W kwietniowej nucie growej chciałbym powrócić na chwilę do czasów mojego dzieciństwa i pierwszej strategii w którą dane mi było zagrać. His...

W kwietniowej nucie growej chciałbym powrócić na chwilę do czasów mojego dzieciństwa i pierwszej strategii w którą dane mi było zagrać. Historia konfliktu ludzi z orkami porwała mnie na tyle, że przez dwa tygodnie ferii zimowych odchodziłem od komputera jedynie na te kilka minut, aby zjeść posiłek. Ta niesamowita i jedyna w swoim rodzaju gra to Warcraft II: Tides of Darkness.

Muzykę do tego tytułu skomponował Glenn Stafford, a więcej jego twórczości można usłyszeć choćby w World of Warcraft czy gdy pojawia się ekran ładowania potyczki w Hearthstone.

Wart polecenia jest ogólnie cały soundtrack - dla mnie ta muzyka doskonale uzupełniała to co działo się na ekranie. Wyrażała całe piękno gry, podkreślała jej kolory, paletę barw, klimat... Szczególnie w pamięć zapadł mi jeden z utworów przygrywających w trakcie misji kampanii ludzi. Oczywiście polecam słuchać głośno i na dobrym sprzęcie, aby wychwycić jak najwięcej detali. Bębny, werble i inne instrumenty - cudeńko.


Słuchając tego motywu od razu mam w głowie świetne sample zgłaszających się jednostek: "What is it?", "Yes my lord?", "Your command?" przeplatające się z dźwiękami stawianych budynków czy choćby ścinanych przez robotników drzew. Zamykam oczy i przypominam sobie odgłosy wykuwanego oręża, szczęk stali, świst pocisków wystrzeliwanych z katapult i odgłosy ginących wojaków. Może to kwestia tego, że byłem dzieckiem i tego rodzaju muzyka akurat w tych czasach robiła na mnie większe wrażenie, ale faktem jest że żadnemu innemu Warcraftowi nie udało się jej już nigdy przebić.

Konsola Xbox, kryptonim " Direct Box " miała być odpowiedzią na rosnącą w siłę markę Playstation . Czy się udało? Wszys...



Konsola Xbox, kryptonim "Direct Box" miała być odpowiedzią na rosnącą w siłę markę Playstation. Czy się udało? Wszyscy wiedzą jak się to skończyło... a jak nie to Google podpowie! Lecz nie o konsoli dzisiaj, mam coś ciekawszego. Zagłębimy się w pada do Xboxa. Kto w ogóle na to wpadł i skąd zaczerpnął pomysł. 

Przez niektórych uważany za najlepszego pada na świecie, jedyny argument wyższości Xboxa nad Playstation. Wróćmy jednak do początku. Jest rok 1998 a kilku gości z Microsoftu wpada na pomysł zrobienia konsoli. Bardzo fajnie, ale trzeba też zrobić pada! Ej czekajcie, Dreamcast w tym czasie miał w dechę kontroler...


Więc czemu by nie zaczerpnąć coś z niego? No i wyszło coś takiego...



Zaprezentowany został po raz pierwszy na Games Developers Conference w 2000 roku. Kontroler o żartobliwym pseudonimie "Fatty" a później "Duke" (nie mylić z pewnym Panem) dodawano do każdego zestawu Xboxa na świecie - poza Japonią, która otrzymała "Controller S" jako standardowy. Pierwszy pad posiadał interfejs USB. Dzięki drobnym modyfikacjom można było go używać jako pada do PC. Kontroler Xboxa posiadał: wbudowane wibracje, dwa przyciski analogowe, krzyżak reagujący na siłę nacisku, dwa spusty, przycisk Back, Start oraz sześć guzików:

A - zielony
B - czerwony
X - niebieski
Y - żółty
Czarny
Biały

Dzięki gniazdom w padzie mogliśmy zamontować kartę pamięci lub mikrofon, była to kolejna rzecz podpatrzona od Dreamcasta. Sama karta mieściła 8mb pamięci. Za jej pomocą mogliśmy zgrywać nasz zapisany postęp i zanieść do kolegi. Niestety, nie wszystkie zapisy dało się tak przenosić. Każdy Xbox posiadał unikalny klucz kodujący, który przypisywał zapisane gry tylko do naszej konsoli. Na szczęście, tylko nieliczne tytuły posiadały takie zabezpieczenia.


Gracze z innych kontynentów szybko zauważyli różnicę między tym co dostali oni, a Japończycy. Kontroler przez swój nietypowy kształt został mocno skrytykowany. W porównaniu do innych padów - był po prostu kiepski. Świadczyć może o tym kilka nagród które otrzymał. "Blunder of the Year" czyli gafa roku od Game Informer’a w 2001 roku. Tytuł największego pada w Księdze Rekordów Guinessa edycja dla graczy w 2008 roku. Stanął na podium, a dokładniej na drugim miejscu w kategorii najgorszego kontrolera do gier wszech czasów (serwis IGN). Liczne prośby i narzekania szybko zmotywowały Microsoft do odrzucenia poczciwego Duke’a na rzecz młodszego brata. Od 2002 roku Controller S stał się standardem w kartonach z Xboxem a Fatty’iego można było kupić jako dodatkowe akcesorium.



A oto i on, kontroler S kryptonim "Akebon", mniejszy i lżejszy od swego amerykańskiego brata. Standardowy pad w Japonii był zaprojektowany dla użytkowników z mniejszymi rękoma. Sam jestem dumnym posiadaczem takiego i szczerze? Za każdym razem kiedy zasiadam do mojego Xboxa i biorę Akebona w ręce (Boże, jak to brzmi…) jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak świetnie ten kontroler leży w dłoniach. A nie jednego pada już miałem w ręku!

 Dajcie mu coś na opuchliznę bo zaraz pęknie! 

Ten miesiąc był mało muzyczny, dlatego mam dla was coś fajnego. Dwa utwory w jednym! Tym razem na głośnikach Rayman Legends. Uwielbiana ...


Ten miesiąc był mało muzyczny, dlatego mam dla was coś fajnego. Dwa utwory w jednym! Tym razem na głośnikach Rayman Legends. Uwielbiana przeze mnie i moją narzeczoną platformówka napakowana muzycznymi poziomami. A tutaj mała próbka, oczywiście polecam wszystkie :)


Pierwszy utwór nosi tytuł "Gloo Gloo" odkryłem to dopiero teraz podczas jego szukania. Wcześniej z narzeczoną śpiewaliśmy "Blu blu" Ja nadal słyszę w głośnikach blu blu, blu blu blu...


Drugi,  z troszkę poważniejszą nazwą "Castle Rock"


Najfajniejsze w muzycznych mapach jest to, że bierzemy udział w odgrywaniu utworów. Wystarczy tylko nie ginąć, płynnie biec i skakać w odpowiednich miejscach. Proste prawda?

Drugi dzień w Katowicach rozpoczęliśmy bardzo leniwie. W końcu po podróży i nocnych wojażach z CS: GO należał nam się konkretny odpoczyne...

Drugi dzień w Katowicach rozpoczęliśmy bardzo leniwie. W końcu po podróży i nocnych wojażach z CS: GO należał nam się konkretny odpoczynek. Wstaliśmy więc po 12:00, a sam hotel opuściliśmy przed 13:00. 

IEM Intel Extreme Masters 2016 Katowice - dzień 2 (05.03.2016 - sobota)


W związku z tym, że na terenie Spodka można było zjeść głównie wszędobylskie zapiekanki lub hot-dogi postanowiliśmy zahaczyć po drodze o jakąś restaurację serwującą smaczne śniadania. Wybór padł na małą kawiarnię - Kafej. Mimo, że samo miejsce nie jest duże i w środku jest zaledwie kilka stolików to trzeba przyznać że ma swój klimat. O tej porze kafejka była pełna ludzi, jednak miły kolega z obsługi zaprosił nas do środka i obiecał, że bez problemu się pomieścimy. 


