Tekken 7 - Jak się trzyma król żelaznej pięści
13:53:00Cześć wszystkim, wczoraj ukończyłem kampanię Tekken’a 7 i chciałem się z wami podzielić moimi wrażeniami. Chociaż gra miała swoją prem...
Blood Bowl II
14:23:00Blood Bowl II, ahh gdyby dało się tak w kilku słowach. Niestety, gra jest na tyle skomplikowana, że niektórzy nawet nie będą chcieli pr...
Firewatch - symulator chodzenia
12:25:00Cześć, niedawno ukończyłem Wiedźmin 3 Dziki Gon - i mimo, że gra była cholernie dobra poczułem się zmęczony. Potrzebowałem przerwy od t...
Divinity Original Sin 2 Definitive Edition
11:32:00Divinity Original Sin 2, gra o której mógł bym pisać/gadać godzinami i to nie starczyło by mi czasu żeby to wszystko jakoś spiąć w całoś...
Divinity Original Sin 2, gra o której mógł bym pisać/gadać godzinami i to nie starczyło by mi czasu żeby to wszystko jakoś spiąć w całość. Czym i dla kogo właściwie jest ta gra. Divinity 2 to luźna kontynuacja części pierwszej. Piszę luźna bo nie wymaga od gracza zapoznania się z pierwowzorem - są jakieś nawiązania, ale tak mało istotne, że nic nie stracicie. Nie mniej, grę również polecam. Jednak dzisiaj napiszę to i owo o dwójeczce. Divinity 2 to taktyczna, turowa gra RPG w klimatach fantasy. Pierwsze skojarzenie - seria Baldurs Gate. Elfy, krasnoludy, jaszczuro-ludzie, miecz i magia to chleb powszedni w tej grze.
![]() |
| Dialogi i opisy są w całości po polsku |
System walki
Fabuła
Świat, muzyka
Gry dla dwojga #4
14:12:00Guacamelee 2 to kontynuacja Guacamelee z 2013 roku (no nie gadaj, naprawdę?). Czy warto brać się za pierwszą część? Oczywiście, że tak....
Guacamelee 2 to kontynuacja Guacamelee z 2013 roku (no nie gadaj, naprawdę?). Czy warto brać się za pierwszą część? Oczywiście, że tak. Grę mamy dawno za sobą, a na PS store pojawiła się promocja na sequel. Dobra dobra, to czym jest to Guacamelee 2, jakaś gra o gotowaniu? Nie, ale dowcipy z jedzeniem tam znajdziecie. W dużym skrócie, jest to platformówka dla dwojga, która sprawdzi waszą cierpliwość, znajomość układu przycisków na padzie i czas reakcji. Momentami panuje prawdziwy chaos, a połapać się w tym wszystkim jest ciężko. Na szczęście gra oferuje kooperację, więc w całym tym zamieszaniu możemy liczyć na naszego partnera, który nie raz wyciągnie nas z tarapatów. Nawet więcej, gra potrafi sprawdzić kto w czym jest dobry, bywały etapy, w których nie miałem najmniejszych szans, a drugi gracz spokojnie sobie z nimi radził - istna magia!
To może od początku bo się zapędziłem. Guacamelee 2, wcielamy się w prawdziwego luchadora o imieniu Juan, który dzięki magicznej masce ma możliwość przemierzania świata nieumarłych oraz walki z różnymi potworami. Drugi gracz wciela się w postać o imieniu Tosada, żeńska zapaśniczka i opiekunka zaklętej maski. Oprócz sekwencji platformowych, które będą towarzyszyć nam przez całą grę co jakiś czas nadejdzie czas na walkę. Chwyty, rzuty, podcięcia, ataki w duecie - Guacamelee 2 nie zatraciła pazura i tak samo jak jej poprzedniczka pokazuje jak w prosty i przyjemny sposób można razem oklepać parę tyłków. Mimo tego co pisałem wyżej, że gra jest trudna i wymagająca to nie zrażajcie się. Przygoda jest okraszona świetnym poczuciem humoru z nawiązaniami do internetowych hitów i klimatyczną muzyką. Więc nie zwlekajcie, bierzcie swojego gracza numer dwa, siadajcie i grajcie! Polecam.
Dragon Ball FighterZ
12:36:00Podczas oglądania targów E3 w 2017 roku znalazłem kilka pozycji, które wiedziałem, że muszę ograć. Pośród nich pojawił się też on. W fo...
