Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PS4. Pokaż wszystkie posty

Cześć wszystkim, wczoraj ukończyłem kampanię Tekken’a 7 i chciałem się z wami podzielić moimi wrażeniami. Chociaż gra miała swoją prem...


Cześć wszystkim, wczoraj ukończyłem kampanię Tekken’a 7 i chciałem się z wami podzielić moimi wrażeniami. Chociaż gra miała swoją premierę w 2015 roku (tak dawno?!) to dopiero teraz miałem okazję usiąść do niej na spokojnie. Żeby nie było, grę miałem w swoich rękach zaraz po premierze, jednak nigdy na tyle długo żebym mógł ją w pełni przetestować. 


Z menusów wybrałem Story Mode i zanurzyłem się w fabule. Gra wyrzuca nas chwilę po wydarzeniach z Tekkena 6 (spoiler alert) – Jin pokonuje Azazela (kogo?) i ratuje świat, sam niestety przepada. W tym samym czasie Heihachi ma dość czekania i postanawia odzyskać swoje imperium Mishima Zaibatsu. Nie jest to trudne, kiedy nikt nie stoi na czele ugrupowania (przypominam Jin zaginiony). Heniek spuszcza porządny łomot napotkanym przeciwnikom, a potem jak na zwycięzcę przystało siada w wygodnym fotelu i knuje. Plan jest prosty, trzeba ujawnić światu, że Kazuya (syn Henryka) jest demonem. Dzięki temu Heihachi zdobędzie zaufanie ludzi i nie będzie uważany za tego złego. I w sumie to tyle jeżeli chodzi o fabułę. Niby nic nadzwyczajnego, ale coś dali. Nie oszukujmy się; to bijatyka, tutaj mamy po prostu spuścić łomot przeciwnikowi, a nie dowiedzieć się co słychać u jego krewnych. Główna kampania zajęła mi około 4 godziny. Następnie sprawdzenie historii pobocznych postaci. Ogólnie, coś się tam dowiedziałem. Kilka wątków się wyjaśniło, ale fabuła pozostawia wiele do życzenia...

https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/771e2b54-eb3f-4d25-a2a3-a8135c3931da/dcapdb0-496ea807-66b6-4513-bbd5-95473e3af9e3.jpg/v1/fill/w_1192,h_670,q_70,strp/king_heihachi_by_kyoxi_dcapdb0-pre.jpg?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7ImhlaWdodCI6Ijw9MTA4MCIsInBhdGgiOiJcL2ZcLzc3MWUyYjU0LWViM2YtNGQyNS1hMmEzLWE4MTM1YzM5MzFkYVwvZGNhcGRiMC00OTZlYTgwNy02NmI2LTQ1MTMtYmJkNS05NTQ3M2UzYWY5ZTMuanBnIiwid2lkdGgiOiI8PTE5MjAifV1dLCJhdWQiOlsidXJuOnNlcnZpY2U6aW1hZ2Uub3BlcmF0aW9ucyJdfQ.er3Jb5jNqCgQyX87T4Q3Wp2NO6BVU1PB98vWWce_7zM

Napotkane postacie na naszej drodze mogłyby zostać wybrane losowo, bo jak szybko się pojawiają tak też znikają. Nie wnoszą nic do gry i równie dobrze mogłoby ich nie być. W grze znajduje się kilku nowych wojowników, jednak przez całą kampanię pojawia się tylko jeden! Jakiś gość o imieniu Claudio, który jest ponoć najlepszym egzorcystą świata… No bo wiecie, demony, egzorcyści he he. Heniek spuszcza mu łomot, ten zgadza się z nim pracować i tyle go widzieliśmy, no rewelacja. Innym dobrym przykładem jest Akuma, postać ze Street Fightera. Co on tutaj robi? Nie wiem. Czy gra wyjaśnia jego motywy? No pewnie, że nie! Znajdziemy tu sporo takich bezsensownych przykładów, aż szkoda gadać. Klasyczne „zabili go i uciekł” jest tu czymś normalnym. Przeciwnik zostaje pokonany; zsyłamy na niego laser, błyskawice czy komety z kosmosu, a on nie wzruszony wychodzi spod kamieni. 

Między walkami pojawiają się dwie linie fabularne. Jedna to historia jakiegoś korespondenta, który relacjonuje co się dzieje na świecie i próbuje ujawnić sekrety rodziny Mishima. Koleś opowiada swoją historię z taką pasją, że prawie zasnąłem. Oczywiście całość jest czytana, bo animowanie czegoś takiego byłoby zbyt trudne najwidoczniej. Reszta wątków na szczęście jest animowana. Momentami przerywniki wyglądają naprawdę fajnie, ale po chwili widzimy jakie to wszystko jest sztywne.

https://vignette.wikia.nocookie.net/tekken/images/1/1e/Journalist.png/revision/latest/scale-to-width-down/620?cb=20170607165126&path-prefix=en

Podsumowując, fabuła to tragedia. Byłem pewny, że po Tekken 6 nie da się już gorzej opowiedzieć historii w grze. Masa nieścisłości, nic nie wyjaśniające pojedynki. Po skończonym głównym wątku postanowiłem sprawdzić historie innych postaci licząc, że coś się dowiem. Wiem, Tekken fabułą nie stoi, ale jako osoba znająca historię od pierwszej części, po prostu chciałem wiedzieć jak do tego wszystkiego doszło. Druga sprawa to seria miała zawsze fajne historyjki poboczne. Ukazywały motywacje danych postaci. Teraz wykastrowano to do jednego slajdu. 

Świetnym przykładem jest Law. Postać, która boryka się z długami za chwilę będzie musiał zamknąć swoją szkołę sztuk walk. Żeby do tego nie dopuścić planuje znaleźć mistrza, który będzie uczyć w jego szkole. Tocząc wiele pojedynków (cały czas piszę o tym co czytałem, nie walczyłem z nikim) Law jest rozczarowany i powoli traci nadzieję. W końcu dowiaduje się, że jest ktoś godny zostania mistrzem w jego szkółce. Tym kimś okazuje się… FENG! Tak, Feng Wei, znany z tego, że zabił swego mistrza i wielu innych w celu sprawdzenia swych umiejętności i udowodnieniu sobie, że jest najlepszy. Normalnie idealny kandydat na prowadzenie szkoły. To pokazuje jakie gra posiada nieścisłości co do fabuły (chyba że to był celowy, satyryczny zabieg). Po tym tekście następuje walka. 30 sekund i Feng zostaje pokonany. Dostajemy animowany przerywnik! Law walczy z Fengiem, dołącza Paul (bo czemu nie?). Pokonują go, ale Feng się wkurza, więc Paul i Law uciekają, kurtyna. Całość trwa około 2min.  Mówię o tekście, wczytaniu się gry, walce i obejrzeniu cutscenki. To nawet w Tekkenie 6 każda postać miała jakąś fabułę połączoną z wybraną ilością pojedynków. Całość kończyła się walką z finałowym bossem. W Tekkenie 7? Jedna walka, i cześć. Rozczarowany wybierałem kolejne „historie” w celu sprawdzenia co tam się dzieje. Ogólnie to nic. Równie dobrze mogło by tego nie być i nic bym nie stracił. 

https://www.dualshockers.com/wp-content/uploads/2016/01/NinaWilliams.jpg

W Tekkenie 7 wprowadzono też kilku nowych wojowników. Ich motywacje są albo nieznane, albo nic nie znaczące. Komuś brakuje kasy lub Heniek czy ktoś z jego krewnych zabił mu rodzinę. Kiedyś postacie w Tekkenie miały swoją historię, jak trenowały co ich doprowadziło do brania udziału w turnieju itd. Teraz wystarczy, że stary ci kiedyś pokazał parę ciosów i możesz już brać udział w turnieju żelaznej pięści. A zapomniałem, gdzieś tam w środku fabuły Heńka ogłoszono kolejny turniej, no bo o to chodzi w tej serii nie? Nieważne, chwilę później został unieważniony.

