Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PC. Pokaż wszystkie posty

Gier o wampirach jest naprawdę sporo na rynku, ale czy każda jest warta uwagi? - szczerze wątpię. Sam nie pamiętam skąd wzięło się moje ...


Gier o wampirach jest naprawdę sporo na rynku, ale czy każda jest warta uwagi? - szczerze wątpię. Sam nie pamiętam skąd wzięło się moje zainteresowanie tymi stworzeniami, ale filmy i komiksy z nimi w roli głównej bardzo lubiłem. Czemu więc, by nie spróbować z grami? Zacząłem moje poszukiwania i spośród sporej ilości gier, zrobiłem całkiem fajną listę tytułów, które chciałbym ograć. Na pierwszy ogień idzie bardzo popularna seria gier o wampirach z lat 90tych. Mowa o Legacy of Kain, a dokładniej Blood Omen: Legacy of Kain, który jest bezpośrednim prequelem do bardziej znanej Legacy of Kain : Soul Reaver.


Kilka drobnych informacji: 
Gra została stworzona przez nieistniejące już studio Silicon Knights i opublikowana przez Crystal Dynamics. Premiera Blood Omen: Legacy of Kain odbyła się w 1996 roku ekskluzywnie na konsolę Playstation 1, a rok później na PC. Co do ilości sprzedanych kopii dane są sprzeczne. Silicon Knights twierdziło, że całkowita sprzedaż wyniosła 2 miliony sztuk, a inne źródła mówią o 320 tysiącach. Gra mimo nie najlepszej sprzedaży, zebrała masę pozytywnych recenzji i ocen co tylko zachęciło mnie do sprawdzenia tego tytułu. Swoja kopię ograłem na PS3 (edycja cyfrowa) ze względu na wysokie ceny płyty PSX i niezachęcającą port na PC.

- Oberżysto! Czy znajdzie się dla mnie pokój w twej karczmie?
- Wynoś się stąd, nie mamy wolnych miejsc!
- Ależ drogi Panie, na ulicach mrok i niebezpiecznie, proszę mnie przyjąć, jam jest ze szlachetnej rodziny i mogę Cię sowicie wynagrodzić.
- Odejdź stąd nim sam Cie wyproszę!

I tak wygnany z karczmy musiałem szukać schronienia na tych niebezpiecznych ulicach. A cóż to za zgraja zbirów? W rękach dzierżą sztylety zmierzając w mym kierunku! Dosięgam mego miecza i staje w obronie własnego życia. Jednego z przeciwników zdołałem ukatrupić, niestety drugi zadał mi śmiertelną ranę argh... 

W ten sposób rozpoczyna się nasza przygoda w uniwersum Nosgoth - średniowiecznej krainie zamieszkałej przez ludzi, wampiry i inne bestie. Nekromanta Mortanius zawiera z nami pakt dając nam szanse zemścić się na naszych zabójcach. Kain bez wahania przyjmuję jego warunki po czym Mortanius przemienia go w stworzenie nocy. Jako wampir budzimy się w naszej krypcie, z której zaczniemy najdłuższą podróż życia.


Widok w grze jak i grafikę można najszybciej porównać do Diablo 1. Rzut izometryczny, sterowanie krzyżakiem i "pikselowa" mroczna oprawa. Kraina Nosgoth jest wielka. Będziemy przemierzać maleńkie wioski, ogromne miasta, cygańskie obozy, krypty, jaskinie i nie tylko. Niektóre lokacje nie są dostępne od początku co zmusza nas do późniejszego powrotu. Na szczęście skonstruowano to całkiem dobrze i nie odczujemy żeby było to zrobione na siłę. Wchodząc do krypty czuć, że nie znajdziemy tu nic poza śmiercią, a odwiedzając karczmę przywita nas oberżysta proponujący coś do picia.

http://vignette1.wikia.nocookie.net/legacyofkain/images/9/9d/BO1-Map0001-Sect41-Steinchencroe.png/revision/latest?cb=20120525141411

Jak na 96 rok, gra wyróżnia się wysokim poziomem trudności. W opcjach znajdziemy tylko podstawowe zastosowanie przycisków, do reszty musimy dojść sami. Blood Omen rzuca nas od razu na głęboką wodę, nie ma tutaj samouczka, a przeciwnicy nie dają nam forów. Poziom trudności to nie tylko silni adwersarze. Na naszej drodze napotkamy też rożnego rodzaju łamigłówki, a innym razem będziemy musieli wykazać się dobrym refleksem. Zapis gry odbywa się tylko w wyznaczonych punktach, więc nie wchodzi tutaj w grę "wyczyszczenie" pomieszczenia z potworów, powrót i zapis. Gdy wrócimy, bestie pojawią się ponownie i musimy wykonać cala robotę od nowa.

http://www.mobygames.com/images/shots/l/14425-blood-omen-legacy-of-kain-windows-screenshot-my-liar.jpg

Blood Omen otrzymał klasyfikację M, czyli dla użytkowników od 17 roku życia. Gra jest bardzo brutalna; Kain bezlitośnie morduje napotkanych na swojej drodze wojowników, cywilów i inne bestie. Codziennością staje się wysysanie krwi z przykutej kajdanami do ściany niewiasty, bezskutecznie wołającej o pomoc. Wszak jestem wampirem i żyć dla mej zemsty muszę!

https://r.mprd.se/media/images/36600-Blood_Omen_-_Legacy_of_Kain_[U]-2.jpg

Kain po przebudzeni w swoim mauzoleum posiada tylko żelazny miecz i zbroję. Na domieszkę jest to ten sam miecz, którym został zabity. Po wejściu do menu postaci, możemy wybrać każdy przedmiot i wysłuchać jego opisu. Warto tutaj zaglądać, gdyż wampir świetnie wyjaśnia zastosowanie poszczególnych rzeczy. Szybko zaczniemy znajdować dodatkowe wyposażanie, które pomoże nam podczas cięższych pojedynków. Oprócz przedmiotów do walki wręcz, Kain będzie się uczyć magii. Zaczynając od tak prostych lecz niezbędnych zaklęć jak światło czy teleport, aż po śmiercionośny magiczny piorun. Wampir nabędzie też zdolność przeistaczania się, zapytacie w co? To musicie zobaczyć sami, podroż jest długa, więc każda pomoc będzie niezbędna!

http://www.nag.co.za/wp-content/uploads/2010/01/kain-02.jpg

W Blood Omen: Legacy of Kain są dwa aspekty, które według mnie wpływają na to jak dobra jest to gra. Pierwszy to fabuła i świetne dialogi (niestety brak napisów). Na szczególne wyróżnienie zasługuje tutaj głos Kaina (Simon Templeman). Aktor odwalił kawał dobrej roboty użyczając swojego głosu wampirowi. Jego monologi tworzą niesamowita atmosferę, a kolejne rozmowy z samym sobą tylko bardziej zachęcają nas do sympatyzowania z bohaterem. Co do samej fabuły, myślę, że wystarczająco zdradziłem już na samym początku. Resztę historii będziecie musieli sami odkryć.


Kolejnym mocnym punktem jest muzyka skomponowana przez Steve'a Henifin. Daje 6 wampirzych zębów na 6 możliwych! Różnorodne utwory wprowadzają wyjątkowy nastrój i pobudzają wyobraźnię. Wchodząc do krypty czy podróżując przez las w akompaniamencie odpowiedniej muzyki czuć, że jesteśmy w średniowiecznym Nosgoth. Na dokładkę Silicon Knights stworzyło świetne przerywniki dopełniające historię. Jak na tamte lata są naprawdę dobrze zaanimowane i cholernie brutalne.


Gra została też wypchana przeróżnymi smaczkami. Może chłopi nie dadzą nam rady wymachując czosnkiem i krzyżem, natomiast woda z rzeki czy ogień z pochodni jak najbardziej nam zaszkodzą. Fajnym uzupełnieniem jest tutaj system zmiany dnia i nocy. W trakcie dnia nasza moc spada i zadajemy mniejsze obrażenia, jednak gdy zapada mrok, stajemy się bestią nocy. Nie chciałbym tutaj odkrywać wszystkich kart bo jest tego sporo, o niektórych rzeczach pewnie sam nadal nie wiem. To sprawia, że chcę bardziej wrócić do Nosgoth i poznawać jego sekrety.


Blood Omen: Legacy of Kain to brutalna gra akcji ze świetnym scenariuszem. Całość wymaga od nas odkrywania, poznawania i myślenia, oferując w zamian wspaniałą przygodę.  Nie ma tutaj podpowiedzi, a jak czasem coś zepsujemy to nie da się tego cofnąć (chyba, że wczytamy zapis). Zdarzyło mi się czasem "zaciąć", jednak nie sięgam do poradników tylko sam szukam rozwiązania. Bywało frustrująco, jednak satysfakcja, że doszedłem do tego sam jest jak świeża krew dla Nosferatu. I to właśnie dlatego Blood Omen: Legacy of Kain znalazł się na mojej liście najlepszych gier o wampirach, polecam!

Witam wszystkich w drugiej części serii  "Niedoceniane / Ograne"  w której będę prezentować gry mniej znane, starsze lub ...


Witam wszystkich w drugiej części serii "Niedoceniane / Ograne" w której będę prezentować gry mniej znane, starsze lub takie, których premiera przeszła bez echa. Ze względu na nieprzychylne oceny bądź słaby marketing, wiele z tych pozycji mogło przejść wam pod nosem. W tym cyklu postaram się przekonać was, że to co mniej popularne może być równie fajne, a nawet tak dobre jak gry z najwyższej półki. No to zaczynamy!

Witam wszystkich w nowym cyklu "Niedoceniane / Ograne" w którym będę prezentować gry mniej znane, starsze lub takie, których ...


Witam wszystkich w nowym cyklu "Niedoceniane / Ograne" w którym będę prezentować gry mniej znane, starsze lub takie, których premiera przeszła bez echa. Ze względu na nieprzychylne oceny bądź słaby marketing, wiele z tych pozycji mogło przejść wam pod nosem. W tym cyklu postaram się przekonać was, że to co mniej znane może być równie fajne, a nawet tak dobre jak gry z najwyższej półki. No to zaczynamy!



Pierwszym tytułem w cyklu Niedoceniane / Ograne będzie DarkSiders. Gra stworzona przez studio Vigil Games, należące do nieistniejącego już Developera THQ. Vigil Games, które nie było zbyt znane, w 2010 roku stworzyło całkowicie nowy produkt. Darksiders jest połączeniem Hack & Slash oraz Action RPG, zainspirowany religią chrześcijańską i motywami biblijnej apokalipsy. W grze wcielamy się w jednego z czterech jeźdźców apokalipsy, który walczy z hordami demonów. W dniu premiery grę wydano na konsole Playstation 3 i Xbox 360. Później liczba platform powiększyła się o PC, Wii U oraz OnLive.



Od zarania dziejów panowały dwa królestwa - Niebo i Piekło, które toczyły miedzy sobą zawzięty bój. Konflikt trwałby pewnie bez końca, gdyby nie pojawienie się swego rodzaju mediatorów - The Charred Council. To oni stworzyli Jeźdźców Apokalipsy - War, Death, Strife i Fury, którzy trzymali piecze nad balansem między dwoma królestwami. Z całego zgliszcza niezgody wyłoniła się ludzkość. The Charred Council przewidziało, że w przyszłości ludzie będą kluczowym elementem do zakończenia odwiecznie trwającego konfliktu. Z tego powodu, mediatorzy zawarli pakt z królestwem nieba i piekła. Wykuto siedem pieczęci, które zostaną zerwane dopiero, gdy ludzkość będzie gotowa na ostateczna bitwę.



Przygoda rozpoczyna się od końca, dokładniej mówiąc od końca świata. Na ziemie zstępują legiony ohydnych bestii, które bez skrupułów mordują niewinnych. Policja jak i wojsko nie dają sobie rady z potworami skutecznie eliminującymi napotkanych na swojej drodze ludzi. Planetę szybko zaczyna ogarniać chaos, a w samym jego sercu pojawia się Jeździec Apokalipsy. Wojna, bo o nim mowa, to humanoidalna postać przypominająca z wyglądu człowieka. Przyodziany w wielką czerwoną zbroję, gigantyczną żelazna rękawicę i potężny miecz o imieniu Chaoseater. Główny bohater bez zastanowienia dobywa broni i ubija wszelkie bestie, które ośmielają się stanąć na jego drodze. Szybko jednak orientuje się, że coś jest nie tak. Gdzie są inni Jeźdźcy Apokalipsy? Przecież nastąpił koniec świata! Wojna szybko zauważa, że coś tu nie gra. Po niezwłocznym rekonesansie napotykamy na naszej drodze archanioła Abaddon'a. Okazuje się, że żaden inny Jeździec nie przybył na ziemie, a siódma ostateczna pieczęć nie została zerwana. W tym całym zamieszaniu pojawia się demon o imieniu Straga, który z zaskoczenia zabija Abaddon'a. War podejmuje walkę z potworem lecz również zostaje pokonany. Kiedy demon zamierza zadać ostateczny cios naszemu bohaterowi, ten zostaje uratowany przez The Charred Council. Mediatorzy osądzają Wojne o zdradę i spółkowanie z królestwem piekła w celu unicestwienia ludzkości. Według nich to właśnie on zerwał ostatnią pieczęć i rozpoczął apokalipsę zanim królestwo człowieka było na nią przygotowane. Jeźdźca nie zgadza się z zarzutami i żąda od rady, aby ta dała mu szansę na znalezienie tego kto to zrobił. The Charred Council wyraża zgodę, ale stawia dwa warunki:
  
1. Wojna straci swoje dotychczasowe moce.
2. Zostanie uwiązany do strażnika "The Watcher", który będzie go obserwować, a jeśli uzna, że wojna chce zdradzić Mediatorów - będzie miał prawo go zabić.

I w ten sposób rozpoczyna się nasza misja w poszukiwaniu tego, który doprowadził do wybicia rodzaju ludzkiego. Spokojnie, to dopiero początek i wprowadzenie do właściwej rozgrywki. 




Darksiders oddano dla graczy w 2010 roku, minęło 6 lat od premiery, jednak oprawa wizualna prezentuje się nadal dobrze. Modele postaci i animacje zostały wykonane dokładnie. Zbroja Wojny jest dopasowana idealnie i można zaobserwować drobne szczegóły. Poruszanie się tkanin podczas ruchu czy falujące włosy. Głowna broń też została ozdobiona wyróżniającymi się detalami i ornamentami, a z dodatkowym postępem zauważamy jak się zmienia.



Przeciwnicy są zróżnicowani, od prostych potworów przypominających zombie przez anioły, aż po ogromne demony - behemoty. Niestety, po dłuższej rozgrywce możemy zaobserwować, że twórcom skończyły się pomysły na kolejnych adwersarzy. Powiew nowości szybko przemija, a zmiany są kosmetyczne; zwiększona ilość życia i kolor, aby odróżnić podstawowe potwory od tych elitarnych.



W grze przemierzamy najrozmaitsze lokacje. Mamy do dyspozycji miasta, dżungle, pustynie, góry i jaskinie. Tereny nie są wykonane z wielką dbałością, jednak ogromne zróżnicowanie lokacji zachęca nas do eksploracji. W niektórych miejscach czuć czasem pustkę, lecz kiedy przypomnimy sobie, że nastąpił koniec świata łatwo można to sobie jakoś wytłumaczyć.




Całą siła napędową Darksiders i powodem dlaczego warto dać jej szanse jest rozgrywka. Twórcy zabrali i zaimplementowali w swój tytuł najfajniejsze rzeczy z innych znanych serii gier. Świat Darksiders to tak naprawdę średniego rozmiaru sandbox. Szkoda, że nie wszędzie dostaniemy się od razu. Niektóre przejścia będą wymagać od nas nowych umiejętności lub specjalnych przedmiotów. Wszystkie będziemy mogli zdobyć wraz z posuwaniem się wątku fabularnego. Kraina Darksiders jest nasycona ukrytymi skrzyniami i ciekawymi zagadkami. Lokacje potrafią być spore i jeżeli bacznie nie obserwujemy naszego otoczenia możemy szybko się zgubić. Postacie napotkane na drodze, wyróżniają się nie tylko ciekawym wyglądem lecz i charakterem.

Wojna, to postać uniwersalna, posługująca się wszelkiego rodzaju bronią. Nasz podstawowy miecz to jeden z wielu śmiercionośnych przedmiotów dostępnych w uniwersum. Każdą z nich będziemy mogli ulepszać po przez zdobyte doświadczenie. Usprawnienie oręża otworzy przed nami nowe, bardziej zabójcze ruchy. Podczas walk urozmaici to zabawę, a możliwość łączenia ataków w potężne combo zrobi na każdym wrażenie.

Sama gra jest dość brutalna. PEGI zaklasyfikowało ją na 18, czyli dla dorosłych. Wojna nie patyczkuje się z przeciwnikami; odcinanie kończyn, dekapitacja czy miażdżenie jest na porządku dziennym. Walki z bossami są naprawdę wielkie i to w każdym tego znaczeniu. Seria quick time eventów została tu płynnie zaimplementowana i nie odczujemy, że została dodana nachalnie czy na siłę.

Darksidsers to połączenie najlepszych motywów z innych znanych serii. Umiejscowienie akcji w motywie Apokalipsy okazało się strzałem w dziesiątkę:

  • Otwarty świat jak w The Legend of Zelda - jest
  • Odlotowe i długie kombinacje ciosów rodem z Devil May Cry - jest
  • Epickie walki z gigantycznymi bossami, Kratos God of War? - jest

Niejedno studio próbowało zebrać i wykorzystać sprawdzone motywy w swoich grach. Szkoda, że nie każdemu to się udało. Studio Vigil Games zaryzykowało, ale mimo wysokich ocen oscylujących na poziomie 83% DarkSiders nie okazał się głośnym hitem. Gra sprzedała się w nakładzie ponad 1 miliona egzemplarzy na całym świecie. Rzadko jestem skłonny do zbierania i odkrywania wszystkiego do końca. Przy Darksiders bawiłem się wyśmienicie i nie patrzyłem na zegarek. Powracanie do poprzednich lokacji by zdobyć tą jedną z wielu skrzyń, sprawiało mi dużo przyjemności. Trudno w tych czasach wybić się i stworzyć coś pamiętnego. Chociaż Darksiders jest naprawdę solidnym kawałkiem kodu wciąż wielu osobom nie było dane go sprawdzić. Wszystkim, którzy się wahali lub nie wiedzieli o istnieniu tej gry, serdecznie polecam!

Ulubiony utwór na ten styczniowy tydzień to główny motyw muzyczny jednej z najlepszych strategii czasu rzeczywistego jakie kiedykolwiek pow...

Ulubiony utwór na ten styczniowy tydzień to główny motyw muzyczny jednej z najlepszych strategii czasu rzeczywistego jakie kiedykolwiek powstały - Command & Conquer: Red Alert nieistniejącego już niestety Westwood Studios.


Sam kawałek nosi tytuł Hell March, a skomponował go Frank Klepacki. Można go usłyszeć zarówno w filmie wprowadzającym do gry jak i podczas poszczególnych misji. Popularność oraz niesamowity klimat tego utworu sprawiły, że został on nieco zmodyfikowany i umieszczony także w kolejnych częściach: C&C: Red Alert 2 oraz C&C: Red Alert 3.


Mieszanka ciężkich gitarowych rifów, odgłosów maszerujących żołnierzy, sampli pracującego młota pneumatycznego i elektroniki... czy jest coś lepiej zagrzewającego do walki? Dziesiątki przegranych godzin na PC, a ostatnio także na PlayStation sprawiły że nie mogę obok tego utworu (jak i oczywiście samej gry) przejść obojętnie.

O Wiedźminie 3 sporo zostało już napisane i powiedziane. Ja sam jestem w trakcie ogrywania tej niesamowitej gry. Zanim jednak mogłem rozpoc...

O Wiedźminie 3 sporo zostało już napisane i powiedziane. Ja sam jestem w trakcie ogrywania tej niesamowitej gry. Zanim jednak mogłem rozpocząć zabawę, musiałem przebrnąć przez niewątpliwie "ciekawy" proces instalacji. Mało co mnie tak wkurza jak przyjście do domu z długo wyczekiwanym tytułem i odkrycie, że nie można go uruchomić. Instalacja Wiedźmina 3 przebiegała gładko do czasu włożenia drugiej płyty. Komputer wyświetlił następnie komunikat o treści: "Instalator przerwał działanie z błędem -10: błąd odczytu pliku". Niestety płyty nie dało się odczytać ani skopiować z niej danych na dysk twardy.

Po napisaniu do pomocy technicznej CDP.PL konsultant w odpowiedzi zasugerował ściągnięcie gry z GoG (27gb danych) i jak to określił "badają problem i będą informowali na bieżąco o postępach". Następnego dnia mimo wszystko udałem się do sklepu, gdzie kupiłem grę. Pracownik wymienił mi jedynie drugą płytkę, ale to wystarczyło. Dzięki całej tej operacji instalacja ruszyła już bez problemów.


21 maja CDP.PL wydało oświadczenie:

 „Drodzy Gracze,
w ostatnim czasie otrzymujemy sygnały, że u niektórych z Was pojawiły się problemy z odczytem i instalacją z płyt DVD gry Wiedźmin 3: Dziki Gon w wersji PC. Jest dla nas absolutnym priorytetem, aby każda osoba która nabyła grę była w pełni zadowolona, dlatego też nasz dział pomocy technicznej dokładnie zbadał już znaczną część ze zgłoszonych problemów. 
Przede wszystkim chcielibyśmy Was zapewnić, że komplikacje przy instalacji gry występują tylko u niewielkiej liczby użytkowników oraz że nadal możecie pobrać swoją kopię gry za pośrednictwem serwisu GOG.com, bez konieczności jej instalowania z płyty – to najdogodniejsze rozwiązanie pozwoli Wam cieszyć się rozgrywką już teraz, podczas kiedy my będziemy rozwiązywać problem z płytą.
Nieprawidłowości w odczycie danych z nośników pojawiają się najczęściej przy skraju warstwy/płyty: nośnikiem fizycznym gry jest dwuwarstwowa płyta DVD. Występują one jedynie w niektórych specyficznych przypadkach i wynikają z indywidualnych ustawień sprzętowych czytnika (np. prędkości odczytu danych z nośnika, czy moc lasera w głowicy). Przy ustawionej maksymalnej prędkości odczytu może się zdarzyć, że wiązka laserowa jest zbyt słaba, algorytm korekcji danych nie działa prawidłowo i zgłasza błędy sumy kontrolnej (CRC)."

Niestety po opublikowaniu powyższego komunikatu wymiana nośników "od ręki" w sklepach graniczyła już z cudem. Takie wytłumaczenie jest co najmniej absurdalne. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek w celu zainstalowania gry musiał grzebać w ustawieniach napędu. Według dystrybutora problem dotyczył niewielkiej liczby użytkowników jednak na forum CDPROJEKT RED temat odnośnie błędu z odczytem płyt rozrósł się do 60 stron. A trzeba mieć na uwadze, że z pewnością nie wszyscy gracze mający problem z instalacją Wiedźmina 3 się w tym miejscu wypowiedzieli.


Od premiery gry minęły już prawie dwa miesiące i temat nieco ucichł, po co więc do niego wracać? Zasadniczo jest to wskazówka dla nowych graczy, którym Wiedźmin 3 nie chce się zainstalować. Po prostu ściągnijcie grę z GoG, a same płytki odeślijcie lub oddajcie na reklamację w miejscu gdzie zakupiliście grę. Trochę poczekacie, ale w zamian dostaniecie produkt taki jaki dokładnie powinien być w dniu premiery - w pełni sprawny.

Szkoda, że nasz rodzimy dystrybutor CDP.PL nie potrafi przyznać się do błędu i zaoferować ze swojej strony jakiejś małej rekompensaty graczom za stracony czas i nerwy. Firma, która lwią część swoich zarobków opiera właśnie na Wiedźminie (nie licząc gier Blizzarda i kilku symulatorów) nie potrafi zainwestować w konkretną tłocznię i przygotować tak wielkiej premiery. Wiedźmin 3 znakomicie się sprzedał i z pewnością nadal będzie. Gra jest świetna, pięknie wydana - tylko część płyt nie działa i sporo graczy musi ją po prostu pobrać w całości z internetu. Cóż, takie mamy czasy... A ja tylko uśmiechnę się z politowaniem, gdy prędzej czy później wróci marudzenie że rynek gier na PC ma się coraz gorzej.

O Wiedźminie 3 sporo zostało już napisane i powiedziane. Ja sam jestem w trakcie ogrywania tej niesamowitej gry. Zanim jednak mogłem rozpoc...

O Wiedźminie 3 sporo zostało już napisane i powiedziane. Ja sam jestem w trakcie ogrywania tej niesamowitej gry. Zanim jednak mogłem rozpocząć zabawę, musiałem przebrnąć przez niewątpliwie "ciekawy" proces instalacji. Mało co mnie tak wkurza jak przyjście do domu z długo wyczekiwanym tytułem i odkrycie, że nie można go uruchomić. Instalacja Wiedźmina 3 przebiegała gładko do czasu włożenia drugiej płyty. Komputer wyświetlił następnie komunikat o treści: "Instalator przerwał działanie z błędem -10: błąd odczytu pliku". Niestety płyty nie dało się odczytać ani skopiować z niej danych na dysk twardy.

Po napisaniu do pomocy technicznej CDP.PL konsultant w odpowiedzi zasugerował ściągnięcie gry z GoG (27gb danych) i jak to określił "badają problem i będą informowali na bieżąco o postępach". Następnego dnia mimo wszystko udałem się do sklepu, gdzie kupiłem grę. Pracownik wymienił mi jedynie drugą płytkę, ale to wystarczyło. Dzięki całej tej operacji instalacja ruszyła już bez problemów.


21 maja CDP.PL wydało oświadczenie:

 „Drodzy Gracze,
w ostatnim czasie otrzymujemy sygnały, że u niektórych z Was pojawiły się problemy z odczytem i instalacją z płyt DVD gry Wiedźmin 3: Dziki Gon w wersji PC. Jest dla nas absolutnym priorytetem, aby każda osoba która nabyła grę była w pełni zadowolona, dlatego też nasz dział pomocy technicznej dokładnie zbadał już znaczną część ze zgłoszonych problemów. 
Przede wszystkim chcielibyśmy Was zapewnić, że komplikacje przy instalacji gry występują tylko u niewielkiej liczby użytkowników oraz że nadal możecie pobrać swoją kopię gry za pośrednictwem serwisu GOG.com, bez konieczności jej instalowania z płyty – to najdogodniejsze rozwiązanie pozwoli Wam cieszyć się rozgrywką już teraz, podczas kiedy my będziemy rozwiązywać problem z płytą.
Nieprawidłowości w odczycie danych z nośników pojawiają się najczęściej przy skraju warstwy/płyty: nośnikiem fizycznym gry jest dwuwarstwowa płyta DVD. Występują one jedynie w niektórych specyficznych przypadkach i wynikają z indywidualnych ustawień sprzętowych czytnika (np. prędkości odczytu danych z nośnika, czy moc lasera w głowicy). Przy ustawionej maksymalnej prędkości odczytu może się zdarzyć, że wiązka laserowa jest zbyt słaba, algorytm korekcji danych nie działa prawidłowo i zgłasza błędy sumy kontrolnej (CRC)."

