radę z natłokiem spragnionych rzezi i
legendarnych przedmiotów graczy, którzy już od północy szturmowali
Zachodnią Marchię. Nie ma nic gorszego kiedy czekamy z przyjaciółmi o
godzinie zero; jest gorąca pizza i schłodzone piwko, a gra nie działa.
Firma wyciągnęła wnioski ze swoich poprzednich premier, w tym także
podstawki Diablo III i tym razem wszystko przebiegło bez przeszkód. Mało tego, podczas premierowej nocy nie uświadczyłem ani jednego laga.
Fabułę dodatku da się właściwie streścić w jednym zdaniu. Kamień Dusz został skradziony przez Anioła Śmierci - Maltaela który jak przystało na tego prawdziwego złego - chce doprowadzić do zagłady ludzkości. Naszym zadaniem jest temu zapobiec co nie będzie łatwym zadaniem. W miarę postępów odkryjemy, że nawet w obliczu zagłady ludzie nie potrafią się zjednoczyć a Zachodnie Królestwo trawią wewnętrzne wojny i konflikty. Zadania poboczne w Reaper of Souls tworzą mroczną atmosferę w większości przypadków pokazując bezsilność mieszkańców wobec wszechogarniającego świat zła. Jest ich naprawdę wiele, a szczególnie podobało mi się, że Blizzard rozbudował je w stosunku do oryginału. Zaledwie kilka dialogów więcej między postaciami zdecydowanie wpływa budująco na klimat gry.
Gramy!
Nie jest tajemnicą, że Reaper of Souls jest dużo trudniejsze od podstawki. W każdym razie dla nas już nie było, kiedy okazało się że nasze wykoksane postacie giną na każdym kroku dziurawione przez szkieletowych łuczników i masakrowane przez służebnice śmierci. Byłbym zapomniał, w międzyczasie egzekutorzy wyssali nasze dusze. Przesunięcie suwaka poziomu trudności z Udręki II na Udrękę I zaowocowało poprawą, choć nadal gra była wymagająca.
Potęgę i niszczycielską moc Maltaela widać na każdym kroku. Nieraz przyjdzie nam patrzeć na tragedie mieszkańców Zachodniej Marchii, a także ratować tych których się da z opresji. Warto zwiedzać wszystkie miejscówki, nawet te nie związane z głównym wątkiem. Prawie każda z nich ma swoją historię do opowiedzenia poprzez znalezione księgi czy też dialogi z napotkanymi postaciami. Płonące wille, nawiedzone magazyny, splądrowane mieszkania czy wypełnione zwłokami tunele robią naprawdę duże wrażenie.
Potwory, które spotkamy na swojej drodze tylko czekają, aby pozbawić życia nasze ukochane postacie. Są przy tym bardziej inteligentne. Szkielety nauczyły się robić krok w tył, w celu uniknięcia ciosu natomiast nowi przeciwnicy chętnie atakują w grupach wzmacniając umiejętności swoich pobratymców. Bestiariusz Zachodniej Marchii jest bogaty i nie sposób odmówić ekipie Blizzarda pomysłowości. Walki z największymi złymi są wymagające, a pokonanie takiego Uzraela - nawet za dziesiątym razem sprawia wielką satysfakcję. Nie jest to oczywiście poziom bossów rodem z World of Warcraft, ale i tak sieją oni zniszczenie wśród Nefalemów. Trzeba kilka razy zginąć, aby nauczyć się poszczególnych walk. Można oczywiście obniżyć poziom trudności, ale czy jest to czyn godny prawdziwych bohaterów?
Potwory, które spotkamy na swojej drodze tylko czekają, aby pozbawić życia nasze ukochane postacie. Są przy tym bardziej inteligentne. Szkielety nauczyły się robić krok w tył, w celu uniknięcia ciosu natomiast nowi przeciwnicy chętnie atakują w grupach wzmacniając umiejętności swoich pobratymców. Bestiariusz Zachodniej Marchii jest bogaty i nie sposób odmówić ekipie Blizzarda pomysłowości. Walki z największymi złymi są wymagające, a pokonanie takiego Uzraela - nawet za dziesiątym razem sprawia wielką satysfakcję. Nie jest to oczywiście poziom bossów rodem z World of Warcraft, ale i tak sieją oni zniszczenie wśród Nefalemów. Trzeba kilka razy zginąć, aby nauczyć się poszczególnych walk. Można oczywiście obniżyć poziom trudności, ale czy jest to czyn godny prawdziwych bohaterów?