W dniu premiery liczba zawodników była bardzo skromna. Można znaleźć trochę nowych postaci, jednak twórcy zrobili dziwny ruch i usunęli kilku starych zawodników. Nie znajdziemy: Lei, Anna, Raven czy Bruce. Oczywiście Namco zrobiło to co każda szanująca się firma aktualnie robi. Dodatkowe postaci możemy dokupić. Koniec z przechodzeniem fabuły i nagradzaniu gracza nowym wojownikiem. Teraz możesz podać numer karty i cały problem zdobywania postaci odchodzi do lamusa. 

Na szczęście chociaż Tryb Story Mode został odświeżony. Przez całą grę kierujemy Heihachim (z małymi wstawkami). Chwilami gra chce żeby przeciwnik wygrał. Twórcy rozwiązali to w fajny sposób, zwykłą zamianą postaci. Coś co zaczerpnięto z innych bijatykach, dało lekki powiew świeżości w Tekkenie. Walki zostały podzielone na dwa etapy, jednak teraz po wygranym pojedynku nie pojawia się KO. Zamiast tego nasz przeciwnik regeneruje się (my też), a potem jakby się wkurza i zaczyna walczyć bardziej serio. W określonych momentach pojawia się na ekranie konkretny przycisk, który musimy kliknąć. Potem możemy oglądać jakieś epickie combo zakończone finezyjnym ciosem kończącym.

Dodano za to nowy cios/atak Rage art i Drive ale i tak są bez sensu i nijak nie pasują do serii. Ktoś za mocno podpatrzył Xray'e, ataki z Mortal Kombat i chciał zrobić coś na ich wzór. Na dobitkę jeszcze wspomnę o czasie jaki potrzeba do załadowania się gry. Jest źle, a grałem na Xbox One X. Jeszcze w grze online mogę to przeboleć. Dużo osób jest w domach, więc serwery są dodatkowo przeciążone. Nie mogę za to powiedzieć tego samego o trybie single player. Pojedynki wczytywały się bardzo długo. W większości przypadków dłużej czekałem na załadowanie gry niż sam pojedynek. 

https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/i/89e4c5eb-05b6-4ffe-9306-7886779e6170/dbj385u-ad85cf6a-0a8d-4953-b15c-78cd5543accf.jpg/v1/fill/w_1000,h_563,q_75,strp/tekken_7__pc__fast_load_by_godlike99kingz_dbj385u-fullview.jpg

A teraz co o tym wszystkim myślę. Tekken 7 to najgorsza część (poza Hybrid i Tekken 6) w jaką miałem okazję zagrać. Bijatyka na aktualną generację konsol wygląda jak port z PS3. Postacie wyglądają jakby były z gumy. Twarze są płaskie i bez zbytniej ekspresji. Animacja poruszania się postaci… no co za drewno! Rozumiem, to bijatyka, ale mamy rok 2015 (wtedy była gra wydana), a twórcy nie potrafią nawet zaanimować normalnego chodzenia. 

Brakuję też niektórych trybów, a taki Tekken Ball z tego co widziałem jest płatny. Muzyka w grze nie robi wrażenia, w poprzednich częściach utwory potrafiły zostać w mojej głowie na długie godziny. Te najlepsze znam i do tej pory zdarza mi się ich słuchać. Mapy są nijakie, żadna nie zapadła mi w pamięć.

Podsumowując, dzięki bogu Tekken 7 wyszedł w Gamepass’ie bo gdybym miał wydać na to swoje pieniądze to naprawdę bym się wkurzył. Nie polecam, są fajniejsze bijatyki na rynku i sam zamierzam je sprawdzić. Fabułę Tekkena sprawdziłem i więcej do gry nie wrócę. Nadal uważam, że Tekken 5 to najlepsza część z tej już dość starej serii.


Blood Bowl II, ahh gdyby dało się tak w kilku słowach. Niestety, gra jest na tyle skomplikowana, że niektórzy nawet nie będą chcieli pr...

