Dzisiaj mam dla was grę na PSP, 30 sekundowy bohater. O co w niej chodzi? Proste, masz 30 sekund na uratowanie świata. Zgadza się, 30 s...


https://assets.rpgsite.net/images/images/000/003/874/original/logo.jpg
Dzisiaj mam dla was grę na PSP, 30 sekundowy bohater. O co w niej chodzi? Proste, masz 30 sekund na uratowanie świata. Zgadza się, 30 sekund nie 30 minut. Jeżeli tego nie zrobisz no cóż, koniec gry i wszystko wybucha.

Half-Minute Hero to jednoosobowa gra, która dzieli się na 6 mini gier. Każdy z tych trybów to w zasadzie mała część większej gry. Gra posiada również okrojony tryb multiplayer w którym dwaj bohaterowie rywalizują ze sobą.

Hero 30 Mode: rozgrywka zbliżona jest do typowych gier RPG. Gracz wciela się w bohatera (imię możemy nadać, ale domyślne to Hero) i zostaje mu zlecone przez Boginię Czasu, aby odnaleźć i pokonać bossa w ciągu 30 sekund. W tym czasie musi się wzmocnić, a wszystko tylko po to, aby powstrzymać przeciwnika przed rzuceniem zaklęcia "spell of destruction", które zniszczy świat w ciągu 30 sekund. 

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEggkAqAUo4J7IaY1jiKVMihSyu2dMGGJYn2ph4OMIK9YEGgZm8Ua9risNlISltD4zZeoENr0MENr2t4bxh83_xklNU6g_FNvZVpAJf1egXhq9ymHMZH3gGDbkz2NKul4J_HzBAmJJiOEr4/s1600/490283-half-minute-hero-psp-screenshot-i-got-some-new-equipment-and.png

Evil Lord 30 Mode: rozgrywka imituję coś na zasadzie RTSu. Gracz wciela się w złego lorda, który potrafi przyzywać trzy rodzaje stworzeń. Bijące, strzelające i czarujące - każde z nich oczywiście jest skuteczne na wybrane jednostki przeciwnika. Trochę na zasadzie kamień, papier i nożyce. Evil Lord ma także możliwość, przyłączania do swojej drużyny jednostki neutralne, które chętnie pomogą w walce. Tutaj też ogranicza nas 30 sekund tyle, że świat nie wybuchnie, a wyjdzie słońce. Tak, nasz zły lord jest wampirem (tak mi się wydaje) i musi się schować zanim pojawi się pierwsze światło.

https://i.ytimg.com/vi/u0l89D8rWf8/maxresdefault.jpg
 
Princess 30 Mode: powiedział bym, że to taki SHMUPS. Kontrolujemy księżniczką wyposażoną w super szybką kuszę i bandę rycerzy, którzy niosą ją na plecach. Im więcej przeciwników uderzy w naszych gwardzistów tym mniejszą księżniczka ma prędkość (oczywiście też jesteśmy ograniczeni czasem).

https://media.pocketgamer.com/artwork/na-ftwv/psp_half-minute-hero_2.jpg

Knight 30 Mode: to tryb akcji, wcielamy się w postać Rycerza, który przysiągł strzec Mędrca. Mędrzec ma umiejętność rzucenia zaklęcia, które zniszczy wszystkie złe potwory na mapie. Niestety, przygotowanie zaklęcia trwa 30 sekund. Więc naszym zadaniem jest chronienie Mędrca przed potworami do czasu, aż nie za inkantuje swego czaru.

https://static.giantbomb.com/uploads/original/3/38449/2765016-knight.jpg
 
Ostatnie dwa tryby, to raczej ciekawostka dla osób, które chcą się sprawdzić.
Hero 300 Mode: zasady takie same jak w trybie Hero 30 z różnicą, że mamy tylko 300 sekund na ukończenie zadania. Nie ma tu opcji resetowania zegara.
Hero 3 Mode: jak w powyższym trybie, tyle, że mamy 3 sekundy i możliwość resetowania zegara. 

https://vignette.wikia.nocookie.net/halfminutehero/images/d/d6/Hero_300.png/revision/latest?cb=20140914074324

Najfajniejsze w 30 Half Minute Hero, jest jej dynamiczna rozgrywka. Przykładowo ukończenie jednego poziomu w trybie Hero 30 trwa około minuty. Dzięki temu, można na szybko wskoczyć, zagrać po czym uśpić konsolę i zająć się czymś innym (granie na sedesie yeaaah). Dodatkowo otoczka gry ma bardziej klimat komediowy niż poważny. W sumie 30 Half Minute Hero to taki indyk zanim to było jeszcze modne. Jako luźna odskocznia od tych wszystkich długich i poważnych gier, polecam!

Blood Bowl II, ahh gdyby dało się tak w kilku słowach. Niestety, gra jest na tyle skomplikowana, że niektórzy nawet nie będą chcieli pr...

http://www.bloodbowl-game.com/home/img/bloodbowl-150.jpg
Blood Bowl II, ahh gdyby dało się tak w kilku słowach. Niestety, gra jest na tyle skomplikowana, że niektórzy nawet nie będą chcieli przeczytać tego tekstu do końca. Nie bójcie się oto przybywam ja, który opowie i może zachęci kogoś do spróbowania swych sił. Uwaga, mimo, że gra wygląda na sportową to fani Fify będą rozczarowani. Blood Bowl II to gra taktyczno/strategiczna wyrwana żywcem z uniwersum Warhammer'a, a całość okraszona klimatem football'u amerykańskiego. Swoją kopie wyrwałem (nówka folia) za całe 25PLN na konsolę Playstation 4.
Gra jest przesiąknięta czarnym humorem. Żartami o śmierci, brutalnymi faulami czy kontuzjowaniem przeciwnika na całe życie. Po prostu piękne!
https://s2.gaming-cdn.com/images/products/412/screenshot/blood-bowl-2-wallpaper-5.jpg
Dobra dobra, teraz na poważnie. Cała rozgrywka opiera się na systemie turowym gdzie wyrzucenie odpowiedniej liczby kości decyduje o tym co się za chwilę wydarzy. Zanim podejmiemy się na wykonanie jakiejś akcji, gra pokaże jakie są szanse na jej powodzenie. O jakie akcje chodzi? W sumie to o wszystkie: 
- chcesz pobiec? rzucaj kośćmi
- podniesienie piłki, dawaj rzut
- uderz przeciwnika, rzucamy
No to może chociaż podanie piłki? Nie tym razem, rzucaj kośćmi kolego. Jak widać, każda decyzja wymaga od nas wykonania tego cholernego rzutu. Co najgorsze, jeżeli się nie uda to tracimy turę! Tak, wystarczy, że twój krasnolud nie podniesie piłki, to cała drużyna kończy swój ruch, a przeciwnik rozpoczyna swój. Może to wydawać się głupie, jednak na tym polega zabawa. Chodzi o dokładne taktyczne zaplanowanie wszystkich decyzji. W sumie to zaczynamy od tych najbezpieczniejszych, a kończymy tymi najtrudniejszymi, proste nie? Mecz, trwa 16 rund, jedna połowa składa się z 8 rund - spokojnie godzinę można przeznaczyć na taki pojedynek (tym bardziej, że gra jest na czas!). Co dalej? Hmm klasy postaci, dodatkowe umiejętności, warunki pogodowe. Nawet zwykłe ustawienie na początku meczu ma ogromne znaczenie! Powiem tak, na YouTubie są naprawdę dobre poradniki do tej gry. Mógł bym pisać tutaj o Blood Bowl II cały dzień, a wciąż nie wyjaśnił bym wszystkiego. Są całe przewodniki na konkretne zagrywki. Na szczęście jest coś takiego jak tryb kampanii. Tutaj, gra prowadzi nas za rączkę, tłumaczy podstawowe zasady itd. Moim zdaniem obowiązkowe dla każdego kto chciał by spróbować swoich sił z Blood Bowl II. Osobiście to jeszcze jej nie ukończyłem i czuję, że długa droga przede mną, ale strasznie się wkręciłem. Planowanie, ustawianie, taktyki, jak tutaj uderzyć tego żeby potem załatwić kolejnego. Kilka razy grałem we dwóch z kumplem, ale jak oboje nie rozumieliśmy do końca niektórych zasad to gra momentami traciła sens. Po spróbowaniu sił w kampanii, plus obejrzeniu kilku samouczków mogę się nazwać junior-amatorem.
https://i.makeagif.com/media/9-24-2015/1JLC1X.gif
Jeżeli po tym co przeczytałeś, zdecydujesz się na zakup, to proponuję poczekać na jakieś cyfrowe promocje. Grę w wersji legendarny można wyrwać nawet za 60zł, a dostajemy 8 dodatkowych frakcji (zwyczajnie zakup jednej frakcji to koszt 30zł). Na PS4 gra wygląda trochę lepiej, rozdzielczość 1080p, gdzie Xbox 900p jak dobrze pamiętam (ale to jedyna różnica). Dużym, ale to dużym minusem są czasy ładowania, mała ilość zespołów w wersji podstawowej gry i zrobione na szybko animacje (cieszynki). Biję tu do cheerlederek. Autorzy nawet nie pofatygowali się, żeby zrobić dziewczyny różniące się czymkolwiek (mówię tu o rasach). Więc, prawie w każdym zespole cheerlederki to zwykłe ludzkie kobiety, a szkoda. Z ciekawostek to istnieje gra Blood Bowl w formie planszówki, w sumie to od tego się zaczęło. Są nawet oficjalne turnieje i to w Polsce gdzie zbierają się ludzie i grają w figurkową wersję tej gry. Kupując "papierowy" Blood Bowl II dostaniemy w zestawie zniżkowy na grę cyfrową. 
http://www.bloodbowl-game.com/home/img/bloodbowl-172.jpg
Podsumowując, osoby miłujące się w grach strategicznych fantasy z mocnym naciskiem na planowanie i dużą losowością, gorąco polecam. Blood Bowl II to naprawdę fajna odskocznia od tych wszystkich poważnych strategii. Samo uniwersum Warhammera jest ogromne. Wszystkie frakcje są wykonane z dbałością i różnorodnością. Widać, że autorzy muszą jarać coś mocnego, bo niektóre postacie czy pojazdy mają taki wygląd, że po prostu nie wpadł bym na to, że tak się nawet da! Obijanie gęby przeciwników, wysyłanie ich na tamten świat daje tyle frajdy, że nawet osoby średnio zainteresowane takimi grami będą chciały spróbować. A komentatorzy swoimi docinkami i profesjonalnym opisem dziejącej się akcji nadają klimat prawdziwego meczu footbolowego. Czy o czymś zapomniałem? Oczywiście, że tak i przypomni mi się dopiero za kilka dni, wciąż polecam!

