jeszczejedenlevel.blogspot.com - gry, komputery i konsole

Towarzyszą nam praktycznie od najmłodszych lat i stały się również inspiracją do stworzenia tego bloga

Illidan: The Betrayer - unboxing figurek cz. 2

Illidan: The Betrayer nie lubi czuć się gorszy i w związku w tym jeszcze dzisiaj go dla Was rozpakuję. Ta figurka została również przygotowana przez firmę NECA przy współpracy z Blizzardem. National Entertainment Collectible Association to gigant z New Jersey (USA) zajmujący się produkcją różnych, licencjonowanych gadżetów ze świata gier video, filmu czy komiksu. Oczywiście same figurki są robione w Chinach, ale nie przeszkadza to w utrzymaniu ich więcej niż przyzwoitej jakości. Czy Illidan zrobi co najmniej tak dobre wrażenie jak Arthas - The Lich King? Otwieramy!


Podobnie jak jego poprzednik również Illidan: The Betrayer jest przywiązany do swojej "komnaty", aby przypadkiem nie wypadł i nie zrobił sobie krzywdy.


Jego oręż, czyli Bliźniacze Ostrza Azzinotha nie mają co prawda swojej oddzielnej przegródki (O dziwo ma ją warkocz!), ale są dyskretnie schowane z tyłu w estetycznych, foliowych woreczkach.


Jak przystało na bliźniacze ostrza obecne są dwa, wykonane z należytą szczegółowością. W odróżnieniu od Frostmourne'a Arthasa nie rozkładają się na części. Po prostu w całości zakładamy je na ręce Illidana. Trzymają się całkiem dobrze i nawet gdy poruszymy dłońmi postaci ostrza nie wypadają. 


Illidan: The Betrayer ze swoim ekwipunkiem.


Nasz dzisiejszy bohater jest praktycznie samego wzrostu co Arthas oraz podobnie posiada 30 ruchomych punktów pozwalających wprawić go w bardziej bojowe nastawienie ;) Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to jednak nieco mniejsza szczegółowość samej postaci. O ile figurka Lich Kinga naprawdę budzi podziw czy nawet respekt to Illidian: The Betrayer jest po prostu ładnie wykonany.


Może cała para poszła w dwa ostrza i odpinany warkocz (sic!), albo kaloryfer i tatuaże są mniejszym polem manewru dla wyobraźni niż pancerz? Faktem jest, że gdybym miał decydować to wybór byłby jednoznaczny - Arthas: The Lich King. Na szczęście nie muszę się rozstawać z żadną z figurek, które już na dobre rozgościły się na mojej półce. Uważam, że każda z nich jest naprawdę solidnie wykonana i warta wydanych pieniędzy - zwłaszcza jeśli uda się je ustrzelić w dobrej promocji.
Share on Google Plus

About Deathcoil

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz