Druga odsłona powinna właściwie nazywać się "wrażeniami z użytkowania akcesoriów" jako, że tym razem chciałem podzielić się z Wami...

Druga odsłona powinna właściwie nazywać się "wrażeniami z użytkowania akcesoriów" jako, że tym razem chciałem podzielić się z Wami opiniami na temat peryferiów do PlayStation 4. Jak sprawuje się DualShock 4? Co jeszcze warto dokupić ze sprzętu dedykowanego konsoli Sony? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w poniższym tekście.


DualShock 4 

Moje dość wysokie oczekiwania wobec nowego kontrolera były uzasadnione. Nie ma się co dziwić, w końcu jest to rzecz z której korzystamy najczęściej i obok konsoli jest ona najbardziej eksploatowana. W końcu po wielu wielu latach Sony zdecydowało się na bardziej radykalne zmiany niż tylko czystą kosmetykę. Obiecywano wyższą ergonomię, ciekawe zastosowania wbudowanego głośniczka, panel dotykowy i wiele innych. Jak wyszło w praktyce?


DualShock 4 jest wygodny i nie ma co do tego wątpliwości. Pad jest wyraźnie cięższy i leży w dłoni znacznie lepiej niż jego poprzednik. W końcu przy graniu np. w wyścigi palec nie zsuwa się ze spustów. Także nowe analogi są bardzo precyzyjne co z kolei ułatwia życie w strzelankach. Układ przycisków jest niemal bliźniaczo podobny do tego jaki mieliśmy w DualShocku 3, także przesiadka na nowszy sprzęt nie wymaga wielu godzin treningu. Dobre wrażenie robi Touchpad, chociaż z drugiej strony szkoda że nie wszyscy producenci decudują się zaimplementować do swoich tytułów jego obsługę. Wierzę, że zarządzanie dronem w Killzone: Shadow Fall choć jest niezłe to nie jest szczytem możliwości tego dotykowego panelu. Jestem niezmiernie ciekaw jak ten patent wykorzysta Blizzard w swoim Diablo III. Przyjemne dla ucha są dźwięki wypluwane przez głośniczek Dual Shocka 4. Choć początkowo nie byłem pewien do czego ma to służyć to teraz z całym szacunkiem stwierdzam, że ten mały detal zdecydowanie lepiej pozwala się wczuć w atmosferę danego tytułu.


Jak widać większą część obietnic udało się zrealizować, niestety gdzieś po drodze Sony zawaliło kilka rzeczy. Po pierwsze bateria DualShocka 4 trzyma naprawdę krótko. Mimo, że nie gram ostatnio zbyt dużo to kiedy już przysiądę do konsoli nie mogę się oprzeć wrażeniu że pada muszę ładować praktycznie podczas każdej sesji. 4-5 godzin to stanowczo za mało chociażby w porównaniu do padów konsol poprzedniej generacji. Na kontrolerach od Xboxa 360 czy Dual Shocku 3 można było pograć dwa razy dłużej bez potrzeby podpinania ich do źródła zasilania. Druga rzecz to tandetnej jakości guma, którą obłożone są analogi. Trudno uwierzyć, że w padzie za 250 złotych po miesiącu użytkowania gałki wyglądają jakby ktoś dłubał w nich paznokciami.  


Zdarzają się też problemy z zacinającymi się przyciskami L1 i R1, jednak w większości przypadków daje się to naprawić w warunkach domowych. Oczywiście można i nawet trzeba takiego pada reklamować. Sony rzekomo nie robi problemów z wymianą. Jestem tylko ciekaw jak kalkulują się pozorne oszczędności w stosunku do obecnych kosztów ponoszonych przez firmę z tytułu gwarancji. Nie mówiąc już cennym czasie konsumentów. Wspomnę jeszcze o braku możliwości wyłączenia diody odbijającej się w telewizorze czy niewygodnym umiejscowieniu przycisku "Share", którego nie sposób nacisnąć bez rozpraszania uwagi. Tym sposobem kilka prób zrobienia dobrego zrzutu z ekranu gry skończyło się dla mojego bohatera tragicznie. 

Stacja ładująca do DualShocka 4


Jeśli nie chcemy za każdym razem podpinać pada do konsoli w celu ładowania możemy dokupić dedykowaną stację dokującą Sony. Kontrolery kładziemy wtedy na specjalnych widełkach wpinanych do portu znajdującego się obok wyjścia słuchawkowego. Bardzo użyteczne urządzenie, szkoda tylko że jednocześnie uszczupli nasz portfel o 150 złotych.

Podstawka do PlayStation 4


Na przekór malkontentom miałem ambitne plany wobec tej podstawki. Konsolka postawiona pionowo, wspaniale prezentująca się w salonie... czyż nie brzmi pięknie? Pomyślałem że skoro Sony życzy sobie za tę podstawkę około 100 złotych to na pewno jest solidna. Niestety moje PlayStation 4 w ogóle nie chciało się trzymać tego plastiku. Nawet po kilku próbach przekręcenia kółeczka mocującego od spodu widać było wyraźne luzy między konsolą, a tym pseudo piedestałem. Poprawa stabilności? Nie stwierdzono... Być może trafiłem na jakiś wadliwy egzemplarz, ale tego nie chciałem już ponownie sprawdzać. Zwróciłem podstawkę do sklepu.

Słuchawki Wireless Stereo Headset 2.0


Nowe, bezprzewodowe słuchawki Sony pojawią się w sklepach około 10 lutego. Zaoferują dźwięk 7.1 i kompatybilność przede wszystkim z PS4, a także z PS3, PS Vita i komputerami. Cena? Mniej więcej 90 euro. Ciężko powiedzieć czy warto je kupić, bo mamy także kilka alternatywnych rozwiązań. Od wczoraj dzięki łatce 1.60 możemy nareszcie korzystać z headsetów od PS3 również na PlayStation 4. Ponadto w DualShocku 4 mamy przecież port pozwalający podłączyć praktycznie każde słuchawki na kablu. 

Na tym kończymy część drugą, która wyszła nieco dłuższa niż planowałem. Jak słusznie zauważyliście zabrakło kamerki dla której jednak poświęcę oddzielny wpis... naturalnie jak tylko wydobędę ją z czeluści kartonowego pudełka i gruntownie przetestuję. Przyda się także małe podsumowanie. Do przeczytania wkrótce w części 3!