    Max Payne 3, jak sama nazwa mówi to trzecia część przygód o policjancie z problemami. Nadal uzależniony od środków przeciw bólowych ...

 
 https://proxy.duckduckgo.com/iu/?u=https%3A%2F%2Fhttp2.mlstatic.com%2Fmax-payne-3-juego-completo-ps3-zona-games-D_NQ_NP_15845-MLM20110417579_062014-F.jpg&f=1
Max Payne 3, jak sama nazwa mówi to trzecia część przygód o policjancie z problemami. Nadal uzależniony od środków przeciw bólowych Max dobija się mocnymi trunkami. Po stracie żony i dziecka wszystko mu jedno. Mi też wszystko jedno, ciężko opisać grę, która była po prostu dobra.

System strzelania z klasycznym Bullet Time, dodatkowe ustawienia pomagające w precyzyjniejszym nakierowaniu celownika na wroga - jest tego sporo, więc osoby brzydzące się strzelaniem na padzie powinny być zadowolone.
https://proxy.duckduckgo.com/iu/?u=https%3A%2F%2F66.media.tumblr.com%2F261cfa2fd55f9f11bc353fb62d3669c2%2Ftumblr_otcrfoEeF51urb3g3o1_500.gif&f=1
Akcję gry umiejscowiono w południowej Ameryce. Wreszcie wyrwiemy się z szarego i burego USA do kolorowej krainy, pełnej zieleni, slumsów, ćpunów i biedoty. Payne 3 to nadal korytarzowa strzelanka, jednak przez "otwarcie dachów" świat wydaje się bardziej wolny.
https://proxy.duckduckgo.com/iu/?u=http%3A%2F%2Fwww.gamingdragons.com%2Fimages%2Fgame_img%2Fscreenshots%2Fmaxpayne3%2Fss_482c837ea8912f750f17abccee94d033d619bb4b.1920x1080.jpg&f=1
Co do samej rozgrywki, kuuuurde jest moc. Wreszcie dostajemy grę AKCJI pełną gębą. Są przerywniki ciągnące fabułę. Sekwencje typu wchodzenie po drabinach poruszanie się między gzymsami też są w formie cutscenek. Rockstar dobrze to przemyślał, po prostu nie marnujemy czasu na jakieś duperele tylko wskakujemy w sam środek rozwałki. Niby każdy rozdział wygląda podobnie, wchodzimy rozpierdzielamy wszystkich na naszej drodze i brniemy naprzód. Wydawało by się, że po jakimś czasie zrobi się monotonnie - i tu się mylicie! Nawet przez chwilę nie przeszło mi przez głowę, że coś tu się powtarza. Byłem zbyt mocno skupiony na tym żeby wpakować trochę ołowiu jakiemuś oprychowi między oczy.

A na koniec muzyka. Nie ma nic lepszego niż konkretna rozwałka przy akompaniamencie świetnie dobranych utworów i tu Rockstar dostarczył! 

Podsumowując:
- oldschoolowy system strzelania dający masę frajdy + Bullet Time yyy JEST
- klasyczna fabuła z Hollywoodzkich filmów akcji JEST
- muzyka ooo tak i to jeszcze jaka! JEST

Mówiłem, że to dobra gra? I mimo upływu lat nadal świetnie wygląda. Polecam wszystkim którzy jakimś cudem przegapili ten tytuł. Masz tu niżej muzyczkę posłuchaj sobie, a potem siadaj do grania.



Spider-Man: Edge of Time, kolejna gra z uniwersum Marvela o znanym wszystkim super bohaterze. Tytuł, który czaił się na mnie niczym pająk...

Spider-Man: Edge of Time, kolejna gra z uniwersum Marvela o znanym wszystkim super bohaterze. Tytuł, który czaił się na mnie niczym pająk w swojej sieci wyczekujący niczego świadomej ofiary. I haps mam Cie, zwinął pająk muchę, a ja wrzuciłem grę do napędu mojej PS3.
Gra rozpoczyna się (to nawet nie będzie spoiler) śmiercią Spider-Mana, oh nie! Tak, pająk ginie i nie zostaje zabity wielkim kapciem tylko z rąk Anty-Venoma (co?). To nie ja pisałem scenariusz do tej gry, ale zaczyna się dziwnie. Dalej jest jeszcze dziwniej, poznajemy naszego głównego oponenta, który jest tak nijaki, że nawet nie pamiętam jego imienia – chociaż grę ukończyłem wczoraj. No nic, w skrócie ten zły gościu coś majstruje z czasem, a ja Spider-Man 2099 próbuję powstrzymać tego złego. Prościej się chyba nie dało.

W Edge of Time kontrolujemy dwa pająki na zmianę. Ten z przyszłości wyposażony w nowoczesne technologie o imieniu Miguel O'Hara i Peter Parker, klasyczny pająk z 1970 roku. Cała akcja dzieje się w jednym budynku, który na moje oko to ma kilka kilometrów wysokości. Różnica jest taka, że przygoda odbywa się w przyszłości i teraźniejszości – zakładając, że 1970 jest teraźniejszością. Pająki muszą współpracować, aby nie dopuścić do śmierci tego starszego bo inaczej zmieni się cała przyszłość. Ktoś jeszcze nadążą? Cała zabawa polega na tym, że zmieniając coś w przeszłości oddziałujemy na przyszłość. Prosty przykład  niszczę jakąś ścianę i w przyszłości pojawiają się drzwi w tym miejscu. I tak pająki biegają, wspierają się, skaczą i biją aż do końca gry.

Co do samych pająków. Projekt postaci wyszedł dobrze, trochę dziwnie biegają wymachując tymi rękoma, ale poza tym jest w porządku. System walki choć prosty może komuś sprawić frajdę. Za zebrane punkty rozwijamy umiejętności wybranego bohatera lub inwestujemy we współdzielone atrybuty.

I w sumie to by było na tyle, mógł bym napisać koniec, ale nie daruję tak łatwo. Spider-Man: Edge of Time to jedna z gorszych gier o pająku w jaką miałem okazję zagrać. Wszystko jest tutaj złe. Postacie wrzucone w sam środek bałaganu, nie wiemy nic o nikim  tylko Petera Parkera kojarzę bo to jakby nie patrząc prawdziwy Spider-Man? Ten drugi gościu Miguel... Nie mam pojęcia kto to, zero wprowadzenia czy czegokolwiek. Od razu lecimy za złym typkiem, który jest czarnym charakterem.
Wszystkie plansze to zamknięte korytarze, o bujaniu się na pajęczynie możecie zapomnieć. Chodzenie po ścianach też nie jest zbyt ciekawe, pająki szybko się gubią odnośnie kierunku, w którym mają iść. Same pomieszczenia są puste, metalowe i odtwórcze. Cały czas będziecie robić to samo, przechodzić z punktu A do B, pokonywać przeciwników, otwierać drzwi i skakać do szybu wentylacyjnego. Czasem zdarzy się to samo tylko z ograniczeniem czasowym.

Co do walki, kuuuurrdeee myślałem, że chociaż tutaj będzie fajnie. Otóż nie, nawet nie potrafię powiedzieć czym różnił się zwykły Spider-Man od tego z 2099. Chyba tylko kostiumem. Biją tak samo, skaczą tak samo, a nie czekaj mają inny głos... Strasznie się rozczarowałem bo potencjał był spory, a został całkowicie zmarnowany. Walki w Edge of Time to jakaś kara, nie ma tutaj ciekawych pojedynków gdzie pająk używa swoją nadludzką zwinność. Zamiast tego pałujemy całe hordy przeciwników pojawiających się znikąd. Momentami czułem się jak w Dynasty Warriors. Bije i bije, a oni ciągle idą i idą. W pewnym momencie odpuściłem i po prostu omijałem niepotrzebne pojedynki. Bossowie, nie pamiętni, zwykli przeciwnicy to 2-3 rodzaje tylko w formie ludzi, robotów i jakichś mutantów. A żeby dopełnić wszystkiego, ciągle goni nas czas i gra wręcz sugeruje nam, że trzeba gnać. W sumie nawet nie ma nad czym się zachwycać, bo nie uświadczycie tu żadnych wyjątkowych miejscówek.
Podsumowując, nie mam pojęcia jak ta gra zdobyła tak wysokie oceny i jest chwalona w tylu recenzjach. Moim zdaniem kompletnie zmarnowany potencjał, sama postać pająka z 2099 mogła być tak pomysłowo zaprojektowana. Czułem się jakbym grał tym samym pająkiem tylko w innym ubranku. Cały czas powtarzające się sekwencje. Otwierania drzwi w ten sam sposób. Zdobywanie kluczy lub naprowadzanie rakiet w celu zniszczenia ścian szybko mnie wymęczyły. Grę ukończyłem w dwa wieczory. Na szczęście była krótka, bo kilka godzin więcej i bym po prostu zrezygnował. Jeszcze na siłę przeciąganie ostatnich momentów gry. Dokładanie kolejnych fal przeciwników byle tylko na liczniku wyszło że gra trwała 6 godzin a nie 4. I mimo mojej wielkiej sympatii do tej postaci, ciężko jest mi ją polecić komukolwiek. Nawet fani Spider-Mana nie zasługują na taką grę. Patrząc na inny tytuł Spider-Man: Web of Shadows wydany w 2008 roku, który nie został ciepło przyjęty to przy Edge of Time to świetna gra. Mam z nią same dobre wspomnienia. A tutaj? Zrobione wszystko byle jak. Zabierzcie to ode mnie, nie chce więcej na to patrzeć. Ta gra powstała chyba tylko po to żeby Activision nie straciło praw do marki. Nie polecam, nikomu – chyba, że lubisz marnować swój czas na nudne i monotonne gry.