http://www.bloodbowl-game.com/home/img/bloodbowl-150.jpg
Blood Bowl II, ahh gdyby dało się tak w kilku słowach. Niestety, gra jest na tyle skomplikowana, że niektórzy nawet nie będą chcieli przeczytać tego tekstu do końca. Nie bójcie się oto przybywam ja, który opowie i może zachęci kogoś do spróbowania swych sił. Uwaga, mimo, że gra wygląda na sportową to fani Fify będą rozczarowani. Blood Bowl II to gra taktyczno/strategiczna wyrwana żywcem z uniwersum Warhammer'a, a całość okraszona klimatem football'u amerykańskiego. Swoją kopie wyrwałem (nówka folia) za całe 25PLN na konsolę Playstation 4.
Gra jest przesiąknięta czarnym humorem. Żartami o śmierci, brutalnymi faulami czy kontuzjowaniem przeciwnika na całe życie. Po prostu piękne!
https://s2.gaming-cdn.com/images/products/412/screenshot/blood-bowl-2-wallpaper-5.jpg
Dobra dobra, teraz na poważnie. Cała rozgrywka opiera się na systemie turowym gdzie wyrzucenie odpowiedniej liczby kości decyduje o tym co się za chwilę wydarzy. Zanim podejmiemy się na wykonanie jakiejś akcji, gra pokaże jakie są szanse na jej powodzenie. O jakie akcje chodzi? W sumie to o wszystkie: 
- chcesz pobiec? rzucaj kośćmi
- podniesienie piłki, dawaj rzut
- uderz przeciwnika, rzucamy
No to może chociaż podanie piłki? Nie tym razem, rzucaj kośćmi kolego. Jak widać, każda decyzja wymaga od nas wykonania tego cholernego rzutu. Co najgorsze, jeżeli się nie uda to tracimy turę! Tak, wystarczy, że twój krasnolud nie podniesie piłki, to cała drużyna kończy swój ruch, a przeciwnik rozpoczyna swój. Może to wydawać się głupie, jednak na tym polega zabawa. Chodzi o dokładne taktyczne zaplanowanie wszystkich decyzji. W sumie to zaczynamy od tych najbezpieczniejszych, a kończymy tymi najtrudniejszymi, proste nie? Mecz, trwa 16 rund, jedna połowa składa się z 8 rund - spokojnie godzinę można przeznaczyć na taki pojedynek (tym bardziej, że gra jest na czas!). Co dalej? Hmm klasy postaci, dodatkowe umiejętności, warunki pogodowe. Nawet zwykłe ustawienie na początku meczu ma ogromne znaczenie! Powiem tak, na YouTubie są naprawdę dobre poradniki do tej gry. Mógł bym pisać tutaj o Blood Bowl II cały dzień, a wciąż nie wyjaśnił bym wszystkiego. Są całe przewodniki na konkretne zagrywki. Na szczęście jest coś takiego jak tryb kampanii. Tutaj, gra prowadzi nas za rączkę, tłumaczy podstawowe zasady itd. Moim zdaniem obowiązkowe dla każdego kto chciał by spróbować swoich sił z Blood Bowl II. Osobiście to jeszcze jej nie ukończyłem i czuję, że długa droga przede mną, ale strasznie się wkręciłem. Planowanie, ustawianie, taktyki, jak tutaj uderzyć tego żeby potem załatwić kolejnego. Kilka razy grałem we dwóch z kumplem, ale jak oboje nie rozumieliśmy do końca niektórych zasad to gra momentami traciła sens. Po spróbowaniu sił w kampanii, plus obejrzeniu kilku samouczków mogę się nazwać junior-amatorem.
https://i.makeagif.com/media/9-24-2015/1JLC1X.gif
Jeżeli po tym co przeczytałeś, zdecydujesz się na zakup, to proponuję poczekać na jakieś cyfrowe promocje. Grę w wersji legendarny można wyrwać nawet za 60zł, a dostajemy 8 dodatkowych frakcji (zwyczajnie zakup jednej frakcji to koszt 30zł). Na PS4 gra wygląda trochę lepiej, rozdzielczość 1080p, gdzie Xbox 900p jak dobrze pamiętam (ale to jedyna różnica). Dużym, ale to dużym minusem są czasy ładowania, mała ilość zespołów w wersji podstawowej gry i zrobione na szybko animacje (cieszynki). Biję tu do cheerlederek. Autorzy nawet nie pofatygowali się, żeby zrobić dziewczyny różniące się czymkolwiek (mówię tu o rasach). Więc, prawie w każdym zespole cheerlederki to zwykłe ludzkie kobiety, a szkoda. Z ciekawostek to istnieje gra Blood Bowl w formie planszówki, w sumie to od tego się zaczęło. Są nawet oficjalne turnieje i to w Polsce gdzie zbierają się ludzie i grają w figurkową wersję tej gry. Kupując "papierowy" Blood Bowl II dostaniemy w zestawie zniżkowy na grę cyfrową. 
http://www.bloodbowl-game.com/home/img/bloodbowl-172.jpg
Podsumowując, osoby miłujące się w grach strategicznych fantasy z mocnym naciskiem na planowanie i dużą losowością, gorąco polecam. Blood Bowl II to naprawdę fajna odskocznia od tych wszystkich poważnych strategii. Samo uniwersum Warhammera jest ogromne. Wszystkie frakcje są wykonane z dbałością i różnorodnością. Widać, że autorzy muszą jarać coś mocnego, bo niektóre postacie czy pojazdy mają taki wygląd, że po prostu nie wpadł bym na to, że tak się nawet da! Obijanie gęby przeciwników, wysyłanie ich na tamten świat daje tyle frajdy, że nawet osoby średnio zainteresowane takimi grami będą chciały spróbować. A komentatorzy swoimi docinkami i profesjonalnym opisem dziejącej się akcji nadają klimat prawdziwego meczu footbolowego. Czy o czymś zapomniałem? Oczywiście, że tak i przypomni mi się dopiero za kilka dni, wciąż polecam!

Cześć, niedawno ukończyłem Wiedźmin 3 Dziki Gon - i mimo, że gra była cholernie dobra poczułem się zmęczony. Potrzebowałem przerwy od t...

http://www.firewatchgame.com/images/badge.png

Cześć, niedawno ukończyłem Wiedźmin 3 Dziki Gon - i mimo, że gra była cholernie dobra poczułem się zmęczony. Potrzebowałem przerwy od tych wielkich tytułów z ogromnymi mapami i zadaniami rozsianymi po całym bożym świecie. Wtedy mnie olśniło. Przypomniało mi się, że jakoś na święta była jedna z tych wielu wyprzedaży na Playstation Store. Pośród masy gier znalazł się tytuł, który w sumie chciałem ograć, ale jakoś nigdy nie miałem ochoty czy specjalnie chęci do jego zakupu. Mowa o Firewatch. Z materiałów w internecie pamiętałem, że recenzenci zachwalali ten tytuł i podkreślali, że gra jest dość "spokojna". Tak, spokój, tego właśnie było mi trzeba. Uciec od tych wszystkich poważnych przygód i zaszyć się na jakimś odludziu. Dlaczego by nie zrobić tego gdzieś głęboko w lesie na wieży obserwacyjnej w roli strażnika parku narodowego. 

Chociaż strażnik to może zbyt dużo powiedziane, raczej amator szukający dodatkowego zarobku. Nazywam się Henry, a moja praca polega na pilnowaniu porządku wokół ustalonego obszaru w parku narodowym. Chodzenie po lesie, pouczanie młodzieży o zakazie spożywania alkoholu czy zaśmiecaniu dzień jak co dzień. Najważniejsze jest oczywiście wypatrywanie oznak pożaru, który trzeba natychmiast zgłosić. Naszym systemem łączności jest typowe walkie-talkie, dzięki któremu możemy kontaktować się z naszym przełożonym. Delailah bo o niej mowa, to nasz szef. Kobieta, która dużo z nami rozmawia i to ona bezpośrednio wydaje nam polecenia odnośnie tego co trzeba wykonać w danym czasie. Poza nią nie mamy z nikim innym kontaktu. Rozmowy odbywają się na zasadzie kilku wyborów, na które mamy ograniczony czas. I może wydawać się średnie to jednak jest to bardzo fajny sposób prowadzenia fabuły i konwersacji. Walkie-talkie daje nam tą naturalną chwilę zastanowienia się i podania odpowiedzi. Oczywiście goni nas czas, więc musimy szybko coś odpowiedzieć lub przemilczeć dany temat. I to w sumie tyle. Spacery po lesie, delikatna muzyczka w wybranych momentach i rozmowy z Delailą - czasem poważne tematy, a czasem luźne gadki o niczym. Firewatch jest tym czego szukałem. Luźna historia nie wymuszająca od gracza skomplikowanych rzeczy. Weź swój plecak wyciągnij mapę i maszeruj do wyznaczonego punktu posługując się kompasem. Z tą grą naprawdę wypocząłem i w sumie to miałem okazję wejść w buty pracownika parku narodowego. Mimo, że zabawa jest dość krótka - od 4 do góra 5 godzin to ja tak jak i Henry potrzebowaliśmy uciec od zgiełku miasta, tych wszystkich obowiązków i "dużych rzeczy" polecam.

https://www.firewatchgame.com/screenshots/firewatch-e3-5.jpg

Divinity Original Sin 2, gra o której mógł bym pisać/gadać godzinami i to nie starczyło by mi czasu żeby to wszystko jakoś spiąć w całoś...