Za pyszne "śniadanie po polsku" (istnieje w ogóle coś takiego?) składające się z dwóch kiełbasek, jajecznicy i pieczywa oraz pobudzającej kawy zapłaciliśmy około 25 złotych od osoby. Bardzo dobra cena za pierwszy i pewnie ostatni tak pożywny posiłek dnia. Do tego dochodzi przyjemny wystrój i naprawdę zaangażowana obsługa, więc te pół godziny spędzone w Kafej zdecydowanie będziemy miło wspominać.


Jeszcze kilkanaście kroków i swoim widokiem przywitał nas Spodek, oczywiście z gigantycznymi kolejkami. Ale czego innego można się spodziewać, skoro właśnie dziś rozgrywane były finały Starcrafta 2 oraz CS:GO? Mimo wszystko odniosłem wrażenie, że kolejki były mniejsze niż w zeszłym roku.


Na stanowisku sklepu X-com były wyjątkowo kuszące promocje, więc zaopatrzyłem się w podkładkę SteelSeries (jedyne 19zł!) z nadzieją że może jakiś nowo mianowany mistrz Starcrafta 2 mi ją podpisze. No to czas na kilka fotek głównej sceny.


Dwa gigantyczne telebimy pozwalały bez problemu śledzić akcję praktycznie z każdej części Spodka. Widoczność, ostrość obrazu i kąty widzenia były wprost doskonałe. Dźwięk krystalicznie czysty i wystarczająco głośny.


Każdy detal ogromnej sceny został doskonale przemyślany. Dynamiczne, oszałamiające światła przygasające podczas rozgrywki po to, aby pod koniec danego meczu można było je ponownie podziwiać w całej okazałości. Okrzyki komentatorów zachwyconych błyskotliwymi zagraniami i owacje publiki (nieraz na stojąco) tworzyły niezapomniane widowisko.


Nasz rodzimy gracz Nerchio (Zerg) co prawda przegrał z koreańskim Poltem (Terran) 0:3 w półfinale, ale i tak uplasował się na podium i dał nam mnóstwo radości. W końcu to jedyny z Polaków, któremu udało się zajść tak daleko i zagrać na wielkiej scenie w Spodku. Na moje pytanie "Czy jest w ogóle jakiś sposób na tych Koreańczyków?", Artur odpowiedział z uśmiechem - "Jest, ale niestety nie dzisiaj". W oczekiwaniu na finał zrobiłem rundkę po korytarzach Spodka. Spotkałem tam wiele uroczych cosplayerek, które chętnie pozowały do zdjęć.



Większość strojów było wykonanych naprawdę profesjonalnie, z wielką dbałością o szczegóły. Aż strach było dziewczyny obejmować, żeby czegoś przypadkiem nie zniszczyć ;)



W hali expo trwały konkursy na najlepsze przebranie. Zasady nie były jakoś szczególnie restrykcyjne; Pani która dostała największe okrzyki i brawa - wygrała.


Rozejrzałem się także po okolicznych stoiskach, praktycznie wszędzie było pełno żądnych gadżetów graczy.


Interesująca scena NEEDforSEAT, gdzie można było przetestować różnorakie fotele nadające się zarówno do biura jak i dla zawodowych graczy.


Turnieje nieporównywalnie mniejszej rangi, ale zorganizowane nadal z dużym rozmachem.


Niepowtarzalna okazja do przetestowania najnowszego "dziecka" Creative Assembly - Total War: Warhammer.


Największe wrażenie bez dwóch zdań zrobiło na mnie "stoisko" Razer'a, o ile można je tak nazwać. Firma wstawiła do hali expo najprawdziwszy, piętrowy autobus! Niestety w sobotę kolejka do niego była tak duża, że postanowiłem spróbować szczęścia następnego dnia.


Ok zwiedzanie zwiedzaniem, czas na finał Starcrafta 2!




Po bardzo zaciętej rywalizacji, mistrzem Starcrafta 2 na tegorocznym IEM został Polt! Wygrał on 4:2 z Norwegiem Snute (Zerg). W kilku miejscach czytałem, że Terranie są obecnie najsłabszą rasą SC 2, ale w rękach koreańskiego gracza okazali się bezkonkurencyjni. Obaj zawodnicy byli niesamowici, a ich umiejętności z pewnością warte chwały i wygranych czeków. To co wyprawiali na swoich klawiaturach i myszkach... nie da się tego opisać, to trzeba zobaczyć na żywo.


Nagradzanie szczęśliwców czas zacząć! Medale przyznawał sam CEO Blizzard'a - Mike Morhaime. Chyba chłopaki ze stoiska Zamieci coś naściemniali, że o wyprawie na IEM dowiedzieli się ostatniej chwili. Gracze na scenie to (od lewej) Polt (Korea), Hydra (Korea) i Nerchio (Polska) - Snute (Norwegia) gdzieś chwilowo przepadł.

  
Polt za zwycięstwo w turnieju zgarnął 35000$. Jestem ciekaw czy w obliczu takiej publiki, skandowania, okrzyków "Polt, Polt", burzy oklasków i przypływie niepohamowanej radości w ogóle myśli się o pieniądzach.


Cały ReDeYe! Uważam, że mimo swojego wieku (44 lata) jest jednym z najsympatyczniejszych komentatorów i świetnie wykonuje swoją pracę. Człowiek - legenda jeszcze z czasów świetności Quake'a. Paul sam zszedł ze sceny i zapytał kto ma ochotę na zdjęcie czy autograf. 


Polt również bardzo chętnie pozował do zdjęć, a także podpisał mi podkładkę. Mimo, że ochroniarz mówił mu że jeśli nie ma ochoty to może w każdej chwili wyjść, on został do końca poświęcając czas zarówno tym mniejszym jak i większym dzieciakom :) Ciekawostką jest, że już wielokrotnie chciał porzucić Starcrafta 2, bo jak twierdzi nawet nie gra regularnie tylko ostro trenuje dopiero przed samymi turniejami. W każdym razie pełen respekt, dzięki mistrzu!


Cały Spodek wypełniony po brzegi, nawet za sceną został otwarty specjalny sektor aby tylko zmieścić jak najwięcej ludzi. Tak, to musi być finał Counter-Strike: Global Offensive pomiędzy szwedzkim Fnatic, a egzotycznym, brazylijskim Luminosity Gaming!


Każdy udany strzał i efektowna akcja były nagradzane burzą braw, a czasem okrzykami niedowierzania. 


Mimo ogromnego wsparcia polskiej publiczności, sympatyczni Brazylijczycy z Luminosity Gaming musieli uznać wyższość graczy Fnatic ostatecznie przegrywając 0:3. Wynik nie odzwierciedla jednak faktycznego przebiegu meczów, bo dla Szwedów nie był to przysłowiowy spacerek po parku. Jednak w końcu to właśnie oni okazali się wielkimi wygranymi turnieju.


Kto by pomyślał - Fnatic mistrzem IEM drugi rok z rzędu! W tym miejscu właściwie powinna zakończyć się moja relacja z drugiego dnia tej wspaniałej imprezy, bo zaraz po wielkim finale CS: GO wróciliśmy do hotelu. Poszliśmy jeszcze do hotelowego baru pogadać i wymienić się wrażeniami przy szklaneczce Whisky. Jakież było nasze zdziwienie kiedy naszym oczom ukazał się Carmac we własnej osobie! Jednak był bardzo zmęczony; zamienił z nami kilka słów, kulturalnie życzył wszystkim dobrej nocy i zaraz zawinął się do swojego pokoju. Widać było ile sił kosztuje go organizacja tego wielkiego przedsięwzięcia.

Spider-Man postać znana chyba każdemu. Początkowo zaczynał w komiksach, później filmach animowanych i kinowych aż w końcu doczekał ...




Spider-Man postać znana chyba każdemu. Początkowo zaczynał w komiksach, później filmach animowanych i kinowych aż w końcu doczekał się swoich gier. Zawsze uwielbiałem tego gościa i dlatego wszystko co z nim związane chciałem mieć. Od prostych zabawek, poprzez akcesoria i na grach kończąc. Moje pierwsze zetknięcie się z grą o przygodach Spider-Mana miało miejsce w podstawówce. W latach 90tych posiadałem swoją własną „podróbkę Pegazusa”. Śmiesznie to brzmi ale tak było... Kiedyś  było dostępne wiele wersji podróbek, które były podróbkami innych podróbek. Moja była imitacją Segi Genesis Model 2. Ale kogo to obchodziło? Wtedy liczyło się wetknięcie kartridża i to co się działo na ekranie. Gier na konsolę tego rodzaju było wiele, a przynajmnie tak się wydawało przy uruchamianiu 999999 in 1. Jednak czasem zdarzało się zdobyć kartridża perełkę z konkretną, rozbudowaną grą. I tak oto zaczęła się moja przygoda ze Spider-Manem.

Kolejna edycja bezsprzecznie najlepszej imprezy dla graczy w Polsce zaliczona! Prawie 8 godzin jazdy autobusem, 20 minut metrem, 2 przesi...

Kolejna edycja bezsprzecznie najlepszej imprezy dla graczy w Polsce zaliczona! Prawie 8 godzin jazdy autobusem, 20 minut metrem, 2 przesiadki... a wszystko po to, aby być tam w Katowicach gdzie spotykają się najlepsi gracze Starcrafta 2, Counter-Strike: Global Offensive i League of Legends. Była to moja druga wizyta na tej imprezie i tym razem obiecałem sobie że cokolwiek by się nie działo, po prostu muszę podzielić się z Wami wrażeniami z tego niesamowitego wydarzenia. Aby wydobyć z pamięci jak najwięcej wspomnień postanowiłem rozłożyć relację na trzy części - odpowiadające poszczególnym dniom spędzonym w Katowicach. Serdecznie zapraszam do przeczytania.

Od dłuższego czasu chodziłem z zamiarem wymiany dysku na większy. Moja pierwsza Playstation 3 Fat, slangiem „chlebak” miała...



Od dłuższego czasu chodziłem z zamiarem wymiany dysku na większy. Moja pierwsza Playstation 3 Fat, slangiem „chlebak” miała pojemność 40GB więc taka Slim ze 120GB dyskiem wydawała się ogromna. Niestety tylko do czasu. Wszystko zaczęło się kiedy zainwestowałem w Playstation Plus. Tak, zrobiłem to świadomie dla gier i nikt mi nie wmówi, że to jest dla multi czy czego tam innego. Nie żałuję. Sony było wtedy na fali i co miesiąc waliło takimi tytułami, że nie nadążałem z ich przechodzeniem. No tak, a co miał powiedzieć mój skromny 120GB dysk?

Czekacie na nowego Dooma ? Ha, to mam dla Was kawałek umilający oczekiwanie, ale z innej gry id Software . Graliście w Quake'a II ? To ...

Czekacie na nowego Dooma? Ha, to mam dla Was kawałek umilający oczekiwanie, ale z innej gry id Software. Graliście w Quake'a II? To przypomnijcie sobie kosmiczną bazę, a przede wszystkim ciężki klimat wylewający się z głośników za sprawą Sonic Mahyem i ich niesamowitej ścieżki dźwiękowej. Z chęcią wrzuciłbym tutaj cały soundtrack, ale skoro mogę tylko jeden kawałek to niech będzie to ten z głównego menu gry.

Quake II 
Sonic Mayhem - Quad Machine


Cóż można powiedzieć o Quake'u II? Jedna z niewielu gier, która dostała w Secret Service notę 10/10. To właśnie ta strzelanka (wspólnie z Unreal'em) i jej absolutnie piękne tekstury wyzwalały w posiadaczach PC dziką żądzę posiadania akceleratora 3D w postaci 3DFX VODOO 2. Dynamika, wiele rodzajów przeciwników, spluwy pozostawiające z wrogów sterty mielonego mięcha, miażdżąca serce muzyka, rozbudowany multiplayer... To z niej kopiowano najlepsze rozwiązania w późniejszych shooterach. Tę grę należy znać! Sam mam jeszcze dwa dodatki do ogrania, więc z chęcią wrócę do tego wiekowego, ale nadal arcygrywalnego tytułu.

Jakiś czas temu dostałem cudowny prezent, Dark Souls II Schoolar of the First Sin na Playstation 3 . Oczywiście mam świadomość,...





Jakiś czas temu dostałem cudowny prezent, Dark Souls II Schoolar of the First Sin na Playstation 3. Oczywiście mam świadomość, że od premiery minęło sporo czasu, a jako wielki fan powinienem kupić zaraz po jej wyjściu. Lecz bardziej od fajnych gier cenie pełne wydania! Teraz chciałbym podzielić się moim doświadczeniem co do drugiej części tej wyjątkowej serii. Zrobiłem sobie małą przerwę specjalnie dla was, aby zdać relację z frontu. Nie, żartuję poziom trudności jest tak wymagający, że ostatnio muszę podchodzić do niej bardzo powoli i w małych ilościach.

Dawno nie grałem w żadnego Residenta . W związku z tym, że w ostatnim czasie zacząłem kolekcjonować gry na PlayStation 1 postanowiłem odno...

Dawno nie grałem w żadnego Residenta. W związku z tym, że w ostatnim czasie zacząłem kolekcjonować gry na PlayStation 1 postanowiłem odnowić znajomość z tą znakomitą serią survival-horrorów od Capcom. Tym bardziej nie mogłem przejść obojętnie obok składanki Resident Evil Origins Collection zawierającej zremasterowaną część Resident Evil Zero (dotychczas dostępną jedynie na GameCube i Wii) oraz Resident Evil 1. Zapraszam was do przeczytania mojej recenzji pierwszej części tego smakowitego pakietu.

"Are the faint sounds of footsteps those of survivors?"

Do gry wprowadza nas klimatyczne intro. Drużyna Bravo S.T.A.R.S. (Specjalny Oddział Taktyczno-Ratowniczy) zostaje wysłana, aby zbadać sprawę tajemniczych morderstw o charakterze kanibalistycznym w Górach Arklay. Niestety sprawy komplikują się, gdy ich helikopter ulega awarii. My natomiast przejmujemy kontrolę nad Rebeccą Chambers - młodziutką, niedoświadczoną aczkolwiek niezwykle uzdolnioną członkinią drużyny Bravo. Już po kilku chwilach nasza misja zamienia się w walkę o przetrwanie, a żeby przeżyć Rebecca początkowo nieufnie podejmuje współpracę z napotkanym skazańcem - Billy'm Coen'em.


Każda z postaci ma swoje mocne i słabe strony. Rebecca świetnie radzi sobie z chemią i medykamentami. W związku z tym może wytwarzać lekarstwa z roślinek, a także mieszać różne substancje. Jest za to mniej odporna na wszelkiego rodzaju obrażenia. Billy natomiast jest bardziej wytrzymały, a ponadto potrafi przesuwać ciężkie przedmioty. Niestety nie potrafi łączyć roślinek w nic użytecznego, a chemikalia pozostają dla niego tajemnicą. Od chwili kiedy Rebecca i Billy zaczną współpracę możemy się swobodnie przełączać między nimi. Kontrolę nad nieaktywną postacią przejmie komputer, który co prawda inteligencją nie grzeszy ale przynajmniej trzyma się blisko. Możemy się także rozdzielać - ważne aby ostatecznie obie postacie przeżyły ponieważ śmierć którejkolwiek z nich definitywnie kończy grę.

ZAPISAĆ CZY PÓJŚĆ DALEJ?


Resident Evil Zero HD nauczył mnie ponownie oszczędzania... taśmy barwiącej oraz amunicji. W większości współczesnych produkcji mamy gęsto rozsiane punkty kontrolne, albo możliwość zapisywania stanu gry w dowolnym momencie. W Resident Evil Zero HD zapisywać grę możemy jedynie przy maszynach do pisania i musimy dodatkowo posiadać taśmy barwiące, których ilości są ściśle limitowane zależnie od wybranego poziomu trudności. Często zastanawiałem się czy warto już teraz zapisać stan gry, czy może zaryzykować i przejść odrobinę dalej (co w razie niepowodzenia owocowało powtarzaniem całej sekwencji). Podobnie z amunicją. Może dało się lepiej rozegrać dane starcie i tym samym zachować więcej nabojów? Oddać dwa strzały i przejść gładko ten korytarz czy lepiej zachować te kule na bossa? Oczyścić dane pomieszczenie czy po prostu szybko zabrać potrzebny przedmiot i uciec niemrawym zombiakom? Pytania nasuwają się same i to jest piękne.


Jeśli chodzi o dostępny arsenał to mamy do wyboru: nóż, zwykły pistolet, dwa rodzaje strzelb, koktajle Mołotowa, granatnik (amunicja wybuchowa lub kwasowa) oraz magnum. Niby pukawek nie ma zbyt wiele, ale naboje są dobrem na tyle luksusowym, że z czasem uczymy się korzystania z każdej broni. Nie da się przejść gry używając jedynie ulubionej spluwy. Mało tego, nie możemy zabrać ze sobą wyłącznie broni, bo potrzebujemy też miejsca na apteczki, klucze, karty i inne gadżety niezbędne do ukończenia danego etapu. Niestety nie ma tu skrytki na przedmioty. Na szczęście upuszczone rzeczy nie znikają, ale może się zdarzyć że zostawimy coś ważnego na ziemi i za jakiś czas będziemy musieli po to wrócić. Czasem lepiej wczytać stan gry i zyskać kilka minut niż cofać się bez gwarancji, że nasza postać wróci cała i zdrowa... o ile w ogóle przeżyje.


Na nasze życie czyhają zombiaki, zmutowane małpy, ptaszyska, ogromne pająki i wiele innych stworów. To, że oczyściliśmy dany korytarz wcale nie daje nam pewności że taki pozostanie do końca gry. Nigdy nie wiemy czy z zepsutej lodówki obok której nasza postać przechodziła już dziesiątki razy nagle coś nie wyskoczy. Nie jest to może najstraszniejszy Resident w jakiego grałem, ale takich smaczków jest całkiem sporo. Każdy z bossów bez względu na to czy jest to przerośnięta gąsienica czy wielki nietoperz wymaga wypracowania pewnej taktyki i odkrycia słabych punktów.

OPRAWA AUDIOWIZUALNA


W budowaniu atmosfery znakomicie pomaga muzyka, w której przewijają się różnego rodzaju odgłosy. Podczas walk z bossami fala wysokich dźwięków potęguje uczucie grozy i podkreśla beznadziejną sytuację naszej postaci. W większości pomieszczeń gdzie stoją maszyny do pisania przewija się natomiast melancholijny motyw dający choć na chwilę poczucie bezpieczeństwa. Pomruki zombiaków, strzały, stukot kół pociągu o szyny, świst wiatru - wszystkie te dźwięki pozostają w głowie na długo po wyłączeniu konsoli. Również filmiki trzymają wysoki poziom i są swoistym pomostem dla następujących po sobie wydarzeń. Bez wątpienia pozwalają lepiej wciągnąć się w klimat i zrozumieć fabułę.


Mimo, że szata graficzna Resident Evil Zero HD opiera się w większości na statycznych tłach, a animowane są jedynie postacie i ich przeciwnicy, takie rozwiązanie wcale mi nie przeszkadzało. Scenografia w 2002 roku zapewne robiła duże wrażenie, a obecnie poprawiona jakość tekstur tylko dodała jej uroku. Lokacje są rozbudowane i bogate w detale. Warto zwracać uwagę na każdy szczegół, bo może się okazać że wyglądające niepozornie pianino dosłownie otworzy nam dalszą drogę do celu. Zagadki trzymają poziom, nie są ani za łatwe ani za trudne - trzeba po prostu ruszyć głową. Grunt to się rozglądać i szukać podpowiedzi; od umieszczonych na ścianach obrazów po walające się tu i ówdzie notatki.