Witajcie ponownie, po długiej przerwie udało mi się znaleźć i ukończyć kolejną ciekawą pozycję, którą mogę śmiało dodać do swojej listy t...

Witajcie ponownie, po długiej przerwie udało mi się znaleźć i ukończyć kolejną ciekawą pozycję, którą mogę śmiało dodać do swojej listy top gier o wampirach. Tym razem wykopałem niezły relikt, który swe początki miał w roku 1983. Mowa tu o serii powieści napisanych przez Hideyuki Kikuchi, a ilustrowanych przez Yoshitaka Amano. Vampire Hunter D (吸血鬼ハンターD Banpaia Hantā Dī). Do dziś, powstało łącznie 26 powieści jak również, mangi, filmy anime i jedna gra o przygodach owego łowcy wampirów.
Vampire Hunter D Bloodlust z 2000 roku. Film, który w całości, (nie wiem czy to legalne) można obejrzeć na YouTubie <--- tutaj kliknij to nie wirus. To właśnie dzięki temu filmowi dowiedziałem się, że taka postać istnieje i to zachęciło mnie do zagłębienia się w uniwersum Vampire Hunter D. Kiedy odkryłem, że powstała też gra o przygodach łowcy wampirów wiedziałem, że trzeba ją sprawdzić. Vampire Hunter D miała swoją premierę w 1999 roku w Japonii, a reszta świata ujrzała ją rok później. W podobnym okresie powstał animowany film. I tak jak się domyślacie, gra jest oparta na historii z filmu o ile nie jest trochę bardziej rozbudowana. Twórcą tego tytuły jest już nieistniejące Victor Interactive Software pochodzące z Japonii. Studio, które zasłynęło z serii gier Story of Seasons. W 2003 roku zostało wchłonięte itd itd.
Bezpośrednio przetłumaczone z Wikipedii: W roku 1999 rozpoczęła się wojna nuklearna. Arystokraci byli wampirami, którzy zaplanowali tą całą bitwę. Ludzkość została mocno przetrzebiona. Szlachta, którą zwą się wampiry użyła swej magii oraz nauki, co w połączeniu dało im potrzebne zasoby do odbudowania cywilizacji według swej wizji. Prawie wszystkie magiczne stworzenia zostały zaprojektowane. Nie licząc niewielkiej ilości demonów, którym udało się przetrwać holokaust. Mimo swej zaawansowanej technologii umożliwiającej wytwarzanie czegoś w rodzaju zamiennika dla krwi, wampiry wciąż preferowały żywienie się ludzkim osoczem. Człowiek również został poddany badaniom genetycznym, w których zaczepiono większy strach wobec wampirów. Wymazano ludziom z pamięci słabości tych stworzeń. Ludzie po prostu zapomnieli, że wampiry boją się czosnku czy krzyży. Żeby niczego im nie zabrakło zaczęły tworzyć cywilizację, w których wampiry i ludzie koegzystowali. Z czasem przeistaczając planetę w ogromne parki i miasta. Po pewnym czasie społeczeństwo odkrywa, że wampirza technologia osiągnęła swój zenit. Przepowiednia, która zwiastuję ich upadek z ludzkiej ręki tylko podbudowuję zuchwałość i chęć podjęcia walki wśród ludzi.  Arystokracja ma też jedną zasadną różnicę w porównaniu do wampirów z innych opowieści, może się rozmnażać. Aczkolwiek,  ich dzieci po osiągnięciu fizycznej dojrzałości przestają się starzeć i dziedziczą nieśmiertelność swego rodzica. 

- Moja córka została porwana przez wampira, proszę pomóż nam. Mam 500 tysięcy dolarów w formie zaliczki. Zapłacę Ci kolejne dwa miliony , kiedy doprowadzisz moją córkę bezpiecznie do domu.
- Może już być za późno...
- Jeżeli, jeżeli została już zabrana przez wampira i jeśli będzie musiała zostać zabita, niech będzie to bezbolesna i szybka śmierć.
- Jak się nazywa?
- Charlotte, jest moją najcenniejszą córką, a teraz spiesz się! Mój syn również wynajął innych łowców.

Jest rok 12090 A.D. Minęło dziesięć tysięcy lat od ostatecznej wojny, która doprowadziła do wyginięcia ludzkość. Od tamtej pory wampiry panują nad światem, lecz teraz są gatunkiem zagrożonym, a to jest ich ostatnia godzina. Ludzie odzyskują władzę po wielu mrocznych latach. Lecz niektóre wampiry nadal utrzymują się przy władzy w wybranych regionach. Kontynuują swoje ataki na ludzi. To spowodowało ogromny rozwój profesji łowców nagród, którzy zachęceni obietnicą wzbogacenia podejmują się oczyszczania takich miejsc. Pośród tych łowców są też Dhampiry, pół ludzie pół wampiry, uważani za najskuteczniejszych w tym fachu. Z czasem ludzie zaczęli snuć opowieści o młodym tropicielu posiadającym nadzwyczajną urodę i umiejętności...

Tym poszukiwaczem jestem ja! Vampire Hunter D. D, bo tak się przedstawia to hybryda, owoc miłości wampira z ludzką kobietą - idealny tropiciel wampirów. Doskonałe umiejętności, gracja i uroda młodzieńca to jego znak rozpoznawczy. Niestety, tak samo jak piękny tak i znienawidzony zarówno przez ludzi i potwory za jego mieszany rodowód. Zrodzony z obu ras jednak nie przynależący do żadnej. Często lekceważony przez swych przeciwników, D posiada siłę arystokratów i tylko strzępki ich słabości. Sam wygląd D jest dość prosty i skromny, ubrany całkowicie na czarno z ogromny kapeluszem przysłaniającym jego twarz, dzierży na plecach sporej wielkości miecz. Naszym nieodłączonym kompanem jest lewa ręka.

Tak, lewa ręka a raczej dziwny pasożyt mieszkający w niej. Z wyglądu przypomina twarz człowieka i jak na samą twarz jest bardzo wygadany i ma dużo do powiedzenia. Oprócz uraczenia nas konwersacją, ręka lub rąsia, posiada magiczne właściwości. D za pomącą lewej dłoni może stworzyć coś w rodzaju odkurzacza, który wsysa wszystko niczym czarna dziura. W grze taki zabieg umożliwia nam leczenie się oraz atakowanie ognistymi kulami. Rąsia potrafi również przywrócić nas do życia gdy polegniemy w walce.
Sama gra rozpoczyna się w drzwiach zamku arystokraty o imieniu Meier Link, który porwał wcześniej opisaną dziewczynę Charlotte. Robota wydaje się prosta, wytropić niewiastę odzyskać z rąk porywacza i bezpiecznie przywieść do domu. Niestety, zadanie wydaje się tylko z pozoru łatwe i mimo, że D ma przewagę nad przeciwnikami to wciąż musimy się napocić. Pierwsze minuty z grą od razu będą kojarzyć się z grami typu Resident Evil gdzie postacie są w całości zrobione z poligonów, a lokacje pre-renderowane. Grę śmiało postawię obok Residenta za swoją grywalność - poruszanie się krzyżakiem jak i przeczesywanie zamku. Zbieranie przedmiotów, kluczy czy rozwiązywanie zagadek. Jako D możemy biegać, chodzić i zmieniać tryb między walką i eksploracją (za pomocą wyciągania i chowania miecza). Różnica co do gier z serii Resident jest taka, że D może również blokować ataki przeciwników jak i odzyskiwać dzięki nim życie. Oczywiście znajdziemy tu różnego rodzaju kapsułki z krwią, eliksiry uzdrawiające czy antidotum. Na ekranie widać trzy paski odzwierciedlające status naszego bohatera:

1. Pasek zdrowia HP
2. Pasek wampiryzmu VP
3. Pasek ręki, który wypełniamy absorbując osłabionych wrogów
Jak wyżej wspomniałem D będzie zbierać przez grę różne przedmioty takie jak mapy czy klucze. W swoim inwentarzu znajdzie też miejsce na granaty odblaskowe, ręczne czy drewniane strzałki.

O samej grze, zestarzała się bardzo. Ząb czasu nadgryzł ją mocno, ale co się spodziewać po takiej oprawie? Na szczęście ograłem ją na PSP. Wciśnięcie na tak mały ekran sprawiło, że tytuł był znośny wizualnie. Lecz to co przyciągnęło moją uwagę do tego tytułu to fakt, że pomimo nadzwyczajnych mocy i przewagi głównego bohatera nad przeciwnikami twórcy zrobili fajną grę. Nie będziemy tutaj skakać i wymachiwać mieczem we wszystkie strony, a raczej skupimy się na eksploracji i rozwiązywaniu łamigłówek. W moim odczuciu to strzał w dziesiątkę przy takim bohaterze i daję sześć wampirzych skrzydełek na sześć możliwych. Historia jest dość prosta, ale po obejrzeniu filmu gra jest swoistym dopełnieniem. Oczywiście, znajdą się minusy jak wspomniana oprawa graficzna czy archaiczne sterowanie. To mnie nie zniechęciło, a sam fakt, że tym razem gram w "residenta", ale nie jestem człowiekiem sprawiło sporo frajdy. D jako postać jest mało mowny  - coś typowego u Dhampirów, tak jego lewa ręka lubi sobie komentować od czasu do czasu. Rąsia będzie też opisywać nam przedmioty i sytuację w których się znajdziemy.
Vampire Hunter D otrzymało mieszane oceny z przewyższającą liczbą negatywnych. Głownie narzekano na sterowanie jak i blokowanie, które przyczyniły się do nieprzychylnych ocen. Z jednej strony zachwalano świetną animację dobywanie jak i chowania miecza przez D, a z drugiej inne aspekty choćby poruszanie się. Fani byli bardziej wyrozumiali i w ich gronie gra jest uważana za dobrą, 7.1/10 na IGN i 6.4/10 od GameSpot.