Najświetniejszy z najświętszych
Nie pytajcie mnie czym się różni Krzyżowiec od Paladyna. Może tym, że jest bardziej niż ktokolwiek związany ze swoją tarczą? To znaczy, może się z nią rozstać, ale stracimy w ten sposób wiele profitów zapewnianych przez umiejętności. Bez wątpienia jest to świetna postać, jak dla mnie znacznie bardziej dynamiczna niż Mnich czy Barbarzyńca. I choć nie ma 30% redukcji obrażeń to z pewnością może robić zarówno za prawdziwego "tanka" jak i zadawać konkretne obrażenia. Drzewko jego umiejętności jest bardzo różnorodne; znajdziemy tam wiele umiejętności: od skupiających potwory na naszej postaci, poprzez inkantacje - wpływające na naszych sojuszników, a skończywszy na prawdziwie niszczycielskich mocach.
Krzyżowiec jest też jedyną postacią która może nosić dwuręczną broń i tarczę. Okupione jest to jedynie nieco wolniejszym poruszaniem się, ale ten brak można skutecznie uzupełnić przedmiotami czy punktami mistrzowskimi. Możemy też przywołać rumaka, dzięki któremu możemy przez te kilka sekund poruszać się znacznie szybciej. Jeśli komuś brakowało Paladyna z Diablo II; tęsknicie za latającymi świętymi młotami i gromami z niebios - z otwartymi ramionami powitacie Krzyżowca. To naprawdę diabelnie skuteczna i przy tym bardzo widowiskowa postać.
Krzyżowiec jest też jedyną postacią która może nosić dwuręczną broń i tarczę. Okupione jest to jedynie nieco wolniejszym poruszaniem się, ale ten brak można skutecznie uzupełnić przedmiotami czy punktami mistrzowskimi. Możemy też przywołać rumaka, dzięki któremu możemy przez te kilka sekund poruszać się znacznie szybciej. Jeśli komuś brakowało Paladyna z Diablo II; tęsknicie za latającymi świętymi młotami i gromami z niebios - z otwartymi ramionami powitacie Krzyżowca. To naprawdę diabelnie skuteczna i przy tym bardzo widowiskowa postać.
A co z naszymi dawnymi bohaterami? W związku z tym, że w Reaper of Souls możemy awansować na 70 poziom doświadczenia każda z klas otrzymała jedną nową umiejętność aktywną oraz trzy pasywne. Ooo tak, mój Szaman uwielbia topić wrogów w stawie z piraniami!
Wieszczka i pozostali rzemieślnicy
Wprowadzenie wieszczki o wdzięcznym imieniu Myriam to absolutnie strzał w dziesiątkę. Zdarzało Wam się, że wypadł praktycznie idealny przedmiot gdyby tylko nie jeden mały feler? Teraz w każdej rzeczy można przerobić jeden, niechciany bonus - ogranicza Was tylko ilość esencji i zasobność portfela. Jest oczywiście kilka haczyków; nie każdą właściwość można wylosować i każda kolejna przeróbka tego samego przedmiotu kosztuje coraz więcej złota. Skorzystanie z tej zdolności powoduje także przypisanie rzadkiego przedmiotu do konta naszej postaci.
Dzięki Myriam możemy także zafundować naszym przedmiotom wizualny lifting. Na pewno znaleźliście kiedyś świetny przedmiot, ale jednocześnie wyglądający tak paskudnie że szkoda było nim szpecić postać. Wieszczka może zmienić wygląd danej rzeczy na dowolny zwykły lub nawet określonej legendarki (jeśli posiadamy takowe w naszej kolekcji). Sami więc widzicie, że Myriam to bardzo przemyślana i przydatna postać, na pewno nie dodana na siłę.
Osobny akapit warto poświęcić naszym dawnym, wysłużonym rzemieślnikom - kowalowi i złotnikowi. Otrzymali oni mnóstwo nowych, potężnych przepisów wymagających specjalnych materiałów. Zarówno receptury jak i składniki można znaleźć polując na określone kreatury ze Świata Sanktuarium. Zanim ubierzemy w te unikatowe zestawy naszą postać upłynie z pewnością wiele czasu. Nie wiem jak Wy, ale ja z pewnością przetrząsnę każdą szczelinę w poszukiwaniu potrzebnych składników!
Tryb przygodowy czyli Zlecenia i Szczeliny Nefalemów
Tryb przygodowy jest tym czymś, czego zdecydowanie brakowało podstawce Diablo III. Dostępny po ukończeniu kampanii, prawdziwy pożeracz czasu i jednocześnie sowicie wynagradzający nas za trudy podejmowanych wyzwań. Po pojawieniu się na mapie możemy wykonać szereg zadań, po 5 na każdy akt. Może to być ubicie określonego potwora, oczyszczenie określonego poziomu ze sługusów zła czy też obrona konkretnej miejscówki. Zleceń jest całe mnóstwo i są one za każdym razem generowane losowo. Za ich wykonanie jesteśmy nagradzani, złotem, krwawymi odłamkami, fragmentami klucza szczeliny i doświadczeniem, a jeśli uda nam się zrobić je wszystkie - Tyrael dorzuci nam skrzynię ze skarbem. Mogą się w niej znajdować klejnoty, przedmioty rzadkie, a nawet legendarne.