https://news.xbox.com/en-us/wp-content/uploads/DivinityLaunchHERO-hero.jpg
Divinity Original Sin 2, gra o której mógł bym pisać/gadać godzinami i to nie starczyło by mi czasu żeby to wszystko jakoś spiąć w całość. Czym i dla kogo właściwie jest ta gra. Divinity 2 to luźna kontynuacja części pierwszej. Piszę luźna bo nie wymaga od gracza zapoznania się z pierwowzorem - są jakieś nawiązania, ale tak mało istotne, że nic nie stracicie. Nie mniej, grę również polecam. Jednak dzisiaj napiszę to i owo o dwójeczce. Divinity 2 to taktyczna, turowa gra RPG w klimatach fantasy. Pierwsze skojarzenie - seria Baldurs Gate. Elfy, krasnoludy, jaszczuro-ludzie, miecz i magia to chleb powszedni w tej grze.
https://images.gamewatcherstatic.com/screenshot/image/4/8d/297454/6.jpg
Dialogi i opisy są w całości po polsku
No dobra, ale od czegoś trzeba zacząć. Jak w każdej szanującej się tego typu grze, tworzymy swoją postać. W Divinity 2 twórcy wprowadzili spore zmiany pod tym względem. Kreator umożliwia utworzenie swojej własnej postaci lub skorzystać z jednej z 6 gotowych. Te przygotowane wcześniej różnią się tym, że mają swoją fabułę, charakter i wrodzone umiejętności. Więc, oprócz zadań głównych mamy możliwość przejścia ich własnych opowieści. Od razu ostrzegam, że stworzenie postaci nie jest takie proste i warto poświęcić temu chwilę, żeby potem nie żałować swoich decyzji. W szczegóły wolę się nie zagłębiać, są temu poświęcone całe strony i tam polecam szukać informacji jak stworzyć solidnego bohatera.


System walki
Jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w Divinity 2 to walka. Każdy pojedynek to oddzielne wyzwanie, które trzeba dobrze rozegrać. Jeden błąd i cała drużyna gryzie glebę (w sumie poziom trudności robi swoje). Potyczki jak pisałem wyżej są w systemie turowym. Każda postać ma maksymalnie 6 punktów akcji, które może wykorzystać na kilka sposobów - ruch, atak czy użycie przedmiotu.  I tu jest cała magia (dosłownie i w przenośni) bo mimo, że możemy kogoś porazić prądem, to nie lepiej najpierw rzucić balona z wodą i trzasnąć piorunem cały zalany obszar? Możliwości jest sporo. Nasza pozycja na polu walki, jakie użyjemy zaklęcia itp. są kluczem do zwycięstwa. Jesteś wyżej? No to masz większe pole widzenia i zadajesz dodatkowe obrażenia. Stoisz w oleju? Uważaj żeby ktoś cie nie podpalił. Wykorzystanie pola bitwy i łączenia ze sobą żywiołów to istny majstersztyk i wizytówka tej serii. Mimo, że niektóre walki sprawiały problem - zwykły pojedynek potrafił trwać +30min to po jego ukończeniu mój pasek satysfakcji był wymaksowany. 

https://farm1.staticflickr.com/871/39380754880_7ba9b80aff_b.jpg

Fabuła
Jest, i oprócz głównego wątku przyjdzie wam do ogrania pokaźną ilość zadań pobocznych. Niektóre, będą ciągnąc się z wami przez bardzo długo, a inne będziecie mogli rozwiązać w przeciągu kilku minut (czasem zwykłym dialogiem). Najfajniejsze w Divinity 2 jest to, że misje można rozwiązać przeważnie na parę sposobów. Od najprostszego typu idź i zabij, aż po przeprowadź śledztwo i złóż raport u odpowiedniej osoby, która sama wyciągnie z tego konsekwencje. Oczywiście im bardziej się napracujemy nad zleceniem tym lepsza czeka nas nagroda. Spokojnie, nie uświadczycie tutaj typowych "fetch-questów" czy zabij wilki i zdobądź pięć skórek.

Świat, muzyka
Divinity Original Sin 2 jest ogromne, świat jest żywy, kolorowy, a czasem mroczny. Przemaszerujecie przez różne krainy i odwiedzicie ciekawe miejsca. Stare krypty, jaskinie, lasy czy miasta - te ostatnie żyją i czuć to na każdym kroku! Napotkane postacie potrafią zaciekawić swoją historią i zlecić nietypowe zadania. Całość okraszona jest klimatyczną muzyką, która w zależności od lokacji czy sytuacji (przeważnie walka) zmienia się i wpasowuje w moment. 

https://farm1.staticflickr.com/871/39380754880_7ba9b80aff_b.jpg



Larian Studios mimo małego rozmiaru, stworzyło coś ogromnego. I nie mówię tu o kolosie na glinianych nogach tylko tytanie dzierżącym całą planetę na swoich barkach. Bo tak dobrą grą jest Divinity Original Sin 2. Twórcy wyciągnęli wnioski z pierwszej gry i ten sequel jest tego dowodem. Oczywiście znajdą się jakieś wady czy drobne błędy - mimo tego śmiało mogę stwierdzić, że jest to jedna z najlepszych gier jakie miałem okazję ukończyć w tym roku. Cała zabawa zajęła około 160 godzin. Więc jak sami widzicie, gry starczy na bardzo długo, a mimo tego nic się nie nudziłem! Jeszcze jedno, tak jak Divinity Orignal Sin, drugą część można ukończyć całkowicie w kooperacji na wspólnej kanapie! Polecam polecam polecam, ta gra to istna petarda i godny następca swojego poprzednika.

Guacamelee 2 to kontynuacja Guacamelee z 2013 roku (no nie gadaj, naprawdę?). Czy warto brać się za pierwszą część? Oczywiście, że tak....


https://ksassets.timeincuk.net/wp/uploads/sites/54/2018/08/Guac2_x64-2018-08-20-12-05-50-52.jpg

Guacamelee 2 to kontynuacja Guacamelee z 2013 roku (no nie gadaj, naprawdę?). Czy warto brać się za pierwszą część? Oczywiście, że tak. Grę mamy dawno za sobą, a na PS store pojawiła się promocja na sequel. Dobra dobra, to czym jest to Guacamelee 2, jakaś gra o gotowaniu? Nie, ale dowcipy z jedzeniem tam znajdziecie. W dużym skrócie, jest to platformówka dla dwojga, która sprawdzi waszą cierpliwość, znajomość układu przycisków na padzie i czas reakcji. Momentami panuje prawdziwy chaos, a połapać się w tym wszystkim jest ciężko. Na szczęście gra oferuje kooperację, więc w całym tym zamieszaniu możemy liczyć na naszego partnera, który nie raz wyciągnie nas z tarapatów. Nawet więcej, gra potrafi sprawdzić kto w czym jest dobry, bywały etapy, w których nie miałem najmniejszych szans, a drugi gracz spokojnie sobie z nimi radził - istna magia!


To może od początku bo się zapędziłem. Guacamelee 2, wcielamy się w prawdziwego luchadora o imieniu Juan, który dzięki magicznej masce ma możliwość przemierzania świata nieumarłych oraz walki z różnymi potworami. Drugi gracz wciela się w postać o imieniu Tosada, żeńska zapaśniczka i opiekunka zaklętej maski. Oprócz sekwencji platformowych, które będą towarzyszyć nam przez całą grę co jakiś czas nadejdzie czas na walkę. Chwyty, rzuty, podcięcia, ataki w duecie - Guacamelee 2 nie zatraciła pazura i tak samo jak jej poprzedniczka pokazuje jak w prosty i przyjemny sposób można razem oklepać parę tyłków. Mimo tego co pisałem wyżej, że gra jest trudna i wymagająca to nie zrażajcie się. Przygoda jest okraszona świetnym poczuciem humoru z nawiązaniami do internetowych hitów i klimatyczną muzyką. Więc nie zwlekajcie, bierzcie swojego gracza numer dwa, siadajcie i grajcie! Polecam.