Podsumowując, Vampire Hunter D na PSX to fajna przygoda, w której mamy możliwość wcielenia się w D i odtworzenia historii z filmu. I mimo, że gra ma swoje wady, bawiłem się przy niej świetnie. Jeżeli jesteś osobą, która potrafi przymrużyć oczy na coś takiego jak oprawa wizualna i trochę sztywne sterowanie, a szuka dobrej gry o wampirach to trafiłeś idealnie. Polecam wszystkim ludziom i krwiopijcom.








Cześć, niedawno ukończyłem Wiedźmin 3 Dziki Gon - i mimo, że gra była cholernie dobra poczułem się zmęczony. Potrzebowałem przerwy od t...

http://www.firewatchgame.com/images/badge.png

Cześć, niedawno ukończyłem Wiedźmin 3 Dziki Gon - i mimo, że gra była cholernie dobra poczułem się zmęczony. Potrzebowałem przerwy od tych wielkich tytułów z ogromnymi mapami i zadaniami rozsianymi po całym bożym świecie. Wtedy mnie olśniło. Przypomniało mi się, że jakoś na święta była jedna z tych wielu wyprzedaży na Playstation Store. Pośród masy gier znalazł się tytuł, który w sumie chciałem ograć, ale jakoś nigdy nie miałem ochoty czy specjalnie chęci do jego zakupu. Mowa o Firewatch. Z materiałów w internecie pamiętałem, że recenzenci zachwalali ten tytuł i podkreślali, że gra jest dość "spokojna". Tak, spokój, tego właśnie było mi trzeba. Uciec od tych wszystkich poważnych przygód i zaszyć się na jakimś odludziu. Dlaczego by nie zrobić tego gdzieś głęboko w lesie na wieży obserwacyjnej w roli strażnika parku narodowego. 

Chociaż strażnik to może zbyt dużo powiedziane, raczej amator szukający dodatkowego zarobku. Nazywam się Henry, a moja praca polega na pilnowaniu porządku wokół ustalonego obszaru w parku narodowym. Chodzenie po lesie, pouczanie młodzieży o zakazie spożywania alkoholu czy zaśmiecaniu dzień jak co dzień. Najważniejsze jest oczywiście wypatrywanie oznak pożaru, który trzeba natychmiast zgłosić. Naszym systemem łączności jest typowe walkie-talkie, dzięki któremu możemy kontaktować się z naszym przełożonym. Delailah bo o niej mowa, to nasz szef. Kobieta, która dużo z nami rozmawia i to ona bezpośrednio wydaje nam polecenia odnośnie tego co trzeba wykonać w danym czasie. Poza nią nie mamy z nikim innym kontaktu. Rozmowy odbywają się na zasadzie kilku wyborów, na które mamy ograniczony czas. I może wydawać się średnie to jednak jest to bardzo fajny sposób prowadzenia fabuły i konwersacji. Walkie-talkie daje nam tą naturalną chwilę zastanowienia się i podania odpowiedzi. Oczywiście goni nas czas, więc musimy szybko coś odpowiedzieć lub przemilczeć dany temat. I to w sumie tyle. Spacery po lesie, delikatna muzyczka w wybranych momentach i rozmowy z Delailą - czasem poważne tematy, a czasem luźne gadki o niczym. Firewatch jest tym czego szukałem. Luźna historia nie wymuszająca od gracza skomplikowanych rzeczy. Weź swój plecak wyciągnij mapę i maszeruj do wyznaczonego punktu posługując się kompasem. Z tą grą naprawdę wypocząłem i w sumie to miałem okazję wejść w buty pracownika parku narodowego. Mimo, że zabawa jest dość krótka - od 4 do góra 5 godzin to ja tak jak i Henry potrzebowaliśmy uciec od zgiełku miasta, tych wszystkich obowiązków i "dużych rzeczy" polecam.

https://www.firewatchgame.com/screenshots/firewatch-e3-5.jpg

Divinity Original Sin 2, gra o której mógł bym pisać/gadać godzinami i to nie starczyło by mi czasu żeby to wszystko jakoś spiąć w całoś...


https://news.xbox.com/en-us/wp-content/uploads/DivinityLaunchHERO-hero.jpg
Divinity Original Sin 2, gra o której mógł bym pisać/gadać godzinami i to nie starczyło by mi czasu żeby to wszystko jakoś spiąć w całość. Czym i dla kogo właściwie jest ta gra. Divinity 2 to luźna kontynuacja części pierwszej. Piszę luźna bo nie wymaga od gracza zapoznania się z pierwowzorem - są jakieś nawiązania, ale tak mało istotne, że nic nie stracicie. Nie mniej, grę również polecam. Jednak dzisiaj napiszę to i owo o dwójeczce. Divinity 2 to taktyczna, turowa gra RPG w klimatach fantasy. Pierwsze skojarzenie - seria Baldurs Gate. Elfy, krasnoludy, jaszczuro-ludzie, miecz i magia to chleb powszedni w tej grze.
https://images.gamewatcherstatic.com/screenshot/image/4/8d/297454/6.jpg
Dialogi i opisy są w całości po polsku
No dobra, ale od czegoś trzeba zacząć. Jak w każdej szanującej się tego typu grze, tworzymy swoją postać. W Divinity 2 twórcy wprowadzili spore zmiany pod tym względem. Kreator umożliwia utworzenie swojej własnej postaci lub skorzystać z jednej z 6 gotowych. Te przygotowane wcześniej różnią się tym, że mają swoją fabułę, charakter i wrodzone umiejętności. Więc, oprócz zadań głównych mamy możliwość przejścia ich własnych opowieści. Od razu ostrzegam, że stworzenie postaci nie jest takie proste i warto poświęcić temu chwilę, żeby potem nie żałować swoich decyzji. W szczegóły wolę się nie zagłębiać, są temu poświęcone całe strony i tam polecam szukać informacji jak stworzyć solidnego bohatera.


System walki
Jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w Divinity 2 to walka. Każdy pojedynek to oddzielne wyzwanie, które trzeba dobrze rozegrać. Jeden błąd i cała drużyna gryzie glebę (w sumie poziom trudności robi swoje). Potyczki jak pisałem wyżej są w systemie turowym. Każda postać ma maksymalnie 6 punktów akcji, które może wykorzystać na kilka sposobów - ruch, atak czy użycie przedmiotu.  I tu jest cała magia (dosłownie i w przenośni) bo mimo, że możemy kogoś porazić prądem, to nie lepiej najpierw rzucić balona z wodą i trzasnąć piorunem cały zalany obszar? Możliwości jest sporo. Nasza pozycja na polu walki, jakie użyjemy zaklęcia itp. są kluczem do zwycięstwa. Jesteś wyżej? No to masz większe pole widzenia i zadajesz dodatkowe obrażenia. Stoisz w oleju? Uważaj żeby ktoś cie nie podpalił. Wykorzystanie pola bitwy i łączenia ze sobą żywiołów to istny majstersztyk i wizytówka tej serii. Mimo, że niektóre walki sprawiały problem - zwykły pojedynek potrafił trwać +30min to po jego ukończeniu mój pasek satysfakcji był wymaksowany. 

https://farm1.staticflickr.com/871/39380754880_7ba9b80aff_b.jpg

Fabuła
Jest, i oprócz głównego wątku przyjdzie wam do ogrania pokaźną ilość zadań pobocznych. Niektóre, będą ciągnąc się z wami przez bardzo długo, a inne będziecie mogli rozwiązać w przeciągu kilku minut (czasem zwykłym dialogiem). Najfajniejsze w Divinity 2 jest to, że misje można rozwiązać przeważnie na parę sposobów. Od najprostszego typu idź i zabij, aż po przeprowadź śledztwo i złóż raport u odpowiedniej osoby, która sama wyciągnie z tego konsekwencje. Oczywiście im bardziej się napracujemy nad zleceniem tym lepsza czeka nas nagroda. Spokojnie, nie uświadczycie tutaj typowych "fetch-questów" czy zabij wilki i zdobądź pięć skórek.

Świat, muzyka
Divinity Original Sin 2 jest ogromne, świat jest żywy, kolorowy, a czasem mroczny. Przemaszerujecie przez różne krainy i odwiedzicie ciekawe miejsca. Stare krypty, jaskinie, lasy czy miasta - te ostatnie żyją i czuć to na każdym kroku! Napotkane postacie potrafią zaciekawić swoją historią i zlecić nietypowe zadania. Całość okraszona jest klimatyczną muzyką, która w zależności od lokacji czy sytuacji (przeważnie walka) zmienia się i wpasowuje w moment. 

https://farm1.staticflickr.com/871/39380754880_7ba9b80aff_b.jpg



Larian Studios mimo małego rozmiaru, stworzyło coś ogromnego. I nie mówię tu o kolosie na glinianych nogach tylko tytanie dzierżącym całą planetę na swoich barkach. Bo tak dobrą grą jest Divinity Original Sin 2. Twórcy wyciągnęli wnioski z pierwszej gry i ten sequel jest tego dowodem. Oczywiście znajdą się jakieś wady czy drobne błędy - mimo tego śmiało mogę stwierdzić, że jest to jedna z najlepszych gier jakie miałem okazję ukończyć w tym roku. Cała zabawa zajęła około 160 godzin. Więc jak sami widzicie, gry starczy na bardzo długo, a mimo tego nic się nie nudziłem! Jeszcze jedno, tak jak Divinity Orignal Sin, drugą część można ukończyć całkowicie w kooperacji na wspólnej kanapie! Polecam polecam polecam, ta gra to istna petarda i godny następca swojego poprzednika.

Guacamelee 2 to kontynuacja Guacamelee z 2013 roku (no nie gadaj, naprawdę?). Czy warto brać się za pierwszą część? Oczywiście, że tak....


https://ksassets.timeincuk.net/wp/uploads/sites/54/2018/08/Guac2_x64-2018-08-20-12-05-50-52.jpg

Guacamelee 2 to kontynuacja Guacamelee z 2013 roku (no nie gadaj, naprawdę?). Czy warto brać się za pierwszą część? Oczywiście, że tak. Grę mamy dawno za sobą, a na PS store pojawiła się promocja na sequel. Dobra dobra, to czym jest to Guacamelee 2, jakaś gra o gotowaniu? Nie, ale dowcipy z jedzeniem tam znajdziecie. W dużym skrócie, jest to platformówka dla dwojga, która sprawdzi waszą cierpliwość, znajomość układu przycisków na padzie i czas reakcji. Momentami panuje prawdziwy chaos, a połapać się w tym wszystkim jest ciężko. Na szczęście gra oferuje kooperację, więc w całym tym zamieszaniu możemy liczyć na naszego partnera, który nie raz wyciągnie nas z tarapatów. Nawet więcej, gra potrafi sprawdzić kto w czym jest dobry, bywały etapy, w których nie miałem najmniejszych szans, a drugi gracz spokojnie sobie z nimi radził - istna magia!


To może od początku bo się zapędziłem. Guacamelee 2, wcielamy się w prawdziwego luchadora o imieniu Juan, który dzięki magicznej masce ma możliwość przemierzania świata nieumarłych oraz walki z różnymi potworami. Drugi gracz wciela się w postać o imieniu Tosada, żeńska zapaśniczka i opiekunka zaklętej maski. Oprócz sekwencji platformowych, które będą towarzyszyć nam przez całą grę co jakiś czas nadejdzie czas na walkę. Chwyty, rzuty, podcięcia, ataki w duecie - Guacamelee 2 nie zatraciła pazura i tak samo jak jej poprzedniczka pokazuje jak w prosty i przyjemny sposób można razem oklepać parę tyłków. Mimo tego co pisałem wyżej, że gra jest trudna i wymagająca to nie zrażajcie się. Przygoda jest okraszona świetnym poczuciem humoru z nawiązaniami do internetowych hitów i klimatyczną muzyką. Więc nie zwlekajcie, bierzcie swojego gracza numer dwa, siadajcie i grajcie! Polecam.


Podczas oglądania targów E3 w 2017 roku znalazłem kilka pozycji, które wiedziałem, że muszę ograć. Pośród nich pojawił się też on. W fo...


https://static.altchar.com/live/media/images/950x633_ct/6977_Dragon_Ball_FighterZ_logo_1042565ad6afdfa5b2ddb15b3bb17721.jpg
Podczas oglądania targów E3 w 2017 roku znalazłem kilka pozycji, które wiedziałem, że muszę ograć. Pośród nich pojawił się też on. W formie krótkiego filmiku, na prezentacji Xboxa mało znane (dla mnie) studio Arc System Works wyskoczyło z nową grą w uniwersum Dragon Ball. Pierwsze sekundy to było zwykłe "meh", kolejna gra o tym samym... Chwilę potem zmieniłem zdanie. Co tam się wyprawia! Rzućcie okiem na poniższy trailer.

Na widok tego zacząłem cieszyć się jak głupi. Nareszcie, ktoś wziął i zrobił grę na jaką czekałem od dawna. Konkretna bijatyka w uniwersum Dragon Ball'a - gdzie arena jest 2D a postacie 3D. Przed oczami mam wspomnienia ze starego Mugena na PC - czy to wypali? Już niedługo miałem się sam przekonać.

Niestety, do premiery było jeszcze sporo czasu, a kolejne przecieki czy informacje nie ekscytowały mnie tak mocno. O co chodzi, początkowo przedstawiono 6 postaci (klasyczne i rozpoznawalne przez każdego kto miał styczność z tym uniwersum). Dalej było co raz gorzej. Mimo, że zapowiadano następnych "starych" bohaterów miałem obawy, że Arc System popełni ten sam błąd co jego poprzednicy. Mianowicie kilka wersji ten samej postaci. Najlepszym przykładem będzie Goku. We wcześniejszych tytułach z serii Dragon Ball postać mogła pojawić się jako oddzielny wojownik w wielu wersjach. Goku Ssj1, SSj2, SSj3 4 itd itd. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie to, że jest wciąż tą sama postacią. Różnice między nimi są znikome. Koniec końców mamy jednego bohatera w rożnych skórkach. Druga sprawa przez którą nabrałem sporo wątpliwości do gry był emitowany w tym samym czasie serial Dragon Ball Super. Moim zdaniem zwykłe odcinanie kuponów od kultowej serii i kolejna próba wyduszenia ekstra kasy. Ale co ma serial do gry? Akurat bardzo dużo bo było ryzyko, że wiele z tych marnych postaci pojawi się w najnowszej odsłonie gry. Oczywiście wykrakałem i zaczęli ujawniać jedną za drugą.  Moje zainteresowanie z tytułu, który na 100% kupię w dniu premiery spadł do poczekamy. Mówiłem, że będzie gorzej? No to jeszcze dorzucę ekstra rzeczy, które mnie zniechęciły. Płatne postacie, season pass no i ta felerna edycja kolekcjonerska...

https://images-na.ssl-images-amazon.com/images/I/81RhEng82eL._AC_SL1500_.jpg
- Gra + steel book (spoko)
- 3 kary z grafikami (raz spojrzysz i potem schowasz)
- Kolekcjonerskie pudełko (pudełko z tytułem gry suuuuuper...)
- Figurka (całkiem fajna)
- Oryginalny soundtrack z anime (był uwzględniony w edycji kolekcjonerskiej, oczywiście jako kod do pobrania)
- Cena teraz 600PLN (na premierę chyba 699PLN)

W czym więc problem? A no szybko ktoś zorientował się, że taka figurka już istnieje od dłuższego czasu i jest o wiele tańsza.
https://www.picclickimg.com/d/w1600/pict/332735424702_/Asia-Banpresto-Dragon-Ball-Z-Super-Master-Stars.jpg
Oczywiście, różnią się malowaniem, ale posążek to ten sam gość, tylko zamiast podpisu Dragon Ball, dali FighterZ. Nie lubię takich zagrywek, od razu mam przed oczami zalegającą stertę rupieci na magazynie. (Hej mam pomysł, weźmy tamte stare figurki Goku co nikt nie chce kupić, przemalujmy i powiedzmy ludziom, że są limitowane i ekskluzywne. Kupią bez zastanowienia!). Koniec końców do wybory była tylko wersja standard tzw. golas lub kolekcjonerka. Gdyby dali coś pomiędzy. Gra ze steelbookiem - człowiek by się mógł zastanowić. Prawie zapomniałem, soundtrack oczywiście można dokupić oddzielnie, 11 piosenek za 63PLN.

Po całym wysypie tych wszystkich informacji machnąłem ręką i dałem sobie spokój. Moja mantra - poczekam aż stanieje nie skutkowała. Problem w tym, że gra nie chciała zbytnio zejść z ceny, są promocje na wersje cyfrowe ale pudełko to nadal 170PLN. Nie mamy wszystkich postaci, więc trzeba jeszcze dokupić każdą z nich za 21PLN lub fighter pass (season pass) za jedyne 144PLN. Chcecie więcej? Jest jeszcze drugi zestaw piosenek, też 63PLN. Oczywiście możecie wykosztować się na wersję cyfrową tzw Ultimate, która zawiera:

- Grę
- FighterZ Pass (8 nowych postaci)
- Pakiet muzyczny anime (dostępny 1 marca 2018 r.)
- Pakiet komentatora (dostępny 15 kwietnia 2018 r.)

Cena? 479PLN, ale na promocji tylko 209PLN! Moja reakcja - poczekam, aż stanieje, albo wyjdzie wersje GOTY.

https://www.google.com/search?q=goku+ssj3+dragon+ball+super&safe=off&client=firefox-b-ab&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwjZ47HI7snfAhWHZFAKHYK-DLUQ_AUIDigB&biw=1920&bih=1086#imgrc=DgcBK_G15yEYuM:
GOKU ZGŁUPIAŁ OD TYCH LICZB
Czas leciał, a sytuacja nie wyglądała na to żeby miała się poprawić. Pierwszy sezon z nowymi postaciami został zamknięty. Jak na złość zapowiedziano kolejny sezon. Świetnie, czyli jeszcze więcej kasy za dodatkowe postacie. Nagle, odzywa się mój przyjaciel i oznajmia mi, że zakupił kopię owej gry. Co lepsze, zaprasza do siebie na testy - jak mogłem odmówić? W skrócie, pograliśmy 2-3 godziny i byłem naprawdę zadowolony. Solidna bijatyka z pięknymi animacjami. Jedynie kłuje w oczy widok panelu postaci i te zablokowane okienka czekające, aż wpłacisz swoje ciężko zarobione pieniądze. Po około dwóch tygodniach od tego grania jakimś cudem jego gra wylądowała u mnie. Wiedziałem, że to dobra okazja żeby usiąść i na spokojnie sobie potestować.

https://i.ebayimg.com/00/s/MTAyNFg3Njg=/z/3xwAAOSwXRxaw8UL/$_86.JPG

I wreszcie mogę powiedzieć dokładnie to co myślę. Pod względem trybów to FighterZ nie różni się niczym od innych bijatyk dostępnych na rynku. Jednak, jako gra z uniwersum Dragon Ball o matko... Ktoś odrobił lekcje i to porządnie. Fabuła mimo, że średnia jest wreszcie inna! Koniec z odtwarzaniem historii znanej i wyeksploatowanej do bólu. Jak się chce to można coś nowego wymyślić. Dzięki trybowi fabularnemu mamy też okazję sprawdzić większość postaci. Po ukończeniu powinniśmy już wiedzieć kim mniej lub bardziej chcemy grać. Nagrodą za skończenie całej kampanii są też dwie ekstra postacie. Oczywiście możemy je kupić, ale jak ktoś jest cierpliwy to zostanie wynagrodzony. Bijatykę ciężko opisać, więc pokaże swoje poczynania:



Jak widać, żaden ze mnie ekspert, ale zabawa jest przednia. Mimo, że komputer nie jest imponującym przeciwnikiem to same walki, efekty łączenie ciosów są tak dobre, że nie mogę przestać w to grać. Sama nauka i opanowanie ataków jest dość proste. W większości przypadków są podobne do siebie. Mamy tu świetny przykład gry przy której każdy może usiąść i się świetnie bawić. Z drugiej strony dopracowany system, który w rękach eksperta pokaże swój pełny potencjał.