- Pakiet komentatora (dostępny 15 kwietnia 2018 r.)
![]() |
| GOKU ZGŁUPIAŁ OD TYCH LICZB |
Monster Hunter World - 100 godzin później
14:28:00Od premiery Monster Hunter World minęło już trochę czasu (26 stycznia 2018), a ja zebrałem wystarczająco dużo doświadczenia by podzielić si...
Generator postaci był zawsze rozbudowany, ale tym razem Capcom poszedł na całego; na internecie można znaleźć setki postaci stworzonych przez innych graczy, a momentami łapałem się za głowę. Kreatywność człowieka nie zna granic (tak to wymyśl nowy kolor!). Tworząc postać starałem się podejść do tego poważnie, jednak będziemy ze sobą związani na dłuższy czas. Lecz jedna myśl nie dawała mi spokoju (po co to robisz, i tak zakujesz go w zbroję i tyle z Twojego tworzenia postaci), niedoczekanie! Po utworzeniu postaci i załadowaniu gry, mamy opcję w menu do wybrania naszego wyglądu. Czy chcemy żeby postać była widziana bez hełmu (hełm jest faktycznie założony) lub zdjąć hełm tylko w przerywnikach. Niby prosty zabieg, a jednak miło było oglądać swoją postać bez hełmu na filmikach. Oczywiście każdy łowca jest małomówny bo na gadanie nie ma czasu trzeba polować!
![]() |
| Frieza sama? |
Mapy
Nie będzie żadnym spoilerem jak powiem, że lokacji w grze jest całe 5. Niby mało, ale bronią się wykonaniem. Każda z nich została wypełniona bogatą zawartością po brzegi. Bujna roślinność, skaliste góry, bagna, rzeki, wodospady - można by o tym pisać godzinami. Wchodząc na którąkolwiek z map czuć, że gra żyje. Przechadzając się po dżungli, co raz napotykałem wszelkiego rodzaju stworzenia, od zwykłych gazeli przez latające ważki i inne ptaki, a patrząc pod nogi mogłem znaleźć siedliska mrówek czy żuczka toczącego kupkę. By urozmaicić zabawę Capcom dorzucił do gry specjalną sieć. Z jej pomocą możemy łapać wybrane zwierzaki za które otrzymamy dodatkowe punkty i nie tylko. Dużą nowością jest zbieranie w czasie biegu. Teraz nie trzeba zatrzymać się i klękać żeby zerwać wybraną roślinkę. Wystarczy biec obok niej, a gdy pojawi się przycisk do zbierania, postać złapie w rękę cały pęczek i pobiegnie dalej. Koniec ze ślęczeniem i klikaniem po kilka razy w celu wybrania całego miodu, teraz jednym przyciskiem wyciągniemy całość.
W grze dostępne będą dwa miasta z czego jedno to taka jakby "stancja" w której spędziłem łącznie 20 minut. Piszę o pierwszym mieście do którego trafimy czyli Astera. Ogromna wioska mieszcząca się nad brzegiem oceanu, otoczona wysokim płotem żeby żaden potwór nie próbował się wkraść do środka. Nasza baza podzielona jest na cztery poziomy:
Rynek - miejsce, w którym będziemy najczęściej. Wszędzie dookoła ludzie, stoiska i wszędobylski harmider. Tutaj kupimy podstawowe produkty, skatalogujemy napotkane potwory, zajmiemy się naszą mini farmą czy zbierzemy opcjonalne zadania. Podczas rozwoju fabuły napotkamy nowe postacie, które z czasem zdecydują się otworzyć swoje stoiska na rynku co tylko zaowocuję większym tłokiem i kolejkami (ile będę jeszcze stać po tą rybę!).
Pracownia - tego nie trzeba zbytnio opisywać, po prostu kowal. Z najważniejszych zmian Capcom dało drzewko rozwoju. Teraz przed ulepszeniem broni, możemy dokładnie sprawdzić co możemy otrzymać. Jeżeli nam się nie spodoba zawsze jest inna ścieżka do wyboru. Oczywiście wszystko nie jest pokazane od razu, im więcej potworów zabijemy tym drzewko rozwoju broni będzie się powiększać. Miłym zaskoczeniem jest sekwencja wykuwania oręża, takie drobne detale powodują uśmiech na twarzy i dają poczucie, że wszystko to jest bardziej naturalne.