Niestety po opublikowaniu powyższego komunikatu wymiana nośników "od ręki" w sklepach graniczyła już z cudem. Takie wytłumaczenie jest co najmniej absurdalne. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek w celu zainstalowania gry musiał grzebać w ustawieniach napędu. Według dystrybutora problem dotyczył niewielkiej liczby użytkowników jednak na forum CDPROJEKT RED temat odnośnie błędu z odczytem płyt rozrósł się do 60 stron. A trzeba mieć na uwadze, że z pewnością nie wszyscy gracze mający problem z instalacją Wiedźmina 3 się w tym miejscu wypowiedzieli.


Od premiery gry minęły już prawie dwa miesiące i temat nieco ucichł, po co więc do niego wracać? Zasadniczo jest to wskazówka dla nowych graczy, którym Wiedźmin 3 nie chce się zainstalować. Po prostu ściągnijcie grę z GoG, a same płytki odeślijcie lub oddajcie na reklamację w miejscu gdzie zakupiliście grę. Trochę poczekacie, ale w zamian dostaniecie produkt taki jaki dokładnie powinien być w dniu premiery - w pełni sprawny.

Szkoda, że nasz rodzimy dystrybutor CDP.PL nie potrafi przyznać się do błędu i zaoferować ze swojej strony jakiejś małej rekompensaty graczom za stracony czas i nerwy. Firma, która lwią część swoich zarobków opiera właśnie na Wiedźminie (nie licząc gier Blizzarda i kilku symulatorów) nie potrafi zainwestować w konkretną tłocznię i przygotować tak wielkiej premiery. Wiedźmin 3 znakomicie się sprzedał i z pewnością nadal będzie. Gra jest świetna, pięknie wydana - tylko część płyt nie działa i sporo graczy musi ją po prostu pobrać w całości z internetu. Cóż, takie mamy czasy... A ja tylko uśmiechnę się z politowaniem, gdy prędzej czy później wróci marudzenie że rynek gier na PC ma się coraz gorzej.

Prawie pięć lat zajęło mi zainteresowanie się tytułem Riot Games mimo że jest w dużym stopniu darmowy. Powstrzymywały mnie po części krążąc...

Prawie pięć lat zajęło mi zainteresowanie się tytułem Riot Games mimo że jest w dużym stopniu darmowy. Powstrzymywały mnie po części krążące tu i ówdzie opinie, że gra w nią głównie masa rozwydrzonych i nietolerancyjnych dzieciaków. Aż w końcu na wspólną sesję namówił mnie dobry kumpel. Tak więc Panie i Panowie dzisiaj na tapecie...

League of Legends 


Zaczynamy od założenia konta i wyboru serwera gry. Ściśle związane są z tym wersje językowe. Mamy możliwość wyboru polskiego języka tylko jeśli gramy na serwerach północno-wschodniej Europy. Następnie musimy przebrnąć przez krótki samouczek po to, aby poznać podstawy. Kolejny krok to kilka starć z komputerowymi przeciwnikami. Przeciwko prawdziwym graczom możemy zagrać dopiero po wbiciu kilku poziomów doświadczenia. Nie wiem czy znajdzie się ktoś, kto perfekcyjnie umie grać choćby połową z dostępnych bohaterów. Mamy tu dosłownie zatrzęsienie charyzmatycznych postaci podzielonych na 6 klas. Możliwości wyboru potęgują dodatkowo hybrydy. Bez względu na to czy lubicie siać zniszczenie, wspomagać członków drużyny, czy też wchłaniać jak największą ilość obrażeń - na pewno znajdziecie coś dla siebie. 

Welcome to Summoner's Rift
 
 

Mój wybór padł na Veigara, niepozornego z wyglądu ale jednocześnie bardzo niebezpiecznego maga. Wraz z awansem na kolejny poziom doświadczenia odblokowywałem kolejne umiejętności. Nękałem przeciwników złowrogim uderzeniem, zamykałem ich w krawędziach przestrzeni, zadawałem masowe obrażenia ciemną materią po to, aby na koniec potraktować ich przedwiecznym wybuchem. Czy wspomniałem już, że moja regeneracja many zwiększała się proporcjonalnie to tego jak jej ubywało? Mamy więc cztery umiejętności aktywne i jedną pasywną, a jeśli przemnożymy je przez ilość dostępnych czempionów wychodzi ogromna liczba kombinacji. Trzeba wiedzieć w które zdolności inwestować na początku, ponieważ znacznie ułatwia to rozgrywkę, a w ostatecznym rozrachunku przechyla szalę zwycięstwa na naszą stronę.


W League of Legends mamy spory wybór trybów gry, ja jednak póki co skupiłem się na klasycznym 5v5. W skrócie trzeba przedrzeć się przez hordy mięska armatniego kontrolowanego przez komputer, zniszczyć wieżyczki przeciwnika, pokonać wrogich herosów i zniszczyć magiczną budowlę - Nexus umiejscowiony w bazie wroga. Po drodze oczywiście starać się samemu nie ginąć zbyt często. Proste, prawda? 


O ile zgłębienie podstaw idzie z górki to już ogarnięcie przedmiotów w sklepie, rozwijanie drzewka wzmacniającego umiejętności czy odkrywanie dostępnych run i znaków nastręcza pewnych trudności. Do tego dochodzi jeszcze system zależności między postaciami. W końcu niektórzy czempioni znakomicie się uzupełniają, a inni mniej. Część bohaterów jest diabelsko skutecznych przeciwko pozostałym. Niektóre postacie powinny szczególnie nękać wrogich bohaterów, a niektóre skupiać się na mięsku. Dylematy czy udać się do miasta podleczyć i zrobić zakupy czy też pozostać na polu bitwy są tutaj na porządku dziennym. Byle zbyt długo się nie zastanawiać.