Podsumowując, Dragon Ball FighterZ mimo ciężkiego startu, kombinowania z ekstra płatnościami za wszystko, okazał się dla mnie jedną z najlepszych gier w jakie miałem okazje zagrać w tym roku. Muzyka, mapy i podłożone głosy postaciom to istny majstersztyk. W kategorii bijatyk jest objawieniem i powiewem świeżości, gdzie taki Tekken 7 wynudził mnie na śmierć. Jeżeli masz ekstra kasę od Mikołaja i jesteś fanem Dragon Ball'a to ten tytuł musi koniecznie stać na twoim regale. Jaką wersję wybierzesz to już zależy od ciebie. Osobiście świetnie bawiłem się przy samej podstawce (pożyczonej hehe). No i jest zapowiedziany drugi sezon gdzieś na początku Lutego 2019. Gorąco polecam i wracam do uczenia się nowych ciosów!







Seria gier z kieszonkowymi potworkami zawsze miała specjalne miejsce w moim sercu. Chociaż formuła wydaje się niezmienna od lat, a je...


https://vignette.wikia.nocookie.net/nintendo/images/b/b2/Pok%C3%A9mon_X_%28Logo_-_NA%29.png/revision/latest?cb=20130108215636&path-prefix=en

Seria gier z kieszonkowymi potworkami zawsze miała specjalne miejsce w moim sercu. Chociaż formuła wydaje się niezmienna od lat, a jedyną dużą innowacją jest dodawanie co raz to nowych stworków Pokemony nie tracą na popularności. Ba, mógł bym rzec, że często są czynnikiem wpływającym na zwiększenie sprzedaży danej konsoli. Wiele odsłon mam już za sobą i wyrobiłem jednoznaczną opinię na temat tego uniwersum, ale moją uwagę przykuła ostatnio wyprzedaż Pokemon X i Y. Od dawna chciałem zdobyć tą odsłonę, ale cena nie chciała zbytnio spadać. Dla porównania, takie Pokemon Sun/Moon mimo, że nowsze można już kupić za podobną cenę co wyżej wymienione X/Y. To może świadczyć o dwóch rzeczach - albo gry Nintendo nie tanieją, albo seria X/Y jest dobra i ceniona. Kupiłem, sprawdziłem, a poniżej moja mała opinia.

Pokemon X szósta generacja znanej na całym świecie serii o kieszonkowych potworkach została wydana w 2013 roku - dlaczego nie Y?! Proste, w części z "krzyżykiem" znalazłem bardziej interesujące mnie Pokemony. Gra zaczyna się jak każda inna, tworzenie postaci, nadanie imienia i wio! Standardowo ojca nie ma w domu, nawet nie wiadomo czy żyje. Matka posyła nas w świat, a kolejny profesor za naszymi plecami wysyła miłosne listy do starej. Mamo, żeby tata wiedział co ty odwalasz za jego plecami...

https://www.geek.com/wp-content/uploads/2013/05/pokemon_boxart.jpg

Akcja usytuowana jest w mieście wzorowanym na Paryżu. Mamy tu podrobioną wieżę Eiffla, moda, francuski akcent, pudle (takie pieski) czy kawiarnie. Spokojnie, są też róże peryferia, bagna, góry, jaskinie itd. Fabuła w żaden sposób odkrywcza, drużyna Flara/Iskra chce zrobić coś w rodzaju czystki i pozostać jedynymi na świecie. A-ale ja jestem tylko małą dziewczynką, która chce zbierać odznaki i zdobyć tytuł mistrza. Nic nas to nie obchodzi, w naszym państwie nie ma policji, wojska czegokolwiek więc Ty będziesz naszym psem na posyłki. Jak każą to co poradzisz? Nie oszukujmy się, mimo, że seria jest kategoryzowana jako gra RPG, to mało tutaj z RPG znajdziemy. Niczym odkrywczym i świetnym przykładem jaki to RPG nam dali jest iluzja podejmowania decyzji. Przy złym wyborze NPC zadaje ponownie to samo pytanie, aż do skutku. Na szczęście oprócz bicia oprychów mamy jeszcze cel poboczny, odkrycie czym jest i jak działają MEGA EWOLUCJE (specjalnie dużymi). Dla niewtajemniczonych mega ewolucja to najprościej mówiąc taka tymczasowa ulepszona forma niektórych Pokemonów. Na czas pojedynku nasz potworek zmienia się w kolejną formę - taką, której nie osiągnie w zwykły sposób. To może zmienić jego typ np z ognistego na smok itd. Po walce wszystko wraca do normy. W porównaniu do ruchów Z w Pokemon Sun/Moon mogę stwierdzić, że jest to ciekawsze rozwiązanie. Bardziej efektowne wizualnie i dające nam nowe możliwości taktyczne. Gdzie Z moves są irytującym pokazem dziwacznych gestów postaci, po czym pokemon zabija wszystko jednym uderzeniem - NUDAAA.

https://i.gifer.com/CBwv.gif

Ktoś może zwrócił uwagę, że wyżej napisałem dziewczyna - tak zgadza się, gram postacią żeńską. Dzięki temu mogę ubierać fajne ciuchy, zmieniać fryzury czy nakładać makijaż. No ale po co to wszystko? Już mówię, w niektórych lokacjach nie przepuszczą cie jeżeli wyglądasz źle. Trzeba więc przebierać się czy zmieniać uczesanie - a na dziewczynie zawsze to lepiej wygląda. Jest to również coś z czym wcześniej się nie spotkałem, a jako, że Pokemon Sun jest nowszą grą to widać, że ten system został usunięty. Na początku sądziłem, że będzie to uciążliwe, jednak gdy przybyłem do nowego miasteczka to zaraz po wyleczeniu swoich niewo.. znaczy pokemonów biegłem do sklepu z ciuchami. Oczywiście grę da się ukończyć bez korzystania z takiego dodatku, ale zawsze jest to coś innego. No i dziewczyna wygląda fajniej na wrotkach. Wracając do gry, twórcy dali nam więcej swobody, nie ma tu irytującego samouczka, nikt nie pokazuje nam jak łapać Pokemona, a nasz rywal przynajmniej po walce coś narzeka. W sumie to zapomniałem o istotnej rzeczy - nie jesteśmy sami! Mam na myśli, że tym razem nie podróżujemy ja plus rywal tylko cała ekipa przyjaciół. Jest śmieszny grubasek, który próbuje zebrać zespół tanecznych pokemonów. Mały kujon - nudziarz co chce zapełnić Pokedex (no nikt przed nim na to nie wpadł). Koleżanka, która w sumie nie wiem czego chce (typowe baby) i nasz rywal. Nasi przyjaciele działają na podobnej zasadzie co rywal, pojawiają się od czasu do czasu w kluczowych momentach gry, czasem by z nami walczyć, a innym razem żeby nam pomóc. Bałem się, że będą bandą upierdliwych ludzi gadających o przyjaźni i innych bzdetach. Tylko w połowie miałem rację. Na szczęście nie byli tak męczący jak mi się wydawało (może temu, że nie pojawiali się tak często).

http://nintendo.wikia.com/wiki/Gogoat
Mój ulubiony Pokemon

Sprity Pokemonów zostały zastąpione modelami trójwymiarowymi, a dzięki 3DS wydają się jakby miały zaraz wylecieć z ekranu. Dodatkowo, uruchamiając 3D podczas poruszani się po mapie, wyraźnie widać ekstra głębię obrazu. Twórcy dorzucili również nowy typ pokemona Fairy (Bajkowy po naszemu), który jest zabójcą pokemonów typu smok. Z dodaniem nowego typu, walki można ograć na kompletnie nowy sposób. Wróciły też siłownie ekhem (GYM) w sumie jak miały wrócić, jak ta gra jest starsza od Sun/Moon. Tym razem oprócz zwykłego pobicia popleczników i walki z liderem musimy często przejść jakiś tor przeszkód. Może to być labirynt teleportów, ścianka wspinaczkowa czy coś wzorowanego na kostkę Rubika (nie wytłumaczę tego, to trzeba zobaczyć). Same walki są cięższe, trzeba mieć ekipę dość elastyczną, w której znajdzie się coś na każdego przeciwnika. Często zdarzało się, że NPC miał tak mocnego Pokemona, że moje poki jeden po drugim padały jak muchy. Z podkulonym ogonem i stertą zwłok wracałem do pokecentrum knując moją zemstę. Więc, zwykłe ja cie uderzę mocniej nie zawsze jest najlepszym wyborem.

Podsumowując, Pokemon X to najlepsze Pokemony od czasów Gold/Silver w jakie miałem okazje zagrać. Skąd taka deklaracja? W serii pojawiły się nowe, świeże mechanizmy, fabuła nie była tak przewidywalna jak by się wydawało, a same walki, świat czy napotkani NPC-y byli po prostu fajni. Szybko się wciągnąłem i gdzie myślałem, że to już koniec gry twórcy mnie zaskoczyli ładując sporą zawartość. Również po ukończeniu zabawy mamy przygodę na dodatkowe godziny. Oczywiście uzupełnienie Pokedexu też zajmie sporo czasu. Nie dziwie się, że gra mimo tylu lat od premiery nadal trzyma wysoką cenę - jest po prostu dobra. Wszystkim, którzy zastanawiali się czy brać, mówię tak i polecam z ręką na sercu.