Kiedy uzbieramy wystarczająco dużo fragmentów kluczy możemy stworzyć szczelinę, w której czeka na nas mnóstwo wymagających potworów i czempionów umiejscowionych praktycznie jeden na drugim! W walce z nimi pomagają nam nietypowe kapliczki dające chwilową nieśmiertelność czy zwiększające obrażenia naszych bohaterów o 400%. Po wybiciu określonej ilości maszkar pojawia się ostateczny boss, który rzuca mnóstwo ciekawych rzeczy, a także krwawe odłamki. Najważniejsze, że nie ma już sytuacji kiedy gramy pięć godzin i nie wypada żaden przedmiot legendarny. Teraz siadając nawet na godzinkę mamy duże szanse znaleźć coś interesującego.
Krwawe odłamki możemy natomiast wykorzystać do kupna przedmiotów u Kadali. Posiada ona sprzęt, którego właściwości nie znamy dopóki nie zdecydujemy się na zakup. Trafiają się głównie przedmioty rzadkie i ponoć legendarki, choć dotychczas nie miałem tyle szczęścia. Tym sposobem historia zatacza koło i hazard wraca do gry.
Grafika i udźwiękowienie
Diablo III nigdy nie było nastawione na graficzne fajerwerki i ogólnie rzecz biorąc w dodatku niewiele się zmieniło. W piątym akcie dominuje mroczna, gotycka stylistyka. Oprócz skąpanego w ogniu miasta, zwiedzimy także spowite mgłą krwawe moczary, krypty, okoliczne pustkowia i Fortecę Pandemonium. Poza różnorodnymi sceneriami cieszą oko także przepiękne tła. Warto się czasem na chwilę zatrzymać by się im dokładniej przyjrzeć. Gra śmiga płynnie poza jedną lokacją - Przejściem Rakkisa w III akcie. Już w podstawce było kiepsko, a w Reaper of Souls momentami animacja spada w tym miejscu do 5 klatek. Staram się omijać to miejsce szerokim łukiem, bo nie wierzę że Blizzard jeszcze coś zdziała w tej kwestii. Oni sami chyba nie wiedzą w czym tkwi problem.
O dźwiękach nie będę się rozpisywał, bo wszystko jest tutaj na swoim miejscu. Chrzęst stali i jęki nieszczęśników złowrogo płyną z głośników potęgując pozytywne wrażenia z rozgrywki. Polski dubbing jak to w produkcjach Blizzarda wypada bardzo dobrze i gra nic a nic nie traci przez to na swoim klimacie. Tym razem to muzyka zwróciła bardziej moją uwagę. W Reaper of Souls poszczególne instrumenty są dużo bardziej wyeksponowane. Wyraźnie słychać skrzypce czy instrumenty dęte, które stopniują narastające napięcie po to by w kulminacyjnym momencie przejść w delikatny, chóralny śpiew kojący naszą duszę. Pięknie zostały też wkomponowane dzwony, a uderzenia w gong nieraz powodowały u mnie ciarki na całym ciele. Ścieżka dźwiękowa jest absolutnie genialna, jedna z najlepszych jakie słyszałem przez ostatnie kilka lat w grach video.
Werdykt
Na właśnie takie Diablo III czekałem!!! Jeśli jeszcze choć przez chwilę zastanawiacie się czy warto wydać stówę na ten dodatek to nie róbcie tego ani chwili dłużej. Reaper of Souls to lekarstwo na wszystkie bolączki podstawki, jest dokładnie to czym było Lord of Destruction dla Diablo II. Mało która gra przykuła mnie do monitora na tak długi czas, przerywany jedynie litrami kawy i kilkoma godzinami snu. Przejście V aktu Szamanem zajęło mi około 10 godzin, ale zaznaczam że starałem się zwiedzić wszystko co się dało i delektowałem się każdym jego aspektem. Krzyżowiec, mnóstwo ciekawych przedmiotów legendarnych, Zlecenia i Szczeliny Nefalemów to natomiast kolejne powody aby nie odchodzić od gry przez kolejne kilkadziesiąt (kilkaset?!) godzin. Blizzard tym razem praktycznie w każdym aspekcie pokazał klasę i przywrócił mi wiarę w to wspaniałe uniwersum. A czy Wasi bohaterowie są gotowi zmierzyć się ze śmiercią? Jeśli tak to dobrze Wam radzę, przed zainstalowaniem Diablo III: Reaper of Souls weźcie kilka dni urlopu.