Poszukajcie towarzyszy broni


Po pierwsze dlatego, że bardziej doświadczony kolega zawsze coś podpowie. Po drugie zawsze można stworzyć drużynę i dobrać taką kombinację bohaterów jaka nam właśnie pasuje. Po trzecie zawsze przyjemniej się gra z kimś kogo się zna. Koniecznością są także słuchawki z mikrofonem, bo zanim zaczniemy rozumieć się bez słów minie trochę czasu. A tak serio to o wiele łatwiej jest zgrać umiejętności czy decydować o ataku na wspólny cel. Owszem, od tego są znaczniki czy wbudowany czat, ale nic nie zastąpi ludzkiej mowy. Zawsze można przecież bardziej dosadnie zwalić na kogoś winę za przegrany mecz ;)

"I will report you noob"


Usłyszycie to zdanie wiele razy i grunt to się nie przejmować. Tak tak, gracze League of Legends mają o sobie wysokie mniemanie. Niezależnie od poziomu na którym grają. Wystarczy, że coś nie idzie po ich myśli i zaraz zaczyna się festiwal epitetów. A to, że nie pomagamy, a to że poszliśmy nie na tą stronę co trzeba, a to że atakujemy niewłaściwe cele... Pół biedy jeśli faktycznie ma to uzasadnienie. Najczęściej tacy delikwenci potrafią dyskutować 3/4 gry na czacie wysnuwając coraz to lepsze argumenty. Nie jestem w stanie sobie zrozumieć jak można jednocześnie skupić się na rozgrywce. Zauważyłem też, że gracze w League of Legends chętnie korzystają z opcji poddania się; wystarczy że kilka razy zginą i zaczyna się marudzenie. A czasem wystarczy zawrzeć szeregi, przestać jęczeć i wspólnymi siłami zmiażdżyć nawet nieco bardziej doświadczonych przeciwników.

IP i RP


Co można mieć za friko, a za co zapłacimy Riot Games prawdziwymi pieniędzmi? Bardzo mnie cieszy, że lwia część League of Legends jest darmowa. Najważniejsze rzeczy można kupić za IP (Influence Points) czyli punkty zasług, uzyskane za nasze postępy w grze. Wchodzi w to stały dostęp do czempionów, runy czy znaki. Co tydzień mamy rotację bohaterów, która pozwala za darmo wypróbować kolejne postacie. Natomiast za RP (Riot Points) można zakupić dodatkowe skórki dla naszych postaci i totemów, zwiększenie zdobywanych IP czy transfer konta na inny serwer. To uczciwe rozwiązanie i nie dziwię się że dzięki temu gra zyskała tak wielką popularność. 

Grafika i dźwięk
  

Jeśli chodzi o grafikę to gra łudząco przypomina mi kultowego Warcrafta III. Bajecznie kolorowe postacie, mnogość animacji, ale za to dość prosta sceneria; jakieś drzewka, zarośla w których można się skryć czy oszczędne w detale budowle. Nie jest to z pewnością szczyt graficznych osiągnięć, ale z pewnością Riot Games chcieli, aby gra działała na jak największej liczbie konfiguracji i tym samym dotrzeć do wielu odbiorców. W każdym razie u mnie League of Legends hula na pełnych detalach aż miło. Podsumowując, grafika może być tyle że bez fajerwerków. 

Bardzo mi się spodobała za to warstwa dźwiękowa, a w szczególności mnóstwo zabawnych kwestii wypowiadanych przez postacie, które dodatkowo można rozszerzyć po zakupieniu specjalnych skórek. Muzyka przygrywająca w tle nie przeszkadza, natomiast komentarze spikerki pomagają w lepszej orientacji co aktualnie dzieje się na polu bitwy. 

Ciemne strony LoL'a


Największą i w zasadzie jedyną znaczącą wadą gry są dla mnie czasy ładowania poszczególnych mapek. Wystarczy, że trafi się ktoś grający na "kalkulatorze" i cała drużyna musi na niego czekać. W skrajnych przypadkach zdążymy nawet wziąć szybki prysznic przed załadowaniem sesji. Niestety w trakcie gry nie da się zmienić członków drużyny, możliwe jest tylko rozłączenie i ponowne podłączenie. Wystarczy więc, że ktoś na dłużej odejdzie od klawiatury albo po prostu ma problemy z łączem i szanse jego drużyny na wygraną drastycznie maleją. Mecz trwa średnio 30-45 minut i niestety czasem przez jednego pechowca gra jest spisana na straty.

Dorzuciłbym jeszcze bardzo wymagającą (szkoda, że nie od siebie) społeczność, aczkolwiek nie jest to już wina twórców. Gra jest w większości darmowa i stąd duże zainteresowanie tytułem. Żeby nie było, daje się spotkać także naprawdę sympatyczne i pomocne osoby. 

Trzeba zagrać. Chociaż raz!


Kiedy już załapiemy podstawy League of Legends, przychodzą pierwsze zwycięstwa i gra się naprawdę bardzo przyjemnie. Nie warto tracić zbyt wiele czasu z komputerowymi przeciwnikami. Zdecydowanie trzeba grać z prawdziwymi ludźmi, bo wtedy zaczyna się właściwa zabawa. Zdarzają się mecze totalnie nieprzewidywalne. A jeżeli mamy jeszcze do pomocy dobrego kompana to gra staje się dodatkowo o wiele łatwiejsza i jeszcze bardziej miodna. Dorzucając do tego fakt, że League of Legends jest w dużym stopniu tytułem darmowym - po prostu grzech nie spróbować. 

Grałem na:
Intel Core i7 3770K 3,5GHz @ 4,2GHz
Asus GeForce GTX 670 2048MB DDR5/256bit
Corsair Vengeance 2x4GB DIMM 1600MHz DDR3

Diablo III to relatywnie dobry tytuł. Mimo, że spędziłem przy tej grze dobre kilkaset godzin to jednak nie spełniła ona moich oczekiwań. Mo...

Diablo III to relatywnie dobry tytuł. Mimo, że spędziłem przy tej grze dobre kilkaset godzin to jednak nie spełniła ona moich oczekiwań. Może od czasu kiedy triumfy święciło Diablo II wraz z dodatkiem Lord of Destruction po prostu dorosłem? Może już nie potrafię siekać całych rzeszy stworków bez opamiętania, a samo uniwersum nie wzbudza już we mnie tak wielkich emocji jak kiedyś? 


Na początku 2013 roku z pozycją głównego projektanta pożegnał się Jay Wilson, a jego miejsce zajął Josh Mosqueira. Świeża krew bardzo się przydała, bo już w sierpniu Blizzard zapowiedział na Gamescomie pierwszy oficjalny dodatek do Diablo III o podtytule Reaper of Souls. Rozpalił on na nowo nadzieje w sercach fanów, że gra nareszcie może być właśnie taką jaką sobie wymarzyli. Przecież Diablo II przed wydaniem dodatku też dalekie było od ideału. Doskonale to pamiętam.


Kiedy 25 marca zegar wybił godzinę dwunastą nieustraszeni Nefalemowie ponownie wkroczyli do Świata Sanktuarium, aby ratować ludzkość przed niechybną zagładą. Mimo, że mój bohater wydawał się świetnie przygotowany, brutalna rzeczywistość szybko zweryfikowała jego słabe punkty. A ja zamiast obniżyć poziom trudności, z każdą kolejną śmiercią mojej postaci uśmiechałem się i na przekór wszystkiemu brnąłem do przodu. W kilka chwil przekonałem się, że jednak nie wydoroślałem, a Diablo III: Reaper of Souls totalnie mnie wessało! Ocknąłem się dobre kilka dni później, zmęczony... co ja mówię, wypompowany ale za to bardzo szczęśliwy.