Ponad tydzień temu otrzymałem maila od Blizzarda dającego dostęp do zamkniętej bety Hearthstone . Zaledwie kilka dni później wrota do karci...

Ponad tydzień temu otrzymałem maila od Blizzarda dającego dostęp do zamkniętej bety Hearthstone. Zaledwie kilka dni później wrota do karcianki stanęły otworem dla wszystkich chętnych graczy. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji jej sprawdzić - gorąco zachęcam. Ja rozegrałem już kilkaset wirtualnych pojedynków i... ciągle nie mam dość! Zaznaczam, że wcześniej nie miałem zbyt wiele do czynienia z tego typu grami, a tradycyjne karty to przecież zupełnie inna bajka. 

Jaina, Uther, Thrall i spółka...

Do wyboru mamy 9 herosów, a każdy z nich posiada specjalny zestaw umiejętności i sojuszników których może używać tylko dana klasa. Oczywiście jest też całe mnóstwo kart neutralnych, które jeśli tylko chcemy możemy włączyć do talii. 


Cała partię rozgrywamy w systemie turowym, a celem jest wyeliminowanie wrogiego bohatera posiadającego 30 punktów życia. Na obecnym etapie bety możemy wybierać spośród trzech trybów rozgrywki; pojedynku, treningu i areny. Pierwszy z nich pozwala zmierzyć się z innymi graczami w formie drabinki rankingowej lub tylko dla rozrywki. Trening to coś w rodzaju samouczka, gdzie uczymy się podstaw, zbieramy podstawowe karty a naszym przeciwnikiem jest komputer. Arena to natomiast wyzwanie dla doświadczonych graczy, gdzie za ciężko zarobione 150 sztuk złota możemy wystawić jednego z trzech bohaterów których wylosuje nam gra, bez przygotowanej wcześniej talii. Ciekawostką jest, że w tym trybie mogą trafić się nam karty, których jeszcze nie odblokowaliśmy.


Sama gra jest bajecznie kolorowa, a paleta barw przypomina mi świat World of Warcraft. Dla części graczy będzie to zaletą, a dla pozostałych Hearthstone okaże się jednak zbyt cukierkowy. System wartościowania jest anologiczny jak w przedmiotach zawartych w mmo Blizzarda. Mamy podział na karty podstawowe i eksperckie; zwykłe, rzadkie, epickie, legendarne, a także ich złote wersje. Warto zwrócić uwagę z jaką dbałością o detale zostały one przeniesione na komputerowy ekran. Same odgłosy walki i towarzyszące im animacje robią naprawdę dobre wrażenie mimo, że mamy do czynienia z tytułem free-to-play.


Gra jest jeszcze w fazie otwartej bety i w związku z tym nie jest wolna od błędów. Od czasu do czasu zdarzają się graficzne anomalie, nakładające się na siebie karty czy problemy z połączeniem. Bez wątpienia przydałoby się większe urozmaicenie miejscówek do walki i ciekawsza muzyka w samej grze. Wszystko to jednak można twórcom wybaczyć, bo frajda z grania jaką daje ta karcianka już na tym etapie jest ogromna.

Pay to win?


Hearthstone jest tytułem darmowym, więc Blizzard liczy na zarobki z pakietów kart kupowanych za prawdziwe pieniądze czy też płatnych wejściówek na arenę. Na szczęście nie stanowi to przeszkody dla graczy, którzy nie chcą sięgać do portfela, a po prostu dobrze się bawić. Złoto potrzebne na zakup kolejnych zestawów z kartami możemy otrzymać za wygrane pojedynki, a także wykonując codzienne zadania.


A jeśli już któryś raz z kolei dostajemy baty? Nie warto się poddawać. Ważne, aby nie kopiować bezmyślnie zestawów kart opublikowanych na różnorakich stronach. Internet jest za to świetną bazą wiedzy o grze, a także miejscem gdzie możemy podpatrzeć ciekawe zagrywki topowych graczy. Grunt to eksperymentowanie z talią, bo każda kolejna walka daje nam wiedzę i doświadczenie. Tylko ucząc się na własnych błędach możemy tworzyć kolejne taktyki i odkrywać nowe kombinacje kart. 

"Niech rozpoczną się łowy!"


Co mnie urzekło w Hearthstone? Przede wszystkim z każdej strony zalewa nas niesamowity, Warcraftowy klimat. Przykładowo przygrywające w momencie losowania motywy znane z kultowych już Blizzardowskich strategii, znajomi bohaterowie czy dobrze znane umiejętności oraz czary. Bardzo miłe są też nawiązania do naszych rodzimych powiedzonek czy znanych postaci. Oprócz wylosowania godnego przeciwnika możecie trafić na Bukę, Prezesa Klubu "Tęcza", Janka Muzykanta czy Franka Kimono ;) Również nasz polski dubbing został potraktowany z należytą dbałością; głosy postaci i zabawne teksty rzucane przez stwory doskonale pasują do świata Hearthstone. Po tych akcentach widać, że Blizzard traktuje poważnie polski rynek i graczy co bardzo mnie cieszy. 

Mam nadzieję, że udało mi się Was zachęcić do wypróbowania Hearthstone'a. Jeśli jesteście fanami gier Blizzarda naprawdę warto dać temu tytułowi szansę. Na pewno jeszcze coś skrobnę w temacie tej niesamowicie grywalnej karcianki, jak tylko gra wyjdzie z fazy bety.

Pierwszy wpis na blogu w 2014 roku warto zacząć od konkretów ;) W związku z tym, że nowa konsola Sony gości pod moim dachem już grubo ponad...

Pierwszy wpis na blogu w 2014 roku warto zacząć od konkretów ;) W związku z tym, że nowa konsola Sony gości pod moim dachem już grubo ponad miesiąc zebrałem się w końcu, aby napisać dla Was kilka słów na jej temat. Jest to nadal deficytowy towar, dość rzadko widywany w sklepach warto więc sobie zadać pytanie o co te całe zamieszanie? Czy PlayStation 4 jest faktycznie tak dobre jak zapowiadano?

Wygląd

Sony kupiło mnie w zasadzie już po prezentacji na targach E3 i trzeba przyznać, że przy bliższym kontakcie sprzęt jeszcze bardziej zyskuje. Po wyjęciu z pudełka mamy do czynienia z minimalistyczną, kanciastą bryłą przywodzącą na myśl stare dobre czasy PS2. Nowa konsola jest wykonana z dobrej jakości plastiku, a kawałek pokryty powłoką "piano black" oraz pulsująca dioda to dodatkowe smaczki dodające jej nowoczesnego wyglądu. Warto już od początku zadbać o błyszczący fragment i nie układać na nim przypadkowych przedmiotów, bo jest on dość podatny na zarysowania. Muszę powiedzieć, że konsola prezentuje się znakomicie bez względu na to czy ją położymy na płasko czy też ustawimy pionowo.


Rozmieszczenie portów jest praktycznie takie samo jak pisałem w sierpniowej notce. Podajnik płyt działa bez zarzutu i jest miłym urozmaiceniem w stosunku do standardowych tacek napędów Blu-ray. Warto podkreślić, że porty USB są osadzone dość głęboko i nie każdy pendrive o nietypowym kształcie zmieści między szczeliny obudowy konsoli. W kwestii przycisków Sony znowu powróciło do obsługi dotykowej co w erze wszędobylskich smartfonów i tabletów uważam za dobre posunięcie. PlayStation 4 podczas pracy nie jest szczególnie głośne, chociaż jest to kwestia indywidualnej wrażliwości na szum wydobywający się z czarnego pudełka. Dla mnie osobiście gdy już odpalę grę wentylatory nie przeszkadzają. Konsola w miarę upływu czasu oczywiście nagrzewa się, ale jest to jak najbardziej akceptowalny poziom. Oczywiście o ile zapewnicie jej jakikolwiek dostęp powietrza i nie zamkniecie w ciasnej, plastikowej komorze jak miało to miejsce na niektórych filmikach z Youtube'a.

Interfejs


Menu PlayStation 4 jest dość intuicyjne, ale jeśli mam być szczery to dla mnie bardziej czytelny był interfejs poprzedniczki. Wplecenie większej ilości animowanych ikonek zdecydowanie dodaje świeżości i dynamiki, natomiast nie ukrywam że łatwiej korzystało mi się z dawnej, praktycznie w całości rozwijalnej listy opcji. Sklep PlayStation jest teraz bardziej wyeksponowany, bo jego logo prezentuje się już jako pierwsza z ikonek. Konto PSN na każdym kroku zachęca do integracji z facebookiem czy twitterem. Gry w które graliśmy układają się w rządku obrazków, niestety póki co bez żadnego, sensownego podziału. Może poza tym, że ostatnio uruchamiany tytuł przechodzi automatycznie na sam początek listy. Zarówno sklep jak i całe menu działa zauważalnie szybciej niż na PS3, ale nie jest to jeszcze płynność jaką znamy np. z produktów Apple. 


Funkcje

Oprócz lwiej części rozwiązań jakie oferowała nam poprzedniczka PlayStation 4 mamy tu możliwość robienia screenów z gier i nagrywania naszej rozrywki. I byłby to bezdyskusyjnie świetny patent, gdyby nie fakt że zgrany materiał tak trudno w normalny sposób wyeksportować. Póki co możemy to zrobić jedynie za pomocą publikacji z użyciem facebooka i twittera, a także streamowania na żywo. A co jeśli chcielibyśmy po prostu przenieść pliki na pendrive'a i obejrzeć na komputerze? Nic z tego... Funkcje społecznościowe ponad wszystko, czy nam się to podoba czy nie. Nagrane filmy nie są co prawda dokładnie takiej samej jakości jak oryginalny obraz, ale wyglądają całkiem nieźle. Można bez obaw pochwalić się naszymi najlepszymi akcjami przed znajomymi.


Kolejną ciekawostką jest aplikacja PlayStation app na smartfony i tablety dzięki której możemy zarządzać zdalnie pobieranymi grami, podglądać co robią znajomi na swoich konsolach, a także używać klawiatury ekranowej. Jest to bardzo dobre rozwiązanie kiedy akurat nie mamy pod ręką słuchawek, a chcemy się w miarę szybko porozumieć za pomocą czata.


Niestety nie miałem okazji przetestować własnoręcznie gry zdalnej z udziałem PS Vity, ale z zaufanego źródła wiem że to rozwiązanie działa i sprawdza się bardzo dobrze. Jeśli akurat musicie zwolnić telewizor dla jakichś "wyższych celów" niż gry video możecie z powodzeniem kontynuować rozgrywkę na przenośnej konsolce Sony. Obraz nie jest w żaden sposób opóźniony i gramy w czasie rzeczywistym, tyle że na mniejszym ekranie.

Ponadto możemy przeglądać internet, a także oglądać filmy na DVD czy Blu-ray. Dziwnym posunięciem jest brak obsługi płyt CD i tak spopularyzowanego formatu jak MP3, ale ostatecznie Sony reklamuje PS4 jako konsolę do gier, a nie jako domowe centrum rozrywki.

Gry


To przecież główny powód dla którego kupujemy PlayStation 4. A jak prezentuje się grafika na nowej konsoli Sony? W dużej mierze zależy to od tytułów w jakie się zaopatrzymy. Widziałem dotychczas kilka gier; niektóre wyglądają przeciętnie tj. Knack, część uderzająco podobnie jak na konsolach poprzedniej generacji tj. Assassin's Creed 4: Black Flag, a jeszcze inne robią bardzo pozytywne wrażenie tj. Battlefield 4 czy Need for Speed: Rivals. Tak naprawdę wszystko jeszcze przed nami. Jeśli chodzi o kwestie techniczne to instalacja gier przebiega praktycznie bezinwazyjnie - rozgrywkę dla pojedynczego gracza możemy zacząć błyskawicznie. W końcu możemy także przerwać grę w ciągu sekundy, poszperać w menu i równie szybko powrócić do rozgrywki. Cieszyliście się, że PlayStation 4 w odróżnieniu od poprzedników ma tak duży dysk? Ja też zanim zobaczyłem, że zainstalowany tytuł zajmuje przeciętnie około 40 gigabajtów. Oznacza to, że w pamięci konsoli zmieścimy  instalki zaledwie 10 tytułów, a później czekają nas porządki lub wymiana dysku na większy.