Kantyna - kolejne znane miejsce z poprzednich serii, nie można iść na łowy z pustym żołądkiem, a nasi koci kucharze z finezją najlepszych szefów kuchni przyrządzą niesamowite posiłki. Oprócz przygotowanych dań, oddano nam do dyspozycji robienie własnych. Coś jak pizza do której dobieramy swoje ulubione składniki. Animacja gotowania jest zabawna i pocieszna, mimo 100 godzin na liczniku, wciąż potrafię ją oglądać z radosnym grymasem na twarzy.
Guild Hub - w poprzednich częściach miejsce to służyło do spotkań z innymi łowcami, wspólnej wyprawie na misję itd. Z nowości jest opcja Squad, czyli razem z kolegami możecie stworzyć swoją własną gildie (lobby). Dzięki temu omijamy całe wyszukiwanie się online, wpisywanie kodów by dołączyć do tej samej gry itd. Plus jest taki, że zawsze wchodząc do gry online mogę łączyć się od razu przez swój skład, a gdy nikt ze znajomych nie jest w tym czasie dostępny mogę grać sam lub z obcymi ludźmi (w sumie jak jestem online to czemu nie).
Z dodatkowych smaczków jak w każdym monsterze mamy swój pokój. No bo co to za łowca co nawet własnego kwadratu nie posiada. Na początku śpimy w jednym pokoju na łóżku piętrowym z innymi łowcami! Na szczęście są to NPC'y więc nie okradną nam skrzyni podczas naszej nieobecności. Jednak, gdy zagadamy do kociego zarządcy, zaoferuje nam przeniesienie do prywatnego mieszkania. W nowym pokoju jest luksus. Własne duże łóżko, wielkie akwarium dywanik i inne duperele. Z kolejnych usprawnień, po całym mieście (na każdym piętrze) jest chociaż jedna tablica z questami, teraz nie musimy ganiać do wyznaczonego NPC'a po zadania, tylko bierzemy go tam gdzie nam bliżej.
Otrzymaliśmy nieznaczne zmiany, system craftingu jest o wiele bardziej intuicyjny i nie musimy już pamiętać, co szło z czym lub sięgać do internetowych podpowiedzi żeby znaleźć konkretny przepis. Nie ukrywam chwile mi to zajęło, ale teraz za pomocą jednego przycisku mogę dodać sobie brakujące przedmioty do plecaka lub przenieść do skrzyni zebrane z wyprawy materiały. Przepakowanie się jest błyskawiczne!
Zadania w dalszym ciągu są podzielone na low i high rankowe. Nie ma już obowiązkowych celów typu przynieś wybraną ilość konkretnej roślinki lub jajo wywerny by posunąć fabułę do przodu. Capcom odpowiedział na wołania fanów, a może narzekanie hejterów odnośnie historii. Monster Hunter World ma pełnoprawny wątek fabularny, który został dobrze zrealizowany. Znajdziemy tu NPC'ów którzy będą towarzyszyć nam przez całą grę, a spora ilość przerywników wzmocni klimat naszej przygody. Mimo iż historia nie jest oskarowa to na swój sposób motywuje do interakcji i zachęca do dalszego rozwoju w celu odkrycia sekretów nowej wyspy. Wciąż, gdyby nawet sam DiCaprio grał tu jakąś rolę to nominacji do statuetki by nie otrzymał, nawet za wybitną grę aktorską.
Nie ma nowych broni (mowa o rodzajach), ale za to stare zostały poprawione i ulepszone. Niektóre wręcz uzyskały drugie życie. Przygodę zaczynałem z Giant Swordem (klasyk u mnie), a teraz jadę na Gunlance i Switch Axe - głównie ze względu na wybuchy i fajerwerki. Capcom zrobił świetną robotę, stare bronie mające świeże ataki dają wrażenie jakbym korzystał z kompletnie nowego oręża. Chociaż zrezygnowano ze skilli jak w Monster Hunter Generations, World wychodzi tu obronną ręką. Same starcia z potworami to nadal stary i poczciwy monster. Trzon walki nie został zmieniony, więc musimy uczyć się ruchów i zachowań bestii. Do dyspozycji mamy ogromny wachlarz gadżetów, a także sama mapa może okazać się sprzyjająca dla nas. Z nowości jest linka/chwytak, która pozwoli nam szybko przemieszczać się po wybranych miejscach. Za jej pomocą będziemy mogli dosiąść potwora, który z oczywistych powodów zechce nas zrzucić. Do plecaka możemy zabrać noże paraliżujące, usypiające czy trujące (niby po 5 każdego, ale 3-4 wystarczą na wywołanie pożądanych efektów). Bardzo ważnym czynnikiem staje się teraz miejsce starcia. W jaskini nad naszą głową może wisieć sterta skał, którą po strąceniu możemy upuścić na potwora. Na śliskim zboczu wykonamy efektowny zjazd na tyłku i wybijając się w odpowiednim czasie trzepniemy maszkarę i może uda nam się jej dosiąść. Jeśli nie, pod naszymi stopami znajdziemy żabę, która po kopnięciu zacznie wydzielać paraliżujący gaz - idealny do unieruchomienia potencjalnej ofiary (uwaga gaz działa też na nas!). Jednym z ważniejszych aspektów w walce to możliwość starć między potworami. Brawo Capcom zajęło Ci to trochę czasu (tylko 14 lat), ale udało się! Czekałem na to odkąd pierwszy raz miałem okazję zagrać w Monster Huntera. Dwie bestie spotykają się na swej ścieżce i dochodzi między nimi do walki. W poprzednich grach nie było o tym mowy, oczywiście potwory wykonując swoje sekwencje ataku mogły "ranić" innego potwora, jednak bardziej ze sobą współpracowały. Teraz mamy pełnoprawną naparzankę. Taki tyranozaur łapię w zęby biedną jaszczurkę, szarpie nią w powietrzu jak szmacianą lalką, by na koniec cisnąć o ziemię.
Choć map jest tylko 5 i są naprawdę świetnie zrobione, to po jakimś czasie stają się monotonne. Znając punkty respawnu potwora, od razu wiem gdzie muszę iść lub użyć szybkiego przemieszczenia żeby go dorwać. A propo całego przemieszczania. W starych monsterach na high-ranku i G-ranku wybierając obojętnie jakie zadanie lądowaliśmy w losowej lokacji. Capcom chciał zrobić to samo w World, ale zapomniał o jednej ważnej rzeczy. Możemy w każdej chwili użyć fast travel, więc lądując gdzieś na zadupiu, wciskałem panel i wybierałem dokładnie gdzie chcę być i tam się pojawiałem. Po co robić dodatkową zabawę w ekstra loadingi? Co do loadingów, są cholernie długie. Oczywiście gra po załadowaniu jest w pełni dyspozycyjna i nie uświadczymy żadnych punktów wczytywania podczas misji, jednak zanim to się stanie będziemy musieli trochę poczekać.
Kolejny raz Capcom chciał dobrze, ale przedobrzył. Miasto jest spore, jednak po dłuższym graniu (w monsterze 200h to normalny czas) to całe bieganie wychodzi mi bokiem. Najgorzej, że po każdej misji gra wyrzuca nas na targowisko, czyli trzeba zaliczyć kilka pięter przed kolejną misją. Kocia kantyna traci sens kiedy wiem, że mogę zjeść coś w obozie podczas misji. Największy minus to Guild Hub. Aby dostać się do niego, potrzebujemy dodatkowy loading czyli dłuższe czekanie. Gdy wreszcie dostaniemy się do środka, znajdziemy tu naszych kumpli do gry online. Jeżeli spełnimy wszystkie warunki co do questa (o tym zaraz), to możemy udać się na łowy. Po zakończonej misji, niespodzianka! Znowu jesteśmy na rynku... I tak po prostu jest, po każdej misji ze znajomymi, zamiast domyślnie odesłać nas do Guild Hub, wszyscy lądują u siebie na rynku i jeżeli chcemy zobaczyć się przed misją to musimy ponownie pobiec do windy, wybrać hub i czekać aż gra się załaduje. Z nową opcją brania questa z każdego piętra, cały ten hub dla graczy traci sens, odwiedziliśmy go kilka razy i już nie planuję tam wracać bo nie ma po co.