Ostatnio dzięki dobroci Playstation otrzymałem w plusie Yakuza Kiwami. Serię kojarzę, ale nigdy nie miałem czasu, chęci czy ekstra kasy, ...

Ostatnio dzięki dobroci Playstation otrzymałem w plusie Yakuza Kiwami. Serię kojarzę, ale nigdy nie miałem czasu, chęci czy ekstra kasy, aby zakupić sobie jedną z tych gier. Co by nie gadać wyszło tego sporo, chyba siedem odsłon? I jak tutaj zacząć grać w takiego tasiemca - o ile fabuła ma jakąś spójność. Odpowiedź brzmi, nie wiem. Postanowiłem, że uruchomię i sam sprawdzę. Moje pierwsze skojarzenie z serią Yakuza to będzie Shenmue z Dreamcasta - o dziwo w to też nie grałem, ale kolega opowiadał, więc te gry powinny być podobne do siebie. Może ktoś mi na końcu powie czy miałem rację. Wrzuciłem grę do pobierania i czekałem, dzięki bogu mam długi kabel od internetu, wiec nie musiałem siedzieć godzinami patrząc się na progres tylko dobre 15 minut. Gdy konsola dała mi znać, że już pobrano wcisnąłem X, a z tyłu głowy miałem jedną myśl - jak lipa to zaraz wyłączam. Opening napakowany różnymi scenami akcji, przewijające się postacie ogólnie nie mam pojęcia co się dzieje, ale dobra muzyka nadrabia. Szybki wybór trudności (jasne, że normalny) i zaczynamy. Granie granie, dużo cutscenek i stop! Gra się przerywa i zaczyna mi pobierać zawartość. Hue? Co tu jest grane, przecież pobrało wcześniej to czemu teraz ciągnie coś dalej. Najgorsze, że wyglądało to tak: 5-10 sekundowy przerywnik i 5 minut pobierania, potem znowu 5-10 sekundowy przerywnik i kolejne pobieranie. Całość trwała dobre 15 minut, a ja coraz bardziej się irytowałem. Cholera, ile można ściągać zawartość, na dodatek nie w tle tylko przerywają mi grę, a w zamian oferują jakieś sekundowe filmiki. W swoim dzienniczku zanotowałem, aby obniżyć ocenę gry o jedno oczko. Mimo tego nie poddałem się bo fabuła z każdą chwilą robiła się co raz ciekawsza. Z racji tego, że akcja dzieje się w Japonii - język domyślny w grze jest Japoński plus angielskie napisy. Szczerze, to nawet nie sprawdziłem czy jest opcja zmiany języka lub napisów. Taka gra powinna być ogrywana w  oryginalnej formie, coś jak seria Metro i ruski.

Fabuła - spokojnie, spoilerów raczej nie będzie, chyba, że sam początek gry uważacie za spoiler.

Główny wątek gry śledzi losy Kazumy Kiryu, jednego z członków Yakuzy. Kiryu razem ze swym lojalnymi kompanem kolekcjonuję wymagane fundusze w celu uzyskania awansu w rangach organizacji. W tej chwili jest tylko porucznikiem, jednak otrzymał zielone światło od swych przełożonych na to, aby awansować do roli patriarchy. Pierwsze zadanie jest proste, zebrać dług od jakiegoś kolesia, który mocno się zadłużył i nie chce oddać kasy. Po wszystkim (spuszczamy bęcki) jestem umówiony w moim ulubionym barze gdzie czeka na mnie mój przyjaciel Akira Nishikyama. Będzie tam pewna dziewczyna - od razu zrozumiałem, że jest ona bliska Kiryu, ale także i Akirze. Yumi, bo o niej mowa, jest hostessą w klubie Serena. Takie osoby pełnią rolę kompana, mają dotrzymywać towarzystwa osobom, które przyszły same itd (ale bez podtekstów seksualnych, niech tam nikogo fantazja nie ponosi!). Ogólnie, cała trójka zna się jeszcze z czasów dzieciństwa, razem wychowywali się w sierocińcu i jakoś do tej pory ta wieź między nimi jest mocna. Maszerując do wyznaczonego punktu na mapie napotykam na swej drodze dziwnego kolesia z przepaską na oku. Goro Majima, z tego co zrozumiałem jest on kapitanem w klanie Majima. Kiryu zwraca się do niego z końcówką "sama" czyli z szacunkiem i uważa go za kogoś wyżej od siebie. Po rozmowie i zachowaniu dało się zauważyć, że Majima jest trochę nienormalny, bez zastanowienia potrafił mocno poturbować jednego ze swoich popleczników, a także machać mi nożem przed oczami. Wszystko tylko po to, aby mnie sprowokować i dać pretekst do walki. Jest w pełni świadomy mych umiejętności  i na myśl o pojedynku ze mną jest podekscytowany jak dziecko czekające na gwiazdkowe prezenty. Na moje szczęście (koleś naprawdę jest straszny), do walki nie doszło ponieważ Kiryu sam stwierdził, że nie ma powodu by krzyżować pięści z Majima-sama. Rozczarowany jednooki dziwak odchodzi w swoją stronę jedynie krzycząc, że znajdzie jakiś sposób, aby dać mi pretekst na walkę z nim. Po tej całej scenie mogę spotkać się z przyjaciółmi i spędzić miły wieczór. Następnego dnia wszystko się zmienia, mój mentor wzywa mnie do swego biura na pogaduchy. W tym samym czasie otrzymuje telefon, że boss wszystkich naszych rodzin (to może wydawać się zawiłe, ale spokojnie, jak chwilę się pogra to mniej lub bardziej zrozumie jak działa hierarchia w yakuzie) porwał Yumi, co gorsze Nishikyama poleciał z odsieczą. Nasz przyjaciel potrafi być narwany, a w takiej sytuacji nie warto go zostawiać samego. Ruszam więc za nimi do biura bossa, lecz jestem zbyt późno. Na ziemi leży martwy lider naszego klanu, a przed nim stoi sparaliżowany Akira. W kącie widzę nieprzytomną Yumi, którą próbuję ocucić, lecz bezskutecznie.  

- Akira ocknij się, co Ty narobiłeś! 
- To był wypadek, on chciał zrobić Yumi krzywdę, a ja nie wytrzymałem. 
- Czy ty wiesz jakie są konsekwencje za coś takiego? Zabierają stąd Yumi, zaraz tu będą gliny!
- Kiryu, a co z Tobą, nie możesz tak, przecież to moja wina.
- Słuchaj mnie Nishikyama, masz chorą siostrę, która Cie potrzebuję, a dodatkowo musisz chronić Yumi, ja sobie dam radę więc biegnijcie.

Drzwi się zamykają, a Kiryu bierze pistolet do ręki. Chwilę później zjawia się policja i jest już po wszystkim. Przesłuchanie na komisariacie, detektyw Date nie wierzy w moje zeznania, ale nie może nic zrobić - biorę wszystko na siebie. Bez gadania idę do więzienia, tam już na mnie czekają ludzie wynajęci do pozbycia się zdrajcy, który morduje swego szefa. Fabuła przeskakuję do przodu o 10 lat, zostaje zwolniony warunkowo za dobre sprawowanie i wracam na stare śmieci. Niestety, dobre sprawowanie oznaczało brak bójek i innych szemranych rzeczy, które negatywnie wpłynęły na moje umiejętności walki wręcz i zmysł wojownika - prosto mówiąc, wszystkie statystyki poleciały w dół i trzeba będzie zrobić je od nowa. I tak naprawdę od teraz zaczyna się prawdziwa gra.
https://preview.redd.it/g2c0rcc997411.jpg?width=1024&auto=webp&s=43b59d8dd625909632e6495a2498140ccd75ce48
Kazuma Kiryu
Nie wiem jak w innych Yakuzach, ale w Kiwami kierujemy właśnie tym kolesiem. Kazuma Kiryu, zwany również jako The Dragon of Dojima. Nie codziennie ktoś otrzymuje taki przydomek i zaufajcie mi ten gość zasługuje na niego w stu procentach. Facet, który ponad wszystko ceni swój honor i lojalność wobec swych szefów, a oni widzą w nim kogoś więcej niż tylko chłopca na posyłki. Jako porucznik w domu Kazama, Kiryu jest naprawdę szanowaną osobą, nie tylko przez ludzi na niższym szczeblu, ale także osoby wyżej rangą jak i członków innych klanów. Pierwsze skojarzenie- Kazuya Mishima (seria Tekken), postura, charakter no i ten głos idealnie pasujący do tej postaci. Taki wielki zimny kawał żelaza. Jednak pod powierzchnią tej maszyny do zabijania kryje się znacznie więcej niż tylko zahartowane ciało gotowe na pojedynek w każdej chwili.
Akira Nishikyama
Z głównego wątku szybko wywnioskowałem, że jest to najbliższy przyjaciel Kiryu, z którym wychowywał się od młodości. Taki trochę młodszy brat, który szedł w nasze ślady, zawsze mógł na nas liczyć, ale sam też był pomocny. Niestety, w oczach organizacji nie jest traktowany zbyt poważnie, ale ze względu na bliską relację z Kazumą, nikt go nie zaczepia. Taki trochę fleja bym powiedział.
Yumi Sawamura
Przyjaciółka z dzieciństwa wyżej wymienionych chłopaków, cała trójką pochodzi z tego samego sierocińca - typowe u Japończyków, brak rodziców, a ojca to nikt tam nie ma (jak oni się rozmnażają?). Postać dość enigmatyczna, czy jest tylko koleżanką czy może kimś więcej?
Goro Majima
O tym człowieku mogę rozmawiać godzinami, Goro Majima, kapitan klanu Majima, mentor, rywal i prowokator, który próbuje zmusić Kiryu do poważnej walki. Facet na każdym kroku chce mi uprzykrzyć życie i w najmniej oczekiwanym momencie pojawia się znikąd. Każde spotkanie z nim oznacza walkę - wszystko w imię samorozwoju. Wieczorny spacerek po mieście, "halo halo Kiryu-chan tu oficer Majima (przebrany za policjanta) przybywam na wyrywkową kontrolę. Sprawdzę tylko czy posiadasz przy sobie aaa co to jest! Oj Kiryu, nielegalna kontrabanda będę musiał się tobą zająć". Ten gość nie daje mi spokoju, jest po prostu wszędzie. Oglądam sobie prasę w sklepie, a po drugiej stronie okna gapi się na mnie Majima. Idę do restauracji coś zjeść, a z kosza na śmieci wyskakuję on. Choć sposoby w jakie Majima próbuje mnie zaskoczyć  potrafią być naprawdę przezabawne, to nie dajcie się zwieść. Koleś jest jak Joker z Batmana, nieobliczalny świr, który nie zawaha się nas zatłuc jeżeli nadarzy mu się okazja. Za każdym razem gdy go pokonałem stawał się co raz silniejszy, ale  nie ma co się bać, ja też na tym zyskuję, więc nagroda jest tego warta.