Tak jak każdy sprzęt elektroniczny także i PlayStation 4 ma swoje wady i zalety, których nie sposób streścić w formie jednego wpisu. Drugą część poświęcę głównie akcesoriom dedykowanym dla nowej konsoli Sony, a także pokuszę się o małe podsumowanie. Jeśli macie jakieś pytania, albo własne doświadczenia z PS4 to serdecznie zapraszam do podzielenia się nimi w komentarzach.

Knack to jedna z dwóch gier wypuszczonych przez Sony na premierę konsoli PlayStation 4 . Ciekawa historia, oryginalna postać robota przyci...

Knack to jedna z dwóch gier wypuszczonych przez Sony na premierę konsoli PlayStation 4. Ciekawa historia, oryginalna postać robota przyciągającego różnorodne odłamki, next-genowa grafika oraz tryb kooperacji? To nie mogło się nie udać! I zgadza się jakoś to wyszło, ale nie można oprzeć się wrażeniu że Japan Studio nie wykorzystało w pełni potencjału jaki drzemał w tym tytule.

  

Relikty przeszłości

Knack to sympatyczna maszyna stworzona przez doktora Vargasa, który przez wiele lat studiował relikty starożytnej cywilizacji. W końcu udało mu się znaleźć sposób, aby połączyć tajemnicze odłamki ze sobą i dać im świadomość. Efektem jest wszechstronny robot, który jest nie tylko doskonałym narzędziem do walki ale może także zmieniać swoją formę. Pierwotnie Knack miał być wsparciem w wojnie z goblinami na których czele stoi antagonista - Gundahar. Paradoksalnie już po przejściu zaledwie kilku poziomów okazuje się, że to nie zielone stwory stanowią największe zagrożenie dla ludzkości. Fabuła jest dość przewidywalna i do bólu liniowa, a samą grę możemy przejść niestety jedyną słuszną drogą. 


Rozgrywka

Do gry wprowadza nas sprytnie wpleciony samouczek podczas, którego doktorek pokazuje zgromadzonej elicie swój wynalazek. Poznajemy w nim także większość ciekawych postaci, które będą nam (niestety biernie) towarzyszyły przez całą grę. Operowanie Knackiem jest bardzo proste, powiedziałbym że nawet zbyt uproszczone nawet jak na platformową grę 3D. Nie wiem dlaczego twórcy zdecydowali się jedynie na wykorzystanie analogów oraz podstawowych przycisków. Poruszamy się lewym drążkiem, natomiast prawym unikamy ataków, krzyżyk odpowiada za skok, kwadrat za wyprowadzanie ataków, a trójkąt za zmianę formy lub interakcję z otoczeniem. W miarę postępów w grze możemy dodatkowo oblokować trzy supermanewry odpalane z pomocą kombinacji powyższych przycisków: falę uderzeniową, spustoszenie i burzę. Mamy jeszcze możliwość rzucania niektórymi pojazdami i to w zasadzie tyle.


Na swojej drodze napotkamy wielu przeciwników i trudno nie oprzeć się wrażeniu że mają oni zdecydowanie ciekawszy wachlarz zdolności niż sam Knack. Gobliny, czołgi, ptaszyska, żołnierze czy ogromne konstrukty nieraz zaskoczą nas efektowną serią ciosów. Pod koniec większości z poziomów czeka nas podzielone na kilka faz starcie z dość wymagającym bossem. O przypadkową śmierć łatwo, ponieważ nasza postać mimo osiąganych ogromnych rozmiarów nadal pozostaje delikatna jakby była ze szkła. Porażka boli tym bardziej, że kolejne punkty zapisu zostały rozmieszczone dość nierówno i często trzeba pokonać wiele grup przeciwników zanim dotrzemy do celu. 


Wraz z upływem czasu przekonamy się, że Knack potrafi przyciągać nie tylko relikty, ale także drewno czy lodowe sople. I choć pozostałe formy są mniej trwałe to znacznie ułatwiają one rozgrywkę wprowadzając jednocześnie pewne urozmaicenie. Łamigłówek i elementów logicznych jest w tej grze jak na lekarstwo i same w sobie nie stanowią wielkiego wyzwania. Jeśli miałbym podać powody dla których warto przejść Knacka kilka razy byłyby to trofea oraz ponad 60 sekretnych komnat, w których znajdziemy kolekcjonerskie gadżety pozwalające zmodyfikować wygląd i umiejętności naszego bohatera.


Knack jako jedyny tytuł startowy w dniu premiery oferuje tryb współpracy dla dwóch osób przy jednej konsoli. Niestety wiele aspektów kooperacji zwyczajnie zawodzi. Szczególnie frustrujące jest granie pomocnikiem głównego bohatera - Robo Knackiem. Na każdym kroku gra pokazuje, że ta postać jest tylko dodatkiem. Odniosłem wrażenie, że posiada ona jeszcze bardziej zubożały zestaw umiejętności niż główny bohater. Zaletą jest natomiast możliwość leczenia i utrzymywania naszego protoplasty przy życiu. 


Nie wiadomo dlaczego kamera przez cały czas skupia się na Knacku pozostawiając jego pomocnika samemu sobie. Jeśli przypadkiem wybiegniemy poza ekran widzimy tylko strzałkę i nie jest łatwo po takim zabiegu wrócić do akcji. Kiedy główna postać zginie, gra cofa nas do ostatniego miejsca zapisu bez względu na to czy Robo Knack przeżył czy tez nie. Na filmikach w cudowny sposób Robo Knack znika i widzimy jedynie właściwego Knacka bez pomocnika. Osoba zalogowana i grająca Robo Knackiem może także zapomnieć o odblokowaniu jakichkolwiek trofeów. 


Grafika i dźwięk

Na pewno nie potraktowałbym grafiki Knacka jako wizytówki kolejnej generacji. O ile gra jest bardzo kolorowa, a same animacje dość widowiskowe to muszę otwarcie powiedzieć, że spodziewałem się czegoś więcej. Porównując Knacka przykładowo do tytułów serii Lego z poprzedniej generacji zyskujemy jedynie wyższą rozdzielczość i nieco wygładzone tekstury. 