W poprzednich częściach mieliśmy oddzielnie grę dla pojedynczego gracza i zadania online. To było idealne, gdy koledzy nie mieli jak grać, mogłem skupić się na wykonywaniu misji związanych z fabułą, a potem wskoczyć z kumplami i bawić się w tropicieli potworów online. Teraz singiel i multi zostały połączone ze sobą. Niby fajna sprawa, że możemy wykonywać questy fabularne z kumplami, ale jest pewien haczyk. Przerywniki, przerywniki i przerywniki. Dopóki nie obejrzymy przerywników, nikt nie może do nas dołączyć, nawet jak ktoś już zaliczył wybrane zadanie, nie może dołączyć bo ja jeszcze nie obejrzałem cholernego przerywnika. Zdarzało nam się, że każdy pojedynczo musiał założyć grę, obejrzeć filmiki wyjść z gry i dopiero wtedy dało się założyć grę i wspólnie huncić. Genialne zagranie Capcom! Chyba bardzo zależało im na zrobieniu fabuły w nowej odsłonie, a czuje się jakby wciskali mi ją do gardła na każdym kroku. Trochę, ale tylko trochę ratuje fakt, że teraz po wykonaniu kluczowych zadań, nie musimy powtarzać ich tyle razy ilu jest graczy. Ukończywszy główny wątek myślałem, że teraz będę mógł zakładać "luźne zadania", a kumple bez problemu się dołączą. Niedoczekanie, gra jest skończona, a ja nadal muszę oglądać przerywniki, których czasem nawet nie ma, ale gra nie pozwoli dołączyć nikogo zanim nie obejrzę tych głupich filmików! Po ukończonej misji pojawia się pasek nagród i niestety nadal nie da się jednym przyciskiem zebrać wszystkiego do skrzyni. Odkąd pamiętam był przycisk "sprzedaj wszystko", ale "wyślij całość do skrzyni" już nie.
Wspominałem wcześniej o walkach między bestiami. Niestety, działa to losowo i częściej wolą wszystkie na raz skupić się na mnie zamiast walczyć ze sobą. Czasem specjalnie chowałem się w krzakach gdzie nie mogły mnie widzieć i czekałem aż zaczną się prać. A co one robią? Gapią się na siebie lub rozglądają w celu znalezienia mnie! Więc wyskakuję na nich, rzucam w jednego kupą żeby sobie poszedł i zajmuje się drugim. Lecz upierdliwość potworów w tej części jest tak ogromna, że czasem wystrzelam cały magazynek wyrzutni z kałem, a bestia z którą nie chce się bić dalej do mnie wraca. Najgorzej jak spotkają się 3 na raz, wtedy to już jest istny syf. To wygląda jak przepychanka w zatłoczonym autobusie. Jeden strzeli ogonem w pysk pasażera obok, a tamten kulą ognia plunie w kolejnego (przepraszam, Pan tu siedzi? Jeb piorun!). Plusem jest to, że czasem potwory ignorują nas i możemy przejść obok nich bez ryzyka zostania zaatakowanym (tylko wybrane). Jak mało jest map, tak i mało potworów. Widziałem już pierwsze informacje na internecie i na moją niekorzyść dostaniemy jakąś paczkę lub nawet kilka ze starymi potworami, yupi... Szkoda, bo nowe potwory wyglądają i walczą niesamowicie, nie potrzebuje tu kolejny raz tych samych bestii, które znam na pamięć i nie zaskoczą mnie w żaden sposób.
I to by było na tyle. Po stu godzinach widziałem dostatecznie dużo i wiem na czym stoję. Trzeba powiedzieć wprost; żaden Monster Hunter nie był idealny, ale z nową odsłoną widać, że Capcom próbuje eksperymentować (niekoniecznie dobrze im to wychodzi), ale przynajmniej się starają. Pomimo kilku drażniących kwestii to nadal gra o polowaniu na duże bestie. Warto też podkreślić, że jest ona przyjazna dla nowych użytkowników, więc osoby, które nigdy wcześniej nie miały okazji wypróbować gier z serii Monster Hunter tutaj mogą znaleźć swoje miejsce. Gra w bardzo prosty sposób wprowadza nas w świat łowców, a z czasem (poinformuje nas) podniesie poprzeczkę wysoko i da nam skosztować co to znaczy prawdziwe polowanie. A ja? No cóż, to jest to co lubię i pomimo kilku mocnych minusów znajduję tu wiele plusów przez, które mam ochotę codziennie uruchomić konsolę i wskoczyć na jakieś polowanie. Grę mogę śmiało polecić dla starych wyjadaczy, którzy jeszcze nie zdecydowali się na jej zakup. Nowicjusze i osoby, które nie miały okazji spróbować zabawy w łowce, to jest wasz czas, to jest gra dla was!



























Obserwuj nas
Działamy nie tylko na blogu.