Podczas oglądania targów E3 w 2017 roku znalazłem kilka pozycji, które wiedziałem, że muszę ograć. Pośród nich pojawił się też on. W fo...


https://static.altchar.com/live/media/images/950x633_ct/6977_Dragon_Ball_FighterZ_logo_1042565ad6afdfa5b2ddb15b3bb17721.jpg
Podczas oglądania targów E3 w 2017 roku znalazłem kilka pozycji, które wiedziałem, że muszę ograć. Pośród nich pojawił się też on. W formie krótkiego filmiku, na prezentacji Xboxa mało znane (dla mnie) studio Arc System Works wyskoczyło z nową grą w uniwersum Dragon Ball. Pierwsze sekundy to było zwykłe "meh", kolejna gra o tym samym... Chwilę potem zmieniłem zdanie. Co tam się wyprawia! Rzućcie okiem na poniższy trailer.

Na widok tego zacząłem cieszyć się jak głupi. Nareszcie, ktoś wziął i zrobił grę na jaką czekałem od dawna. Konkretna bijatyka w uniwersum Dragon Ball'a - gdzie arena jest 2D a postacie 3D. Przed oczami mam wspomnienia ze starego Mugena na PC - czy to wypali? Już niedługo miałem się sam przekonać.

Niestety, do premiery było jeszcze sporo czasu, a kolejne przecieki czy informacje nie ekscytowały mnie tak mocno. O co chodzi, początkowo przedstawiono 6 postaci (klasyczne i rozpoznawalne przez każdego kto miał styczność z tym uniwersum). Dalej było co raz gorzej. Mimo, że zapowiadano następnych "starych" bohaterów miałem obawy, że Arc System popełni ten sam błąd co jego poprzednicy. Mianowicie kilka wersji ten samej postaci. Najlepszym przykładem będzie Goku. We wcześniejszych tytułach z serii Dragon Ball postać mogła pojawić się jako oddzielny wojownik w wielu wersjach. Goku Ssj1, SSj2, SSj3 4 itd itd. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie to, że jest wciąż tą sama postacią. Różnice między nimi są znikome. Koniec końców mamy jednego bohatera w rożnych skórkach. Druga sprawa przez którą nabrałem sporo wątpliwości do gry był emitowany w tym samym czasie serial Dragon Ball Super. Moim zdaniem zwykłe odcinanie kuponów od kultowej serii i kolejna próba wyduszenia ekstra kasy. Ale co ma serial do gry? Akurat bardzo dużo bo było ryzyko, że wiele z tych marnych postaci pojawi się w najnowszej odsłonie gry. Oczywiście wykrakałem i zaczęli ujawniać jedną za drugą.  Moje zainteresowanie z tytułu, który na 100% kupię w dniu premiery spadł do poczekamy. Mówiłem, że będzie gorzej? No to jeszcze dorzucę ekstra rzeczy, które mnie zniechęciły. Płatne postacie, season pass no i ta felerna edycja kolekcjonerska...

https://images-na.ssl-images-amazon.com/images/I/81RhEng82eL._AC_SL1500_.jpg
- Gra + steel book (spoko)
- 3 kary z grafikami (raz spojrzysz i potem schowasz)
- Kolekcjonerskie pudełko (pudełko z tytułem gry suuuuuper...)
- Figurka (całkiem fajna)
- Oryginalny soundtrack z anime (był uwzględniony w edycji kolekcjonerskiej, oczywiście jako kod do pobrania)
- Cena teraz 600PLN (na premierę chyba 699PLN)

W czym więc problem? A no szybko ktoś zorientował się, że taka figurka już istnieje od dłuższego czasu i jest o wiele tańsza.
https://www.picclickimg.com/d/w1600/pict/332735424702_/Asia-Banpresto-Dragon-Ball-Z-Super-Master-Stars.jpg
Oczywiście, różnią się malowaniem, ale posążek to ten sam gość, tylko zamiast podpisu Dragon Ball, dali FighterZ. Nie lubię takich zagrywek, od razu mam przed oczami zalegającą stertę rupieci na magazynie. (Hej mam pomysł, weźmy tamte stare figurki Goku co nikt nie chce kupić, przemalujmy i powiedzmy ludziom, że są limitowane i ekskluzywne. Kupią bez zastanowienia!). Koniec końców do wybory była tylko wersja standard tzw. golas lub kolekcjonerka. Gdyby dali coś pomiędzy. Gra ze steelbookiem - człowiek by się mógł zastanowić. Prawie zapomniałem, soundtrack oczywiście można dokupić oddzielnie, 11 piosenek za 63PLN.

Po całym wysypie tych wszystkich informacji machnąłem ręką i dałem sobie spokój. Moja mantra - poczekam aż stanieje nie skutkowała. Problem w tym, że gra nie chciała zbytnio zejść z ceny, są promocje na wersje cyfrowe ale pudełko to nadal 170PLN. Nie mamy wszystkich postaci, więc trzeba jeszcze dokupić każdą z nich za 21PLN lub fighter pass (season pass) za jedyne 144PLN. Chcecie więcej? Jest jeszcze drugi zestaw piosenek, też 63PLN. Oczywiście możecie wykosztować się na wersję cyfrową tzw Ultimate, która zawiera:

- Grę
- FighterZ Pass (8 nowych postaci)
- Pakiet muzyczny anime (dostępny 1 marca 2018 r.)
- Pakiet komentatora (dostępny 15 kwietnia 2018 r.)

Cena? 479PLN, ale na promocji tylko 209PLN! Moja reakcja - poczekam, aż stanieje, albo wyjdzie wersje GOTY.

https://www.google.com/search?q=goku+ssj3+dragon+ball+super&safe=off&client=firefox-b-ab&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwjZ47HI7snfAhWHZFAKHYK-DLUQ_AUIDigB&biw=1920&bih=1086#imgrc=DgcBK_G15yEYuM:
GOKU ZGŁUPIAŁ OD TYCH LICZB
Czas leciał, a sytuacja nie wyglądała na to żeby miała się poprawić. Pierwszy sezon z nowymi postaciami został zamknięty. Jak na złość zapowiedziano kolejny sezon. Świetnie, czyli jeszcze więcej kasy za dodatkowe postacie. Nagle, odzywa się mój przyjaciel i oznajmia mi, że zakupił kopię owej gry. Co lepsze, zaprasza do siebie na testy - jak mogłem odmówić? W skrócie, pograliśmy 2-3 godziny i byłem naprawdę zadowolony. Solidna bijatyka z pięknymi animacjami. Jedynie kłuje w oczy widok panelu postaci i te zablokowane okienka czekające, aż wpłacisz swoje ciężko zarobione pieniądze. Po około dwóch tygodniach od tego grania jakimś cudem jego gra wylądowała u mnie. Wiedziałem, że to dobra okazja żeby usiąść i na spokojnie sobie potestować.