PODSUMOWANIE


Czy Resident Evil Zero HD ma jakieś wady? Oczywiście, że tak. Mógłbym wymienić tu cukierkowatość dialogów głównych bohaterów, ich mało rozbudowane animacje, brak schowków na przedmioty czy mało interaktywne otoczenie, ale trzeba też pamiętać że Resident Evil Zero po raz pierwszy ukazał się 14 lat temu. Ja natomiast w oryginał nie grałem, ale jego zremasterowana wersja naprawdę mnie wciągnęła. Szczerze mówiąc żadna z ostatnich części Residentów nie dała mi tyle radości. Przejście gry zajęło mi lekko ponad 12 godzin na normalnym poziomie. Niekoniecznie trzeba na tym poprzestać. Można pobawić się innymi trybami, np. Wesker Mode a końcowy wynik poprawić zdobywając przy okazji kolejne osiągnięcia. Dzięki Resident Evil Zero HD znowu mogłem poczuć się jak zwierzyna i zwiedzić tak wspaniałe, oryginalne lokacje jak chociażby zasuwający z prędkością światła pociąg. To doprawdy świetny tytuł, już nie mogę się doczekać czym zaskoczy mnie Resident Evil 1 HD.


GRAFIKA: 85%
DŹWIĘK: 80%
MIÓD: 95%

OCENA: 87%
PS
Pewnie zastanawiacie się dlaczego nie wrzuciłem pięknych, soczystych obrazków bezpośrednio z konsoli. Otóż na Xbox One można zrobić zrzut ekranu, ale nie da się go zapisać ani wyeksportować. Poświęciłem godzinę na rozmowę z konsultantem pomocy technicznej Microsoftu (swoją drogą bardzo rzeczowym i zaangażowanym) zanim znaleźliśmy odpowiedź dlaczego tak się dzieje. Otóż niektóre firmy celowo blokują możliwość publikowania obrazków z gry, a także rozgrywki. Niestety Capcom postąpił w ten sposób z Resident Evil Zero HD. I tak oto kolejna z najbardziej rozreklamowanych zalet konsol obecnej generacji okazuje się wątpliwa w starciu z chciwością producentów i wydawców gier.

Cześć! Styczeń już za nami i muszę przyznać, że przyniósł on całkiem pokaźną ilość ciekawych wpisów. Kilka rzeczy chcielibyśmy jednak...

Cześć!


Styczeń już za nami i muszę przyznać, że przyniósł on całkiem pokaźną ilość ciekawych wpisów. Kilka rzeczy chcielibyśmy jednak poprawić. Po przedyskutowaniu sprawy z Wojtkiem zmniejszamy ilość nut growych do dwóch na miesiąc. Nie jest to kwestia braku pomysłów, bo znakomitych utworów jest całe multum, ale nie mogą one stanowić połowy wszystkich wpisów. Ponadto trochę zainspirowany wczorajszym buszowaniem w tajnych archiwach chciałbym zmienić sposób oceny w moich recenzjach gier. O końcowym werdykcie będą decydować trzy czynniki:

GRAFIKA - wszystko co cieszy nasze oczy, np. stylistyka, animacje, szczegóły itp.
DŹWIĘK - oprawa muzyczna i bogactwo dźwięków
MIÓD - esencja radości czerpanej z gry, jednym słowem grywalność

Z tych trzech składowych wyciągam następnie średnią, która będzie oceną końcową. Skalę ocen w testach sprzętu pozostawiam bez zmian. To chyba tyle ogłoszeń parafialnych. Widzę, że nowe wpisy motywują Was do częstszych odwiedzin bloga co bardzo nas cieszy. Nic nie motywuje nas do działania bardziej niż świadomość, że nas czytacie.

31 Styczeń, mam jeszcze ostatnią chwilę na przedstawienie kolejnego utworu, który chodzi mi po głowie. Wykonawcą jest Pani Cynthia Harre...



31 Styczeń, mam jeszcze ostatnią chwilę na przedstawienie kolejnego utworu, który chodzi mi po głowie. Wykonawcą jest Pani Cynthia Harrell posiadaczka głosu od którego cały czas przechodzą mnie ciarki. Mowa tutaj o Metal Gear Solid III Snake Eater. Jako smaczek, dorzucam jeszcze wersję na żywo. Miłego słuchania!