Rozczarowujące jest to, że gra hula na dużo bardziej zaawansowanym technologicznie sprzęcie, a w praktyce ciężko to odczuć. Mało tego, w ferworze walki zdarzają się spadki animacji. Kiedy podczas podróży przez szyb wentylacyjny uzyskujemy zbliżenie naszej postaci widać wszystkie jej mankamenty. To samo można powiedzieć o budynkach czy drewnianych konstrukcjach, które wyglądają przeciętnie i rozpadają się w mało efektowny sposób. Można natomiast pochwalić twórców za przerywniki filmowe, które stanowią bardzo dobre uzupełnienie rozgrywki. To solidna porcja świetnych animacji.


Oprawa muzyczna Knacka jest po prostu dobra. Przygrywająca bajkowa muzyka nie jest inwazyjna, ale jednocześnie nie są to motywy które zapadają szczególnie w pamięć. Odgłosy walki i świata są co najmniej poprawne i nie mam do nich zastrzeżeń. Plusem jest to, że przez głośniczek dual shocka 4 sączą się dźwięki absorbowanych kryształków. Bardzo pozytywne wrażenie robi pełna polska wersja językowa. Aktorzy w znakomitej większości zostali dobrze osadzeni w poszczególnych rolach.


Udany eksperyment czy kupa złomu?

Knack przy pierwszym podejściu jest dość długą jak na dzisiejsze standardy grą. Przejście tego tytułu na normalnym poziomie zajęło mi około 12 godzin. Czy długość gry może być wadą? Wcale nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby Japan Studio skróciło Knacka tak o 1/3 ale w zamian popracowało nad mechaniką i innymi aspektami rozgrywki. Co z tego, że nasz główny bohater jest bardzo ciekawą postacią skoro sterowanie nim jest totalnie archaiczne? Nic nie tłumaczy twórców w kwestii niewykorzystania bumperów i triggerów w padzie, o panelu dotykowym nie wspominając. Co z tego, że jest całkiem sporo różnorodnych miejscówek do odwiedzenia skoro już w połowie gry do rozgrywki wkrada się nuda?


To nie jest tak, że nie ma za co Knacka pochwalić. Solidnie zrealizowane przerywniki filmowe, zróżnicowani przeciwnicy, wiele poziomów i ciekawe sekrety do odkrycia to jednak niewiele jak na tytuł startowy sygnowany logiem Sony mający nakręcić sprzedaż PlayStation 4.


Dla kogo jest więc produkcja z sympatycznym robotem na okładce? Przede wszystkim dla ludzi chcących pograć w kooperacji z dziećmi, które nie przykładają większej uwagi do trofeów i dla których liczy się przyjemność płynąca z rozgrywki. Knack będzie też dobrym tytułem dla niedzielnych graczy, którzy nie mieli zbyt wiele do czynienia z platformówkami z poprzedniej generacji. Starzy wyjadacze, którzy zjedli zęby na Crash'u, Sonic'u, Raymanie, Little Big Planet czy kolejnych odsłonach Lego nie mają tu czego szukać. Knack absolutnie niczym ich nie zaskoczy, może poza wysoką ceną.

OCENA
 6/10

 Zalety:  
- przyjemne przerywniki filmowe
- zróżnicowani przeciwnicy
- wiele poziomów i sekretów do odkrycia
- polski dubbing

Wady:
- archaiczne sterowanie
- praca kamery w trybie kooperacji 
- spadki animacji  
- wszechobecna wtórność 

Grałem na:
PlayStation 4  

Z Okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałbym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia; odpoczynku od codziennego chaosu, mnóstwa niepohamowan...


Z Okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałbym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia; odpoczynku od codziennego chaosu, mnóstwa niepohamowanej radości i uśmiechu w rodzinnym gronie, spełnienia najskrytszych marzeń oraz wymarzonych prezentów pod choinką. Niech te kilka wyjątkowych, krótkich dni pozwoli doładować Wam akumulatorki (nie tylko w padach :P) na kolejny dobry rok.


Korzystając z okazji chciałem też serdecznie podziękować wszystkim czytelnikom za wiele kliknięć, odwiedzin i pozytywnych komentarzy w temacie mojego bloga - Jeszcze Jeden Level. To właśnie dzięki Wam znajduję motywację, aby pisać o naszej wspólnej pasji - grach video.

 

Ostatnie, aczkolwiek równie ważne słowa podziękowania kieruję do mojej ukochanej żony :) Bez Twojego wsparcia wątpię, aby ten blog w ogóle powstał. Dziękuję za pomoc zarówno w tych radosnych jak i trudnych momentach.

Po wielu przejściach, śnieżycach i zawieruchach w końcu dotarła do mnie długo wyczekiwana konsola  PlayStation 4 w komplecie nazywanym  Ed...

Po wielu przejściach, śnieżycach i zawieruchach w końcu dotarła do mnie długo wyczekiwana konsola PlayStation 4 w komplecie nazywanym Edycją Gracza. Chciałem ją dla Was rozpakować co prawda już wcześniej, ale za sprawą pewnego brytyjskiego sklepu zaliczyłem mały poślizg. Jeśli kogoś interesuje ta historia to umieściłem ją na końcu wpisu. A teraz już zapraszam do obejrzenia nowej konsoli Sony.
 
 PlayStation 4 Edycja Gracza 
 
 
 
Duże pudło w całej okazałości
 
W środku "walizeczka z konsolą" oraz pozostałe akcesoria w specjalnym, kartonowym module
 
 
Zawartość "walizki"
 
 
Komplet w całej okazałości:
 
- konsola PlayStation 4
- dwa pady Dual Shock 4
- kamera
- monofoniczny zestaw słuchawkowy
- kable; zasilający, hdmi, oraz do ładowania pada
- papierzyska (instrukcja, gwarancja itd.)
- gra Killzone: Shadow Fall
 
Jako bonus co ciekawsze części składowe zestawu:
 
Dual Shock 4
 
 
 
Kamera
 
Konsola PlayStation 4
 
Muszę przyznać, że do ostatniej chwili liczyłem na "japończyka" i jak to mówią nadzieja umiera ostatnia. Na szczęście żyjemy w czasach w których normy i proces produkcji tych urządzeń jest praktycznie taki sam bez względu na fabrykę w jakiej konsola powstaje. Mam nadzieję, że PlayStation 4 będzie mi długo służyć mimo tego, że jest "Made in China" ;)
 