Zadania poboczne
A teraz coś o niezobowiązujących rzeczach, na mapie o ile jesteśmy blisko lub posiadamy specjalny przedmiot przy sobie, pojawia się znaczniki "!" - najprościej mówiąc, są to dodatkowe misje. Pierwszy raz natknąłem się na takie zadanie przypadkiem mijając kobietę, która zaczęła krzyczeć, że ją obmacałem po tyłku. Zaraz przybył biały rycerzyk na koniu i na nic były moje tłumaczenia, że kobieta oszukuję (ah te baby) moja wina i mam zapłacić. Hola hola, coś tu śmierdzi, na szczęście w dialogu jest opcja odmowy, którą wybrałem po czym mogłem rozprawić się z tym całym obrońcą tej pani. Po wszystkim zaskoczona kobieta zaoferowała mi współpracę, że zarobimy fortunę na tym przekręcie itd. Na szczęście Kiryu tak nisko nie upadł, dał opierdziel kobiecie, a ona obrażona obróciła się na pięcie i odeszła. Od tamtej pory jak szalony zacząłem wykonywać wszelkie poboczne zadania, a mój główny wątek zastygł w miejscu na wiele godzin, a może i dni? Dodatkowe misje mimo, że w większości są proste i schematyczne można szybko rozwiązać, ale nagroda jest warta całego zachodu. Miło też patrzeć jak po wykonanym queście Kiryu w swoich myślach wyciąga wnioski i dzieli się z nami swoimi przemyśleniami. Zdarzyło mi się poznać naprawdę fajnych ludzi, ich historie chwytające za serce czy zabawne scenki nadające grze trochę więcej autentyczności. Wciąż, większość ludzi chciała mnie po prostu oszukać, okraść czy pobić. Bardzo miłe miasto...


Dodatkowa zawartość
Poza głównym wątkiem i zadaniami pobocznymi są też inne dodatkowe aktywności. Za samo stołowanie się w różnych restauracjach czy podróżowanie taksówką dostajemy specjalne punkty, które możemy wydać na unikatowe przedmioty. Jednak jedzeniem człowiek nie żyje, dla szukających mocniejszych wrażeń po całym mieście rozsiane są znajdźki - klucze do schowków czy specjalne karty do grania. Dla tych co preferują rozrywki dla starszych, są klubu ze striptizem, kabarety w których możemy spędzić cały wieczór na randkowaniu, a także inne knajpy z bilardem, kręglami, rzutkami czy karaoke. Osobom, które szukają coś nietypowego polecił bym Pocket Circuit Racer lub salon gier SEGA. Na samych kieszonkowych wyścigach spędziłem już dobre 4-5 godzin. Modyfikowanie autka, aby dostosować go do danego wyścigi i zmieścić się w budżecie daje sporo frajdy, jednak to uczucie gdy przekroczy się metę jako pierwszy, ahh nie do opisania.


Sam salon z automatami SEGI (ich gra to mogą pakować co chcą nie?) oprócz mini automatu z pluszakami posiada dużą grę o nazwie MesuKing. Na początku nie wiedziałem o co chodzi, ot jakieś karty z owadami, tyle, że zamiast insekta na karcie widnieję rysunek ładnej pani przebranej za jednego z nich. Co z tym robimy, no jak to co walczymy! Wybieramy swoje karty, przeciwnik swoje i cała akcja dzieje się na automacie do gier, pierwsze skojarzenie jakiś Dead or Alive (chyba ze względu na te skąpe stroje). Zasady gry łatwo poznać, jest nawet dedykowane zadanie poboczne i cała liga! Niestety, mam jeszcze zbyt mało kart z dupeczka... znaczy owadami, więc nie mogę od tak wyzwać kolejne osoby na pojedynek. Oi Kiryu-chaaaan! eh Majima-sama jest w salonie...



Walka, rozwój postaci, przedmioty, świat sterowanie

Yakuza walką stoi, i to dosłownie. Spacerując po ulicy co chwilę zaczepi nas jakiś gang podlotków, którzy myślą, że dadzą radę pobić i okraść kolesia w szarym garniturze. No nie na mojej zmianie! System walki w Yakuzie składa się z czterech stylów:

Brawler: Skupia się na mocnych ciosach i szybkich atakach, określił bym go  jako ten zbalansowany. Nie ukrywam, że większość gry, a raczej skopanych tyłków załatwiłem przy użyciu niego.


Rush: Tak jak się czyta, Rush skupia sie na szybkości oraz unikaniu ciosów przeciwnika. W tym trybie nie możemy trzymać gardy, więc szybkie nóżki to nasz główny atut. Bardzo widowiskowy i efektowny styl, który wiele razy uratował mi skórę.


Beast: Najwolniejszy, ale zarazem najsilniejszy styl gdzie Kiryu niczym prawdziwa bestia może bić wielu kolesi na raz, podnosić ciężkie przedmioty ( rzucać i walić po głowach). Tutaj chodzi tylko o siłę ciosu i przebicie się przez gardę oprycha. Bardzo widowiskowa jest garda, gdzie Kiryu przybiera specyficzną pozę i niczym mur może dać się obijać bez ponoszenia znacznych obrażeń.


Dragon: To dzięki temu stylowi Kiryu otrzymał swój przydomek smoka, jest to najprościej mówiąc ulepszony Brawler, gdzie ciosy są wciąż szybkie, jednak bardziej precyzyjne i mocniejsze. Czasem wystarczy jedno skuteczne uderzenie, aby położyć kogoś na łopatki.


System walki z początku wydaje się bardzo okrojony, ot wciskać 2-3 guziki w różnej kolejności. Grę na łatwym poziomie może dało by się tak ukończyć. W trybie normalnym z początku czułem się swobodnie, do czasu, aż przeciwnicy zaczęli lepiej się bronić i atakować. Wtedy zrozumiałem, że samo klepanie sprawdzonych kombinacji już nie działa i trzeba wyprowadzać lepsze i bardziej skomplikowane techniki unieszkodliwiające oprycha. Bardzo ważnym aspektem jest także wykorzystanie naszego otoczenia, podnoszenie różnych przedmiotów (możemy też wyjąć jakiś nóż lub kij no bo kto nam zabroni?) za pomocą których możemy walczyć, lub inne ściany czy słupy, na których dobijemy wroga. Przebieg walki zależy od ilości przeciwników. Wystarczy wtedy wybrać tryb bestii złapać jednego łotra i cisnąc nim w resztę ekipy, problem sam się rozwiązuje.


Co do rozwoju postaci, mamy 4 drzewka, które ulepszamy poprzez zdobywane doświadczenie.  (Brzmi logiczne nie?) Wykonywanie pobocznych zadań, klepanie ulicznych zbirów. Możliwości na szybki exp jest sporo. Trzy podstawowe style możemy doskonalić w ten sposób, tak samo jest z pasywnymi umiejętności czy paskiem życia. Tylko technika smoka posiada swój oddzielny pasek na rozwój wymagający od nas czegoś innego niż punkty doświadczenia.

Podsumowanie

Pisząc ten tekst, minęło już kilka dni od ukończenia Yakuzy. Ochłonąłem i patrząc na trzeźwo mogę powiedzieć jedno - było warto. Jeżeli szukasz czegoś innego to Yakuza Kiwami jest dla Ciebie. Świetnie napisana fabuła, od której Japoński klimat bije na kilometr. Klasyczny scenariusz z wieloma zwrotami akcji to siła napędowa tej gry. Wyjątkowy system walki stworzony na potrzeby serii daje tyle satysfakcji, że nawet po trzydziestu godzinach grania, nadal nie przeszkadzało mi, że na ulicy ktoś mnie znowu zaczepił. Wisienką na torcie jest muzyka, która też została dobrana z głową i we właściwym momencie otrzymujemy utwór adekwatny do danej sytuacji. Nie ma nic lepszego niż obijanie gęby kolesiom w rytm dobrego kawałka. Trzeba jednak uważać bo gra jest naprawdę brutalna, Kiryu bez namysłu rozkwasi komuś twarz na betonie lub kopnie leżącego w głowę. Nie oszukujmy się, to jest Yakuza, a oni nie pieprzą się w takich rzeczach. Oprawa wizualna jest po prostu dobra, nie doświadczyłem żadnych błędów, a do samych animacji szybko się przyzwyczaiłem. Wiadomo, są piękniejsze gry, ale Yakuza Kiwami wyróżnia się swoim stylem co widać na pierwszy rzut oka, chociaż to może niektórych odrzucić. Podsumowując, Yakuza Kiwami? Tak! Gra potrafi w odpowiednim momencie rozbawić do łez, a sekundę później atmosfera staje się śmiertelnie poważna.  Do samej postaci Kiryu bardzo mocno się przywiązałem i momentami utożsamić się z nim. Ten tytuł zaszczepił we mnie ciekawość i chęć do sprawdzenia kolejnych części tej szalonej serii - polecam.