https://i.ebayimg.com/00/s/MTAyNFg3Njg=/z/3xwAAOSwXRxaw8UL/$_86.JPG

I wreszcie mogę powiedzieć dokładnie to co myślę. Pod względem trybów to FighterZ nie różni się niczym od innych bijatyk dostępnych na rynku. Jednak, jako gra z uniwersum Dragon Ball o matko... Ktoś odrobił lekcje i to porządnie. Fabuła mimo, że średnia jest wreszcie inna! Koniec z odtwarzaniem historii znanej i wyeksploatowanej do bólu. Jak się chce to można coś nowego wymyślić. Dzięki trybowi fabularnemu mamy też okazję sprawdzić większość postaci. Po ukończeniu powinniśmy już wiedzieć kim mniej lub bardziej chcemy grać. Nagrodą za skończenie całej kampanii są też dwie ekstra postacie. Oczywiście możemy je kupić, ale jak ktoś jest cierpliwy to zostanie wynagrodzony. Bijatykę ciężko opisać, więc pokaże swoje poczynania:



Jak widać, żaden ze mnie ekspert, ale zabawa jest przednia. Mimo, że komputer nie jest imponującym przeciwnikiem to same walki, efekty łączenie ciosów są tak dobre, że nie mogę przestać w to grać. Sama nauka i opanowanie ataków jest dość proste. W większości przypadków są podobne do siebie. Mamy tu świetny przykład gry przy której każdy może usiąść i się świetnie bawić. Z drugiej strony dopracowany system, który w rękach eksperta pokaże swój pełny potencjał.

Podsumowując, Dragon Ball FighterZ mimo ciężkiego startu, kombinowania z ekstra płatnościami za wszystko, okazał się dla mnie jedną z najlepszych gier w jakie miałem okazje zagrać w tym roku. Muzyka, mapy i podłożone głosy postaciom to istny majstersztyk. W kategorii bijatyk jest objawieniem i powiewem świeżości, gdzie taki Tekken 7 wynudził mnie na śmierć. Jeżeli masz ekstra kasę od Mikołaja i jesteś fanem Dragon Ball'a to ten tytuł musi koniecznie stać na twoim regale. Jaką wersję wybierzesz to już zależy od ciebie. Osobiście świetnie bawiłem się przy samej podstawce (pożyczonej hehe). No i jest zapowiedziany drugi sezon gdzieś na początku Lutego 2019. Gorąco polecam i wracam do uczenia się nowych ciosów!







Od premiery Monster Hunter World minęło już trochę czasu (26 stycznia 2018), a ja zebrałem wystarczająco dużo doświadczenia by podzielić si...

Od premiery Monster Hunter World minęło już trochę czasu (26 stycznia 2018), a ja zebrałem wystarczająco dużo doświadczenia by podzielić się z wami moimi odczuciami wobec tej gry. Nie było innej opcji niż zakup nowego monstera na premierę, data od dawna znana i nawet zaryzykowałem zamawiając preorder gry. Nie żałuję, za niewielką dopłatą otrzymałem bardzo fajny steelbook. No nic, wracając do samej gry, w dniu premiery byłem umówiony z kumplami na wspólne granie. Jedyne co ustaliliśmy to aby każdy z nas wcześniej zainstalował grę u siebie, zrobił postać samouczek i inne pierdoły. Całość zajęła mi około godziny i dostałem informację na ekranie potwierdzającą, że od teraz mogę grać online z innymi - idealnie do tego zmierzałem. 



Pomimo spędzenia krótkiego czasu w grze, moja ekscytacja była coraz większa. Grałem wcześniej w demko, niestety 20 minut biegania po mapie to naprawdę nic w porównaniu z tym co Capcom mi przygotował. Pierwszy plus to brak downgrade'u, może jestem ślepy, albo nie oglądałem tych wszystkich filmików porównujących, ale grając w demo, a potem w pełną wersję nie widziałem żadnych różnic. Z takim nastawieniem musiałem powstrzymywać się, żeby nie grać samemu. Patrzyłem tylko na zegarek i odliczałem do umówionego spotkania.

Niestety, Sony czy może Capcom nie podołali i jak w dzień nie było problemu z łącznością, tak wieczorem serwery kulały. Nic straconego, okazało się, że informacja o graniu online z kumplami, która pojawiła mi się wcześniej nic nie znaczy i trzeba zrobić jeszcze parę questów samemu. Zanim to ogarnęliśmy minęła kolejna godzinka (jak nie dwie), a Sony w tym czasie zajęło się zatkanymi serwerami. No to zaczynamy! Wódeczka, jedzonko i wspólne huncenie, żyć nie umierać, a potem wróciłem do domu i mogłem w spokoju i bez pośpiechu eksplorować grę.

I w ten oto sposób kończy się wstęp mojego tekstu i zaczyna się głębsza analiza, a raczej moje wywody na temat samej gry. Zacznę oczywiście od tego co mi się podobało, a potem wytknę wszystkie minusy nowej odsłony. Tekst jest od fana serii i może okazać się długi, więc czytasz na własną odpowiedzialność.


Tworzenie postaci i koleżkota

Generator postaci był zawsze rozbudowany, ale tym razem Capcom poszedł na całego; na internecie można znaleźć setki postaci stworzonych przez innych graczy, a momentami łapałem się za głowę. Kreatywność człowieka nie zna granic (tak to wymyśl nowy kolor!). Tworząc postać starałem się podejść do tego poważnie, jednak będziemy ze sobą związani na dłuższy czas. Lecz jedna myśl nie dawała mi spokoju (po co to robisz, i tak zakujesz go w zbroję i tyle z Twojego tworzenia postaci), niedoczekanie! Po utworzeniu postaci i załadowaniu gry, mamy opcję w menu do wybrania naszego wyglądu. Czy chcemy żeby postać była widziana bez hełmu (hełm jest faktycznie założony) lub zdjąć hełm tylko w przerywnikach. Niby prosty zabieg, a jednak miło było oglądać swoją postać bez hełmu na filmikach. Oczywiście każdy łowca jest małomówny bo na gadanie nie ma czasu trzeba polować!
Frieza sama?

Mapy

Nie będzie żadnym spoilerem jak powiem, że lokacji w grze jest całe 5. Niby mało, ale bronią się wykonaniem. Każda z nich została wypełniona bogatą zawartością po brzegi. Bujna roślinność, skaliste góry, bagna, rzeki, wodospady - można by o tym pisać godzinami. Wchodząc na którąkolwiek z map czuć, że gra żyje. Przechadzając się po dżungli, co raz napotykałem wszelkiego rodzaju stworzenia, od zwykłych gazeli przez latające ważki i inne ptaki, a patrząc pod nogi mogłem znaleźć siedliska mrówek czy żuczka toczącego kupkę. By urozmaicić zabawę Capcom dorzucił do gry specjalną sieć. Z jej pomocą możemy łapać wybrane zwierzaki za które otrzymamy dodatkowe punkty i nie tylko. Dużą nowością jest zbieranie w czasie biegu. Teraz nie trzeba zatrzymać się i klękać żeby zerwać wybraną roślinkę. Wystarczy biec obok niej, a gdy pojawi się przycisk do zbierania, postać złapie w rękę cały pęczek i pobiegnie dalej. Koniec ze ślęczeniem i klikaniem po kilka razy w celu wybrania całego miodu, teraz jednym przyciskiem wyciągniemy całość.