 
Miałem dotychczas raptem kilka godzin, aby nacieszyć się konsolką także minie jeszcze trochę czasu zanim podzielę się z Wami konkretami dotyczącymi użytkowania nowego sprzętu. Póki co PlayStation 4 oczarowała mnie swoim wyglądem i wygodą obsługi Dual Shocka 4. Aktualnie ogrywam Killzone: Shadow Fall i Knack'a (wspólnie z żoną), a w kolejce czeka jeszcze Fifa 14 i Battlefield 4 (upgrade z PS3). Jeśli chcielibyście wiedzieć coś konkretnego i macie jakieś pytania dotyczące nowej konsoli Sony to śmiało zadawajcie je w komentarzach a ja postaram się udzielić na nie odpowiedzi.
 
 
Dlaczego nigdy więcej nie zamówię żadnego drogiego sprzętu na amazon.uk?
 
Chciałem Was przestrzec, że ten sklep nie traktuje poważnie kupujących zza granicy. Złożyłem pre-order na powyższy zestaw 12 czerwca i 27 listopada Amazon zdjął kasę z mojej karty (z racji wysyłki towaru). W niedzielę rano (1 grudnia) otrzymałem informację, że moja paczka nie może zostać dostarczona i otrzymam zwrot pieniędzy na konto. Pracownik serwisu stwierdził że nie może podać przyczyny takiego stanu rzeczy (paczka mogła ulec zniszczeniu, zaginąć, etykietka mogła się odkleić i tym podobne farmazony). Zamawiałem już od nich wcześniej jakieś drobne rzeczy i nigdy nie było żadnych problemów z dostarczeniem.
 
 
Mimo zamówienia złożonego dobre pół roku temu nie została mi zaproponowana żadna konsola. Zwrot pieniędzy otrzymałem w ciągu trzech dni, tyle że była to kwota prawie o 200 złotych niższa z powodu przewalutowania. Amazon natomiast umywa ręce i każe kierować roszczenia do mojego banku. Tym sposobem zostałem bez konsoli i uboższy o kwotę wartości jednej gry w portfelu. Przeglądając forum widziałem, że tak poszkodowanych ludzi jest znacznie więcej. Nigdy więcej nie kupię w amazon.uk niczego wartościowego.
 
Ostatecznie jednak udało mi się zdobyć PlayStation 4 w Edycji Gracza w Polsce. Mam sprzęt i gram!!! Mam nadzieję, że przy okazji tej premiery chociaż Wam życie oszczędziło takich dość kosztownych lekcji.

Zapowiedzi gry szwedzkiego studia  Dice i jej ogromna kampania reklamowa były bardzo obiecujące. Ponadto przeprowadzona otwarta beta dod...

Zapowiedzi gry szwedzkiego studia Dice i jej ogromna kampania reklamowa były bardzo obiecujące. Ponadto przeprowadzona otwarta beta dodatkowo rozbudziła apetyty fanów sieciowych strzelanin. Czy 31 października nastąpił kolejny przełom i czy Battlefield 4 ma szanse zostać strzelanką roku? Odpowiedź znajdziecie w poniższym tekście.
 
 
Kampania

Mamy rok 2020, w którym to świat balansuje na krawędzi chaosu. Jest to efekt narastającego przez ponad 6 lat konfliktu pomiędzy Federacją Rosyjską, a USA. Jakby tego było mało w Chinach Admirał Chang planuje obalić obecny rząd swojego kraju w wyniku czego uzyskałby pełne poparcie Rosjan. Sytuację dodatkowo komplikuje zamieszanie sił USA w zabójstwo Jin Jie - "przyszłego lidera i głosu pokoju" Chin. W odpowiedzi na zamach, Chang wykorzystał okazję do anulowania wyborów nowego lidera i wprowadza stan wojenny. Wywołało to protesty cywilów i masowe starcia z policją, w wyniku czego ulice Szanghaju zapłonęły żywym ogniem. Zarówno siły USA jak i Federacji Rosyjskiej rozmieściły swoje wojsko u wybrzeży Chin czekając w gotowości na kolejną wielką wojnę. 
 
 
Jako sierżant Daniel Recker wraz z pozostałymi członkami oddziału Grabarzy otrzymujemy zadanie zatrzymania Changa i tym samym niedopuszczenia do wybuchu konfliktu na masową skalę. To tyle słowem fabularnego wstępu. A jak w akcji prezentuje się sama kampania? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, bo w dużej mierze zależy czego od niej oczekujecie. Dla mnie tryb dla pojedynczego gracza w Battlefieldzie 4 miał być jedynie przypomnieniem sterowania, pokazem możliwości nowego silnika i rozgrzewką przed prawdziwą rozwałką w sieci. I w tej roli sprawdza się całkiem dobrze.
 
 
Zdemolowałem więc z moim oddziałem hotel i uciekałem przed czołgiem ulicami Szanghaju, niszczyłem nieprzyjacielskie łodzie na Morzu Południowochińskim, zrównałem z ziemią przy pomocy różnych pojazdów bazy przeciwnika w Singapurze po to by kilka chwil później zamarzać w Górach Kunlun. Kampania jest moim zdaniem ciekawsza i sprawia wrażenie mniej oskryptowanej niż w Battlefieldzie 3. Tam niezmiernie irytowały mnie miejsca w których bez przerwy pojawiali się wrodzy żołnierze dopóki nie przekroczyliśmy ustalonej przez grę linii. W Battlefieldzie 4 nie doskwierało mi to praktycznie wcale. Akcja dzieje się szybko, a miejscówki które przyjdzie nam odwiedzić są dość różnorodne. Nie zabawimy zresztą w żadnej z nich zbyt długo. Ucieszyła mnie poprawiona skuteczność naszych towarzyszy, którzy nareszcie lepiej reagują na rozkazy i likwidują wrogich żołnierzy. Należy jednak uważać co bierzemy na cel, bo nasz oddział choć skuteczny - nie grzeszy inteligencją i bez wahania rozpocznie ostrzał z broni maszynowej na przykład nieprzyjacielskiego
czołgu.
  