Zalety:
- piękny, mroczny i nostalgiczny akt V
- wiele zadań pobocznych
- mistrzowska muzyka
- polski dubbing
- krzyżowiec i wieszczka
- nowe umiejętności dla pozostałych klas postaci
- wysoce konfigurowalny poziom trudności
- zróżnicowane, bardziej inteligentne monstra
OCENA
10/10
Zalety:
- piękny, mroczny i nostalgiczny akt V
- wiele zadań pobocznych
- mistrzowska muzyka
- polski dubbing
- krzyżowiec i wieszczka
- nowe umiejętności dla pozostałych klas postaci
- wysoce konfigurowalny poziom trudności
- zróżnicowane, bardziej inteligentne monstra
- mnóstwo nowych zestawów, przedmiotów legendarnych i ich wyjątkowych właściwości
- usprawniony "drop"
- tryb przygodowy; Zlecenia i Szczeliny Nefalemów
Wady:
- animacja lubi chrupnąć w Przejściu Rakkisa
- poza filmem wprowadzającym słabsze przerywniki niż w podstawce
Wady:
- animacja lubi chrupnąć w Przejściu Rakkisa
- poza filmem wprowadzającym słabsze przerywniki niż w podstawce
Grałem na:
Intel Core i7 3770K 3,5GHz @ 4,2GHz
Asus GeForce GTX 670 2048MB DDR5/256bit
Corsair Vengeance 2x4GB DIMM 1600MHz DDR3
Diablo III: Reaper of Souls - prezentacja Edycji Kolekcjonerskiej
16:30:0025 marca to dzień premiery jakże wyczekiwanego dodatku do Diablo III , niestety póki co jedynie w wersji na blaszaki. Zaledwie przed chwilą ...
25 marca to dzień premiery jakże wyczekiwanego dodatku do Diablo III, niestety póki co jedynie w wersji na blaszaki. Zaledwie przed chwilą odebrałem "jeszcze ciepłą" Edycję Kolekcjonerską Reaper of Souls i z wielką chęcią ją dla Was rozpakuję.
Diablo III: Reaper of Souls - prezentacja Edycji Kolekcjonerskiej (unboxing)
Opakowanie dodatku jest prawie takiej samej wielkości co kolekcjonerka podstawowej wersji gry. Pudło od Reaper of Souls jest zaledwie 1cm wyższe. Będzie się świetnie prezentowało na półce.
A co się kryje w środku?
Płyta CD z pełną ścieżką dźwiękową Diablo III: Reaper of Souls. Miałem już okazję usłyszeć próbkę i wierzcie mi - muzyka zawarta w grze jest warta przesłuchania nie tylko jako dodatek podczas siekania kolejnych hord potworów.
Kulisy produkcji na DVD i Blu-Ray, czyli masa ciekawostek w postaci różnorakich nagrań oraz wywiadów z twórcami.
Pudełko, płytka dvd z grą, instrukcja, a także 3 ulotki z kluczami. Dla mnie najbardziej warte uwagi są trzy darmowe paczki kart do Blizzardowskiej karcianki - Hearthstone, które na pewno wykorzystam.
Wielokrotnie chwaliłem Blizzarda za niesamowite artbooki i zrobię to także w tym przypadku. Skoro firma ma w swoich szeregach tak niesamowicie utalentowanych ludzi to dlaczego by nie pochwalić się ich pracami? W dodatku w tak pięknej oprawie...
Podkładka pod mysz z wizerunkiem Anioła Śmierci, Maltaela. Nadal nie jest to produkt z najwyższej półki, ale śmiem twierdzić że jego jakość poprawiła się od czasów Starcraftowej kolekcjonerki rozpakowanej jakiś czas temu na blogu. Nadruk wygląda znacznie lepiej w stosunku do nieco bladego poprzednika.
Dodatki cyfrowe:
- widmowy ogar, towarzysz do Diablo III
- trzy wyjątkowe skórki hełmów, które możemy wykorzystać w transmogryfikacji,
- unikatowe skórki do oręża, dzięki którym możemy upodobnić się do Maltaela,
- goblin skarbnik, towarzysz do World of Warcraft,
- kilka portretów oraz zdobień do Starcrafta II
Na deser Edycja Kolekcjonerska Diablo III: Reaper of Souls w całej okazałości
Mimo, że Blizzard nie dorzucił do zestawu żadnych zbieraczy kurzu w postaci figurek to i tak jestem tą kolekcjonerką bardzo usatysfakcjonowany. Jesteście ciekawi jak prezentuje się w akcji sam dodatek i jakie wprowadza zmiany? Recenzja już wkrótce. Teraz wybaczcie, idę ratować świat przez Aniołem Śmierci!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































Obserwuj nas
Działamy nie tylko na blogu.