Miasto

W grze dostępne będą dwa miasta z czego jedno to taka jakby "stancja" w której spędziłem łącznie 20 minut. Piszę o pierwszym mieście do którego trafimy czyli Astera. Ogromna wioska mieszcząca się nad brzegiem oceanu, otoczona wysokim płotem żeby żaden potwór nie próbował się wkraść do środka. Nasza baza podzielona jest na cztery poziomy:

Rynek - miejsce, w którym będziemy najczęściej. Wszędzie dookoła ludzie, stoiska i wszędobylski harmider. Tutaj kupimy podstawowe produkty, skatalogujemy napotkane potwory, zajmiemy się naszą mini farmą czy zbierzemy opcjonalne zadania. Podczas rozwoju fabuły napotkamy nowe postacie, które z czasem zdecydują się otworzyć swoje stoiska na rynku co tylko zaowocuję większym tłokiem i kolejkami (ile będę jeszcze stać po tą rybę!).

Pracownia - tego nie trzeba zbytnio opisywać, po prostu kowal. Z najważniejszych zmian Capcom dało drzewko rozwoju. Teraz przed ulepszeniem broni, możemy dokładnie sprawdzić co możemy otrzymać. Jeżeli nam się nie spodoba zawsze jest inna ścieżka do wyboru. Oczywiście wszystko nie jest pokazane od razu, im więcej potworów zabijemy tym drzewko rozwoju broni będzie się powiększać. Miłym zaskoczeniem jest sekwencja wykuwania oręża, takie drobne detale powodują uśmiech na twarzy i dają poczucie, że wszystko to jest bardziej naturalne.

Kantyna - kolejne znane miejsce z poprzednich serii, nie można iść na łowy z pustym żołądkiem, a nasi koci kucharze z finezją najlepszych szefów kuchni przyrządzą niesamowite posiłki. Oprócz przygotowanych dań, oddano nam do dyspozycji robienie własnych. Coś jak pizza do której dobieramy swoje ulubione składniki. Animacja gotowania jest zabawna i pocieszna, mimo 100 godzin na liczniku, wciąż potrafię ją oglądać z radosnym grymasem na twarzy.

Guild Hub - w poprzednich częściach miejsce to służyło do spotkań z innymi łowcami, wspólnej wyprawie na misję itd. Z nowości jest opcja Squad, czyli razem z kolegami możecie stworzyć swoją własną gildie (lobby). Dzięki temu omijamy całe wyszukiwanie się online, wpisywanie kodów by dołączyć do tej samej gry itd. Plus jest taki, że zawsze wchodząc do gry online mogę łączyć się od razu przez swój skład, a gdy nikt ze znajomych nie jest w tym czasie dostępny mogę grać sam lub z obcymi ludźmi (w sumie jak jestem online to czemu nie).

Z dodatkowych smaczków jak w każdym monsterze mamy swój pokój. No bo co to za łowca co nawet własnego kwadratu nie posiada. Na początku śpimy w jednym pokoju na łóżku piętrowym z innymi łowcami! Na szczęście są to NPC'y więc nie okradną nam skrzyni podczas naszej nieobecności. Jednak, gdy zagadamy do kociego zarządcy, zaoferuje nam przeniesienie do prywatnego mieszkania. W nowym pokoju jest luksus. Własne duże łóżko, wielkie akwarium dywanik i inne duperele. Z kolejnych usprawnień, po całym mieście (na każdym piętrze) jest chociaż jedna tablica z questami, teraz nie musimy ganiać do wyznaczonego NPC'a po zadania, tylko bierzemy go tam gdzie nam bliżej.


Skrzynia

Otrzymaliśmy nieznaczne zmiany, system craftingu jest o wiele bardziej intuicyjny i nie musimy już pamiętać, co szło z czym lub sięgać do internetowych podpowiedzi żeby znaleźć konkretny przepis. Nie ukrywam chwile mi to zajęło, ale teraz za pomocą jednego przycisku mogę dodać sobie brakujące przedmioty do plecaka lub przenieść do skrzyni zebrane z wyprawy materiały. Przepakowanie się jest błyskawiczne!

Questy

Zadania w dalszym ciągu są podzielone na low i high rankowe. Nie ma już obowiązkowych celów typu przynieś wybraną ilość konkretnej roślinki lub jajo wywerny by posunąć fabułę do przodu. Capcom odpowiedział na wołania fanów, a może narzekanie hejterów odnośnie historii. Monster Hunter World ma pełnoprawny wątek fabularny, który został dobrze zrealizowany. Znajdziemy tu NPC'ów którzy będą towarzyszyć nam przez całą grę, a spora ilość przerywników wzmocni klimat naszej przygody. Mimo iż historia nie jest oskarowa to na swój sposób motywuje do interakcji i zachęca do dalszego rozwoju w celu odkrycia sekretów nowej wyspy. Wciąż, gdyby nawet sam DiCaprio grał tu jakąś rolę to nominacji do statuetki by nie otrzymał, nawet za wybitną grę aktorską.



Bronie i walka

Nie ma nowych broni (mowa o rodzajach), ale za to stare zostały poprawione i ulepszone. Niektóre wręcz uzyskały drugie życie. Przygodę zaczynałem z Giant Swordem (klasyk u mnie), a teraz jadę na Gunlance i Switch Axe - głównie ze względu na wybuchy i fajerwerki. Capcom zrobił świetną robotę, stare bronie mające świeże ataki dają wrażenie jakbym korzystał z kompletnie nowego oręża. Chociaż zrezygnowano ze skilli jak w Monster Hunter Generations, World wychodzi tu obronną ręką. Same starcia z potworami to nadal stary i poczciwy monster. Trzon walki nie został zmieniony, więc musimy uczyć się ruchów i zachowań bestii. Do dyspozycji mamy ogromny wachlarz gadżetów, a także sama mapa może okazać się sprzyjająca dla nas. Z nowości jest linka/chwytak, która pozwoli nam szybko przemieszczać się po wybranych miejscach. Za jej pomocą będziemy mogli dosiąść potwora, który z oczywistych powodów zechce nas zrzucić. Do plecaka możemy zabrać noże paraliżujące, usypiające czy trujące (niby po 5 każdego, ale 3-4 wystarczą na wywołanie pożądanych efektów). Bardzo ważnym czynnikiem staje się teraz miejsce starcia. W jaskini nad naszą głową może wisieć sterta skał, którą po strąceniu możemy upuścić na potwora. Na śliskim zboczu wykonamy efektowny zjazd na tyłku i wybijając się w odpowiednim czasie trzepniemy maszkarę i może uda nam się jej dosiąść. Jeśli nie, pod naszymi stopami znajdziemy żabę, która po kopnięciu zacznie wydzielać paraliżujący gaz - idealny do unieruchomienia potencjalnej ofiary (uwaga gaz działa też na nas!). Jednym z ważniejszych aspektów w walce to możliwość starć między potworami. Brawo Capcom zajęło Ci to trochę czasu (tylko 14 lat), ale udało się! Czekałem na to odkąd pierwszy raz miałem okazję zagrać w Monster Huntera. Dwie bestie spotykają się na swej ścieżce i dochodzi między nimi do walki. W poprzednich grach nie było o tym mowy, oczywiście potwory wykonując swoje sekwencje ataku mogły "ranić" innego potwora, jednak bardziej ze sobą współpracowały. Teraz mamy pełnoprawną naparzankę. Taki tyranozaur łapię w zęby biedną jaszczurkę, szarpie nią w powietrzu jak szmacianą lalką, by na koniec cisnąć o ziemię.