 
Fajnym pomysłem było dodanie skrzynek z zaopatrzeniem, bo dzięki temu nie musimy przywiązywać się na dłużej do dwóch konkretnych broni. Wystarczy zajrzeć do zaznaczonego na mapie schowka, aby uzyskać dostęp do całego, odblokowanego przez nas arsenału. Możemy go poszerzać poprzez podniesiony sprzęt nieprzyjaciół czy za kolejne postępy w grze. Każda misja zostanie ponadto nagrodzona nagrodzona brązowym, srebrnym lub złotym medalem. Autorzy umieścili w kampanii trzy możliwe zakończenia, które jednak sprowadzają się zaledwie do kilku linijek
dodatkowych dialogów. To niestety tylko ciekawostka.
 
Sieciowe pola bitwy

Tryb sieciowy to sama esencja Battlefielda 4 i nie ma się co dziwić, że twórcy położyli główny nacisk właśnie na ten aspekt gry. Wieloosobowe potyczki są niesamowicie grywalne i dostarczają konkretną dawkę adrenaliny. Co zmieniło się w stosunku do poprzednich odsłon serii?
 
 
Do naszej dyspozycji Dice oddało w dniu premiery 10 map i 7 różnych trybów rozgrywki. W zasadzie każdy znajdzie wśród nich coś dla siebie, niezależnie od stylu gry. Zmagania można toczyć w wielu malowniczych miejscówkach tj. fabryka 311, linia kolejowa Golmud, kurort Hajnan czy choćby dobrze znany z bety Szanghaj. System Levolution znalazł zastosowanie w większości z nich. Powoduje on, że  prowadzona rozgrywka za sprawą konkretnych wydarzeń zmienia się praktycznie w locie. Przykładowo w strefie powodziowej całą mapę powoli pochłania woda, co wymusza zmianę dotychczasowej taktyki i zastosowanie wsparcia w postaci
motorówek, amfibii czy helikopterów. Z kolei gdy wysadzimy głowicę jądrową w Fabryce 311 odkryją się przed nami nowe przejścia i składy amunicji, które nie były dostępne wcześniej. Nawet jeśli po hucznych zapowiedziach Levolution spodziewaliśmy się znacznie więcej to i tak muszę przyznać, że takie właśnie smaczki wyjątkowo potęgują dynamikę rozgrywki.
 
 
Wśród trybów gry oprócz tak kultowych jak m.in. Podbój, Szturm czy Drużynowy Deathmatch znajdziemy także dwa zupełnie nowe - Unicestwienie i Neutralizacja. W pierwszym z nich na mapie pojawia się bomba o którą walczą dwa zespoły. Po przejęciu ładunku wystarczy go uzbroić w jednym z trzech wrogich punktów. Po zdetonowaniu bomba pojawia się w losowym miejscu. Drużyna, której uda się powtórzyć tę operację trzy razy wygrywa. Neutralizacja to natomiast najbardziej śmiertelny ze wszystkich trybów gry. Każdy z graczy ma tylko jedno życie, a śmierć oznacza nasz powrót na mapę dopiero w następnej rundzie. Zespoły mogą wygrać przez całkowite wyeliminowanie drużyny przeciwnika lub przez zniszczenie jednego z punktów wroga. Oba nowe tryby są bez wątpienia ciekawe i stanowią niezły przerywnik między kolejnymi partyjkami Podboju.
 
 
Rola dowódcy to coś za czym gracze tęsknili od dawna i Dice postanowiło w końcu wysłuchać ich próśb. Wcielając się w jego rolę nie bierzemy udziału w walce na polu bitwy, ale patrzymy na wszystko z góry. Możemy wyznaczać cele do ataku, a także wspierać na kilka sposobów naszych sojuszników. Jest tylko jedno ale... Jeśli chcemy naprawdę czerpać przyjemność z bycia dowódcą to powinniśmy wcześniej skompletować drużynę, która zechce nas słuchać. Biorąc udział w losowych rozgrywkach szanse na to są raczej nikłe, a nie sądzę że kręci Was bezsensowne klikanie na ikonki przez całą rundę.
 
 
Battlefield 4 stawia jeszcze bardziej na grę drużynową. Udane działanie w grupie nagradza cały skład dodatkowymi, pasywnymi bonusami takimi jak szybszy sprint czy większa ilość granatów. Na deser otrzymujemy dodatkowe możliwości personalizacji postaci w postaci unikalnego kamuflażu zarówno dla naszego żołnierza jak i dzierżonej przez nas broni. Co kilka poziomów otrzymujemy dostęp do paczek uzbrojenia, które obdarowują nas losowo nowymi giwerami, ulepszeniami przedmiotów czy nieśmiertelnikami.
 
Grafika i dźwięk

Battlefield 4 hula na podrasowanym silniku Frostbite 3 doskonale znanym z poprzednich odsłon serii. Jakość tekstur uległa co prawda tylko nieznacznej poprawie, natomiast znaczny nacisk został położony na poprawę detali. Wprost fenomenalnie wyglądają promienie słoneczne wpadające przez podziurawione sufity baraków i unoszący się w powietrzu pył. Natomiast eksplozje rozmaitych instalacji, sypiące się iskry i buchający ogień wyglądają jeszcze bardziej realistycznie niż dotychczas. Bardzo cieszy, że destrukcja otoczenia ponownie wraca na wysoki poziom będący przecież znakiem rozpoznawczym serii. Nawet jeśli napotykamy pewne ograniczenia to doskwierają one o wiele mniej niż w Battlefieldzie 3. Wiele budynków można zrównać z ziemią, a wystrzelone kule efektownie przeszywają napotkane na swej drodze przeszkody. Płynność gry na moim sprzęcie wahała się od 40-70 klatek ze szczegółami ustawionymi na ultra w rozdzielczości 1920x1080.  
 
 
Muzyka pojawiająca się podczas kampanii jest nieinwazyjna i dobrze dobrana do sytuacji. Natomiast dźwięki i wybuchy to najwyższa liga do której Dice zdążyło już nas przyzwyczaić. Oczywiście o ile akurat je słychać, o czym szerzej za chwilę.
 