Prolog
 

Na wstępie chciałbym pochwalić Blizzarda za przygotowanie serwerów do premiery Reaper of Souls. Doskonale dały sobie radę z natłokiem spragnionych rzezi i legendarnych przedmiotów graczy, którzy już od północy szturmowali Zachodnią Marchię. Nie ma nic gorszego kiedy czekamy z przyjaciółmi o godzinie zero; jest gorąca pizza i schłodzone piwko, a gra nie działa. Firma wyciągnęła wnioski ze swoich poprzednich premier, w tym także podstawki Diablo III i tym razem wszystko przebiegło bez przeszkód. Mało tego, podczas premierowej nocy nie uświadczyłem ani jednego laga.


Fabułę dodatku da się właściwie streścić w jednym zdaniu. Kamień Dusz został skradziony przez Anioła Śmierci - Maltaela który jak przystało na tego prawdziwego złego - chce doprowadzić do zagłady ludzkości. Naszym zadaniem jest temu zapobiec co nie będzie łatwym zadaniem. W miarę postępów odkryjemy, że nawet w obliczu zagłady ludzie nie potrafią się zjednoczyć a Zachodnie Królestwo trawią wewnętrzne wojny i konflikty. Zadania poboczne w Reaper of Souls tworzą mroczną atmosferę w większości przypadków pokazując bezsilność mieszkańców wobec wszechogarniającego świat zła. Jest ich naprawdę wiele, a szczególnie podobało mi się, że Blizzard rozbudował je w stosunku do oryginału. Zaledwie kilka dialogów więcej między postaciami zdecydowanie wpływa budująco na klimat gry.

Gramy!


Nie jest tajemnicą, że Reaper of Souls jest dużo trudniejsze od podstawki. W każdym razie dla nas już nie było, kiedy okazało się że nasze wykoksane postacie giną na każdym kroku dziurawione przez szkieletowych łuczników i masakrowane przez służebnice śmierci. Byłbym zapomniał, w międzyczasie egzekutorzy wyssali nasze dusze. Przesunięcie suwaka poziomu trudności z Udręki II na Udrękę I zaowocowało poprawą, choć nadal gra była wymagająca. 


Potęgę i niszczycielską moc Maltaela widać na każdym kroku. Nieraz przyjdzie nam patrzeć na tragedie mieszkańców Zachodniej Marchii, a także ratować tych których się da z opresji. Warto zwiedzać wszystkie miejscówki, nawet te nie związane z głównym wątkiem. Prawie każda z nich ma swoją historię do opowiedzenia poprzez znalezione księgi czy też dialogi z napotkanymi postaciami. Płonące wille, nawiedzone magazyny, splądrowane mieszkania czy wypełnione zwłokami tunele robią naprawdę duże wrażenie.


Potwory, które spotkamy na swojej drodze tylko czekają, aby pozbawić życia nasze ukochane postacie. Są przy tym bardziej inteligentne. Szkielety nauczyły się robić krok w tył, w celu uniknięcia ciosu natomiast nowi przeciwnicy chętnie atakują w grupach wzmacniając umiejętności swoich pobratymców. Bestiariusz Zachodniej Marchii jest bogaty i nie sposób odmówić ekipie Blizzarda pomysłowości. Walki z największymi złymi są wymagające, a pokonanie takiego Uzraela - nawet za dziesiątym razem sprawia wielką satysfakcję. Nie jest to oczywiście poziom bossów rodem z World of Warcraft, ale i tak sieją oni zniszczenie wśród Nefalemów. Trzeba kilka razy zginąć, aby nauczyć się poszczególnych walk. Można oczywiście obniżyć poziom trudności, ale czy jest to czyn godny prawdziwych bohaterów?

Najświetniejszy z najświętszych


Nie pytajcie mnie czym się różni Krzyżowiec od Paladyna. Może tym, że jest bardziej niż ktokolwiek związany ze swoją tarczą? To znaczy, może się z nią rozstać, ale stracimy w ten sposób wiele profitów zapewnianych przez umiejętności. Bez wątpienia jest to świetna postać, jak dla mnie znacznie bardziej dynamiczna niż Mnich czy Barbarzyńca. I choć nie ma 30% redukcji obrażeń to z pewnością może robić zarówno za prawdziwego "tanka" jak i zadawać konkretne obrażenia. Drzewko jego umiejętności jest bardzo różnorodne; znajdziemy tam wiele umiejętności: od skupiających potwory na naszej postaci, poprzez inkantacje - wpływające na naszych sojuszników, a skończywszy na prawdziwie niszczycielskich mocach. 


Krzyżowiec jest też jedyną postacią która może nosić dwuręczną broń i tarczę. Okupione jest to jedynie nieco wolniejszym poruszaniem się, ale ten brak można skutecznie uzupełnić przedmiotami czy punktami mistrzowskimi. Możemy też przywołać rumaka, dzięki któremu możemy przez te kilka sekund poruszać się znacznie szybciej. Jeśli komuś brakowało Paladyna z Diablo II; tęsknicie za latającymi świętymi młotami i gromami z niebios - z otwartymi ramionami powitacie Krzyżowca. To naprawdę diabelnie skuteczna i przy tym bardzo widowiskowa postać.


A co z naszymi dawnymi bohaterami? W związku z tym, że w Reaper of Souls możemy awansować na 70 poziom doświadczenia każda z klas otrzymała jedną nową umiejętność aktywną oraz trzy pasywne. Ooo tak, mój Szaman uwielbia topić wrogów w stawie z piraniami! 

Wieszczka i pozostali rzemieślnicy

Wprowadzenie wieszczki o wdzięcznym imieniu Myriam to absolutnie strzał w dziesiątkę. Zdarzało Wam się, że wypadł praktycznie idealny przedmiot gdyby tylko nie jeden mały feler? Teraz w każdej rzeczy można przerobić jeden, niechciany bonus - ogranicza Was tylko ilość esencji i zasobność portfela. Jest oczywiście kilka haczyków; nie każdą właściwość można wylosować i każda kolejna przeróbka tego samego przedmiotu kosztuje coraz więcej złota. Skorzystanie z tej zdolności powoduje także przypisanie rzadkiego przedmiotu do konta naszej postaci. 


Dzięki Myriam możemy także zafundować naszym przedmiotom wizualny lifting. Na pewno znaleźliście kiedyś świetny przedmiot, ale jednocześnie wyglądający tak paskudnie że szkoda było nim szpecić postać. Wieszczka może zmienić wygląd danej rzeczy na dowolny zwykły lub nawet określonej legendarki (jeśli posiadamy takowe w naszej kolekcji). Sami więc widzicie, że Myriam to bardzo przemyślana i przydatna postać, na pewno nie dodana na siłę. 