I tak w skrócie to tyle z dobrych rzeczy. Myślę, że znalazło by się coś jeszcze, ale jakoś nie przychodzi mi nic do głowy. Dobra, pora na minusy!

Mapy

Choć map jest tylko 5 i są naprawdę świetnie zrobione, to po jakimś czasie stają się monotonne. Znając punkty respawnu potwora, od razu wiem gdzie muszę iść lub użyć szybkiego przemieszczenia żeby go dorwać. A propo całego przemieszczania. W starych monsterach na high-ranku i G-ranku wybierając obojętnie jakie zadanie lądowaliśmy w losowej lokacji. Capcom chciał zrobić to samo w World, ale zapomniał o jednej ważnej rzeczy. Możemy w każdej chwili użyć fast travel, więc lądując gdzieś na zadupiu, wciskałem panel i wybierałem dokładnie gdzie chcę być i tam się pojawiałem. Po co robić dodatkową zabawę w ekstra loadingi? Co do loadingów, są cholernie długie. Oczywiście gra po załadowaniu jest w pełni dyspozycyjna i nie uświadczymy żadnych punktów wczytywania podczas misji, jednak zanim to się stanie będziemy musieli trochę poczekać.

Miasto

Kolejny raz Capcom chciał dobrze, ale przedobrzył. Miasto jest spore, jednak po dłuższym graniu (w monsterze 200h to normalny czas) to całe bieganie wychodzi mi bokiem. Najgorzej, że po każdej misji gra wyrzuca nas na targowisko, czyli trzeba zaliczyć kilka pięter przed kolejną misją. Kocia kantyna traci sens kiedy wiem, że mogę zjeść coś w obozie podczas misji. Największy minus to Guild Hub. Aby dostać się do niego, potrzebujemy dodatkowy loading czyli dłuższe czekanie. Gdy wreszcie dostaniemy się do środka, znajdziemy tu naszych kumpli do gry online. Jeżeli spełnimy wszystkie warunki co do questa (o tym zaraz), to możemy udać się na łowy. Po zakończonej misji, niespodzianka! Znowu jesteśmy na rynku... I tak po prostu jest, po każdej misji ze znajomymi, zamiast domyślnie odesłać nas do Guild Hub, wszyscy lądują u siebie na rynku i jeżeli chcemy zobaczyć się przed misją to musimy ponownie pobiec do windy, wybrać hub i czekać aż gra się załaduje. Z nową opcją brania questa z każdego piętra, cały ten hub dla graczy traci sens, odwiedziliśmy go kilka razy i już nie planuję tam wracać bo nie ma po co.

Questy

W poprzednich częściach mieliśmy oddzielnie grę dla pojedynczego gracza i zadania online. To było idealne, gdy koledzy nie mieli jak grać, mogłem skupić się na wykonywaniu misji związanych z fabułą, a potem wskoczyć z kumplami i bawić się w tropicieli potworów online. Teraz singiel i multi zostały połączone ze sobą. Niby fajna sprawa, że możemy wykonywać questy fabularne z kumplami, ale jest pewien haczyk. Przerywniki, przerywniki i przerywniki. Dopóki nie obejrzymy przerywników, nikt nie może do nas dołączyć, nawet jak ktoś już zaliczył wybrane zadanie, nie może dołączyć bo ja jeszcze nie obejrzałem cholernego przerywnika. Zdarzało nam się, że każdy pojedynczo musiał założyć grę, obejrzeć filmiki wyjść z gry i dopiero wtedy dało się założyć grę i wspólnie huncić. Genialne zagranie Capcom! Chyba bardzo zależało im na zrobieniu fabuły w nowej odsłonie, a czuje się jakby wciskali mi ją do gardła na każdym kroku. Trochę, ale tylko trochę ratuje fakt, że teraz po wykonaniu kluczowych zadań, nie musimy powtarzać ich tyle razy ilu jest graczy. Ukończywszy główny wątek myślałem, że teraz będę mógł zakładać "luźne zadania", a kumple bez problemu się dołączą. Niedoczekanie, gra jest skończona, a ja nadal muszę oglądać przerywniki, których czasem nawet nie ma, ale gra nie pozwoli dołączyć nikogo zanim nie obejrzę tych głupich filmików! Po ukończonej misji pojawia się pasek nagród i niestety nadal nie da się jednym przyciskiem zebrać wszystkiego do skrzyni. Odkąd pamiętam był przycisk "sprzedaj wszystko", ale "wyślij całość do skrzyni" już nie.
Potwory

Wspominałem wcześniej o walkach między bestiami. Niestety, działa to losowo i częściej wolą wszystkie na raz skupić się na mnie zamiast walczyć ze sobą. Czasem specjalnie chowałem się w krzakach gdzie nie mogły mnie widzieć i czekałem aż zaczną się prać. A co one robią? Gapią się na siebie lub rozglądają w celu znalezienia mnie! Więc wyskakuję na nich, rzucam w jednego kupą żeby sobie poszedł i zajmuje się drugim. Lecz upierdliwość potworów w tej części jest tak ogromna, że czasem wystrzelam cały magazynek wyrzutni z kałem, a bestia z którą nie chce się bić dalej do mnie wraca. Najgorzej jak spotkają się 3 na raz, wtedy to już jest istny syf. To wygląda jak przepychanka w zatłoczonym autobusie. Jeden strzeli ogonem w pysk pasażera obok, a tamten kulą ognia plunie w kolejnego (przepraszam, Pan tu siedzi? Jeb piorun!). Plusem jest to, że czasem potwory ignorują nas i możemy przejść obok nich bez ryzyka zostania zaatakowanym (tylko wybrane). Jak mało jest map, tak i mało potworów. Widziałem już pierwsze informacje na internecie i na moją niekorzyść dostaniemy jakąś paczkę lub nawet kilka ze starymi potworami, yupi... Szkoda, bo nowe potwory wyglądają i walczą niesamowicie, nie potrzebuje tu kolejny raz tych samych bestii, które znam na pamięć i nie zaskoczą mnie w żaden sposób.


I to by było na tyle. Po stu godzinach widziałem dostatecznie dużo i wiem na czym stoję. Trzeba powiedzieć wprost; żaden Monster Hunter nie był idealny, ale z nową odsłoną widać, że Capcom próbuje eksperymentować (niekoniecznie dobrze im to wychodzi), ale przynajmniej się starają. Pomimo kilku drażniących kwestii to nadal gra o polowaniu na duże bestie. Warto też podkreślić, że jest ona przyjazna dla nowych użytkowników, więc osoby, które nigdy wcześniej nie miały okazji wypróbować gier z serii Monster Hunter tutaj mogą znaleźć swoje miejsce. Gra w bardzo prosty sposób wprowadza nas w świat łowców, a z czasem (poinformuje nas) podniesie poprzeczkę wysoko i da nam skosztować co to znaczy prawdziwe polowanie. A ja? No cóż, to jest to co lubię i pomimo kilku mocnych minusów znajduję tu wiele plusów przez, które mam ochotę codziennie uruchomić konsolę i wskoczyć na jakieś polowanie. Grę mogę śmiało polecić dla starych wyjadaczy, którzy jeszcze nie zdecydowali się na jej zakup. Nowicjusze i osoby, które nie miały okazji spróbować zabawy w łowce, to jest wasz czas, to jest gra dla was!