 
Trudno znaleźć pozytywy grania w polską wersję Battlefielda 4 (dubbing). Osoby podkładający głos pod żołnierzy zawodzą (nie wiem która to liga aktorska), a najgorsza z nich jest niestety Joanna Jabłczyńska. I nie chodzi tu o moje osobiste nastawienie do tej osoby. Jej głos jest idealny dla kreskówkowych czy bajkowych postaci, natomiast na polu bitwy brzmi delikatnie mówiąc niepoważnie. Nie rozumiem dlaczego Electronic Arts zmusiło nas do słuchania tych wypocin blokując możliwość włączenia oryginalnego, angielskiego dubbingu. 

Problemy techniczne

Nie myślałem, że w recenzji jakiegokolwiek tytułu tej klasy będę musiał poświęcić problemom technicznym osobny rozdział. Szkoda, że tym razem padło na serię którą darzyłem i nadal darzę ogromną sympatią.
 
 
W trybie dla pojedynczego gracza zaskoczyły mnie dwie sytuacje. Pierwsza miała miejsce w misji gdzie trzeba było zlikwidować chiński czołg patrolujący teren. Podłożyłem więc kilka min m15 i ukryłem się w zaroślach czekając na festiwal fajerwerków. Jakież było moje zdziwienie kiedy pojazd przejechał po nich jak po asfalcie. Trudno, pomyślałem - może nie rozmieściłem ich dokładnie na trasie przejazdu? Kolejny raz podłożyłem ich może z dwadzieścia i dalej nic - czołg jeździ sobie po nich, robi kolejne kółko i ma mnie w głębokim poważaniu. W wysadzeniu pojazdu pomogły dopiero ładunki C4. Kolejny odcinek bugów to misja z wysadzaniem tamy. Moi żołnierze przebiegali po kładce która była niszczona przez wroga, a następnie zachęcali mnie do działań okrzykiem: "k**** wysadzaj!". Biegałem dookoła jak bezgłowy kurczak, rzucałem ładunkami, zabijałem wrogich żołnierzy, skakałem w przepaść... No jak mam to "k**** wysadzić" jak się nie da? Po pół godzinie zabawy i którymś z kolei restartem gra pozwoliła mi przebiec przez kładkę przed moimi podwładnymi i okazało się że o to właśnie chodziło.
 
 
Rozgrywki sieciowe trapią natomiast problemy z notorycznie zanikającym dźwiękiem, przez co słyszymy przykładowo jedynie odgłosy jednostek latających i strzały. Zdarza się to losowo, zarówno na początku jak i w trakcie rozgrywki - niestety póki co nie ma na to lekarstwa. Było mi dane też nieszczęśliwie doświadczyć błędów w grafice, prześwitujących tekstur czy zniszczonych pojazdów wiszących w powietrzu. Ponadto niektóre bronie nie działają tak jak powinny. Aktywowane paczki uzbrojenia, na które miałem kod w wersji Deluxe otrzymałem z kilkudniowym opóźnieniem. Te wszystkie "drobnostki" da się jednak przeboleć, jest jednak coś czego nie mogę dla Electronic Arts wybaczyć. Najbardziej wkurzające jest wysypywanie się gry, która w pierwszych dniach po premierze była praktycznie niegrywalna. Zaczęło się od trzech crash'y podczas krótkiej przecież kampanii. Natomiast w trakcie gry po sieci oglądałem swój pulpit praktycznie co drugi mecz. Sytuacja ta utrzymywała się przez kilka dni a Electronic Arts nie potrafiło zapanować nad tym co działo się z serwerami. A myślałem, że beta była właśnie po to aby właśnie takich błędów uniknąć. Obecnie sytuacja się znacznie poprawiła, ale nie po to kupuję produkt w dniu premiery aby odłożyć grę na półkę i czekać aż producent łaskawie ją załata.
 
 
Nie wiem co kierowało Electronic Arts, aby wypuszczać tak dziurawy produkt jakim jest Battlefield 4. Chęć zysku ponad wszystko? Wydanie gry przed Call of Duty: Ghosts i tym samym szansa na nawiązanie sprzedażowej walki z konkurencją? Po co czekać i dać w spokoju dopracować grę dla twórców skoro gracze i tak dadzą zarobić? Kasa w kieszeni, a nabici w butelkę kupujący niech czekają na zbawienne aktualizacje. Wydawcom po prostu poprzewracało się w głowach od dobrodziejstw jakie niesie internet.

A miało być tak pięknie...
 
 
Z ciężkim sercem wystawiam Battlefieldowi 4 taką, a nie inną ocenę. Wiem, że gra po wielu łatkach będzie w pełni grywalna. Nie warto jej kupować tylko dla samej kampanii, gdyż ta trwa zaledwie 4-5 godzin i jest jedynie rozgrzewką przed sieciowym trybem gry. Tutaj dopiero widać jaki ogrom pracy wykonali twórcy. Co z tego skoro wszystkie zalety przysłaniają bugi, błędy techniczne i wysypywanie się gry do pulpitu. Ciężko czerpać radość z tytułu, którego wersja na platformę PC miała być najbardziej reprezentatywną, a jej optymalizacja podczas testowania wprost wołała o pomstę do nieba. Liczy się stan produktu jaki dostajemy maksymalnie kilka dni po premierze, bo nie ma co ukrywać - wtedy firma zarabia na nim najwięcej. A gracze, którzy kupili grę za ciężko zarobione pieniądze nie mogą być traktowani jak betatesterzy. Szkoda, że Electronic Arts tego nie pojmuje.
 
OCENA
6/10
 
Zalety:
- intensywna, mniej oskryptowana kampania
- ogromny wybór map i trybów rozgrywki sieciowej
- znakomita grafika i oszałamiające detale
- mnóstwo broni i dodatków do odblokowania
- system Levolution i możliwość wcielenia się w dowódcę
- większy nacisk na rozgrywkę drużynową
 
Wady:
- mało znacząca fabuła
- koszmarny polski dubbing
- bugi
- poważne problemy ze stabilnością
- gra w takiej formie nie powinna wyjść z fazy bety
 
Grałem na:
Intel Core i7 3770K 3,5GHz @ 4,2GHz
Asus GeForce GTX 670 2048MB DDR5/256bit
Corsair Vengeance 2x4GB DIMM 1600MHz DDR3