Osobny akapit warto poświęcić naszym dawnym, wysłużonym rzemieślnikom - kowalowi i złotnikowi. Otrzymali oni mnóstwo nowych, potężnych przepisów wymagających specjalnych materiałów. Zarówno receptury jak i składniki można znaleźć polując na określone kreatury ze Świata Sanktuarium. Zanim ubierzemy w te unikatowe zestawy naszą postać upłynie z pewnością wiele czasu. Nie wiem jak Wy, ale ja z pewnością przetrząsnę każdą szczelinę w poszukiwaniu potrzebnych składników!

Tryb przygodowy czyli Zlecenia i Szczeliny Nefalemów


Tryb przygodowy jest tym czymś, czego zdecydowanie brakowało podstawce Diablo III. Dostępny po ukończeniu kampanii, prawdziwy pożeracz czasu i jednocześnie sowicie wynagradzający nas za trudy podejmowanych wyzwań. Po pojawieniu się na mapie możemy wykonać szereg zadań, po 5 na każdy akt. Może to być ubicie określonego potwora, oczyszczenie określonego poziomu ze sługusów zła czy też obrona konkretnej miejscówki. Zleceń jest całe mnóstwo i są one za każdym razem generowane losowo. Za ich wykonanie jesteśmy nagradzani, złotem, krwawymi odłamkami, fragmentami klucza szczeliny i doświadczeniem, a jeśli uda nam się zrobić je wszystkie - Tyrael dorzuci nam skrzynię ze skarbem. Mogą się w niej znajdować klejnoty, przedmioty rzadkie, a nawet legendarne. 


Kiedy uzbieramy wystarczająco dużo fragmentów kluczy możemy stworzyć szczelinę, w której czeka na nas mnóstwo wymagających potworów i czempionów umiejscowionych praktycznie jeden na drugim! W walce z nimi pomagają nam nietypowe kapliczki dające chwilową nieśmiertelność czy zwiększające obrażenia naszych bohaterów o 400%. Po wybiciu określonej ilości maszkar pojawia się ostateczny boss, który rzuca mnóstwo ciekawych rzeczy, a także krwawe odłamki. Najważniejsze, że nie ma już sytuacji kiedy gramy pięć godzin i nie wypada żaden przedmiot legendarny. Teraz siadając nawet na godzinkę mamy duże szanse znaleźć coś interesującego.


Krwawe odłamki możemy natomiast wykorzystać do kupna przedmiotów u Kadali. Posiada ona sprzęt, którego właściwości nie znamy dopóki nie zdecydujemy się na zakup. Trafiają się głównie przedmioty rzadkie i ponoć legendarki, choć dotychczas nie miałem tyle szczęścia. Tym sposobem historia zatacza koło i hazard wraca do gry.

Grafika i udźwiękowienie


Diablo III nigdy nie było nastawione na graficzne fajerwerki i ogólnie rzecz biorąc w dodatku niewiele się zmieniło. W piątym akcie dominuje mroczna, gotycka stylistyka. Oprócz skąpanego w ogniu miasta, zwiedzimy także spowite mgłą krwawe moczary, krypty, okoliczne pustkowia i Fortecę Pandemonium. Poza różnorodnymi sceneriami cieszą oko także przepiękne tła. Warto się czasem na chwilę zatrzymać by się im dokładniej przyjrzeć. Gra śmiga płynnie poza jedną lokacją - Przejściem Rakkisa w III akcie. Już w podstawce było kiepsko, a w Reaper of Souls momentami animacja spada w tym miejscu do 5 klatek. Staram się omijać to miejsce szerokim łukiem, bo nie wierzę że Blizzard jeszcze coś zdziała w tej kwestii. Oni sami chyba nie wiedzą w czym tkwi problem. 


O dźwiękach nie będę się rozpisywał, bo wszystko jest tutaj na swoim miejscu. Chrzęst stali i jęki nieszczęśników złowrogo płyną z głośników potęgując pozytywne wrażenia z rozgrywki. Polski dubbing jak to w produkcjach Blizzarda wypada bardzo dobrze i gra nic a nic nie traci przez to na swoim klimacie. Tym razem to muzyka zwróciła bardziej moją uwagę. W Reaper of Souls poszczególne instrumenty są dużo bardziej wyeksponowane. Wyraźnie słychać skrzypce czy instrumenty dęte, które stopniują narastające napięcie po to by w kulminacyjnym momencie przejść w delikatny, chóralny śpiew kojący naszą duszę. Pięknie zostały też wkomponowane dzwony, a uderzenia w gong nieraz powodowały u mnie ciarki na całym ciele. Ścieżka dźwiękowa jest absolutnie genialna, jedna z najlepszych jakie słyszałem przez ostatnie kilka lat w grach video.

Werdykt



Na właśnie takie Diablo III czekałem!!! Jeśli jeszcze choć przez chwilę zastanawiacie się czy warto wydać stówę na ten dodatek to nie róbcie tego ani chwili dłużej. Reaper of Souls to lekarstwo na wszystkie bolączki podstawki, jest dokładnie to czym było Lord of Destruction dla Diablo II. Mało która gra przykuła mnie do monitora na tak długi czas, przerywany jedynie litrami kawy i kilkoma godzinami snu. Przejście V aktu Szamanem zajęło mi około 10 godzin, ale zaznaczam że starałem się zwiedzić wszystko co się dało i delektowałem się każdym jego aspektem. Krzyżowiec, mnóstwo ciekawych przedmiotów legendarnych, Zlecenia i Szczeliny Nefalemów to natomiast kolejne powody aby nie odchodzić od gry przez kolejne kilkadziesiąt (kilkaset?!) godzin. Blizzard tym razem praktycznie w każdym aspekcie pokazał klasę i przywrócił mi wiarę w to wspaniałe uniwersum. A czy Wasi bohaterowie są gotowi zmierzyć się ze śmiercią? Jeśli tak to dobrze Wam radzę, przed zainstalowaniem Diablo III: Reaper of Souls weźcie kilka dni urlopu.

OCENA 
10/10

Zalety:
- piękny, mroczny i nostalgiczny akt V
- wiele zadań pobocznych
- mistrzowska muzyka
- polski dubbing
- krzyżowiec i wieszczka
- nowe umiejętności dla pozostałych klas postaci
- wysoce konfigurowalny poziom trudności  
- zróżnicowane, bardziej inteligentne monstra 
- mnóstwo nowych zestawów, przedmiotów legendarnych i ich wyjątkowych właściwości 
- usprawniony "drop"
- tryb przygodowy; Zlecenia i Szczeliny Nefalemów

Wady:
- animacja lubi chrupnąć w Przejściu Rakkisa 
- poza filmem wprowadzającym słabsze przerywniki niż w podstawce

Grałem na:

Intel Core i7 3770K 3,5GHz @ 4,2GHz

Asus GeForce GTX 670 2048MB DDR5/256bit

Corsair Vengeance 2x4GB DIMM 1600MHz DDR3