jeszczejedenlevel.blogspot.com - gry, komputery i konsole

Towarzyszą nam praktycznie od najmłodszych lat i stały się również inspiracją do stworzenia tego bloga

Trzy razy Diablo cz. 2 (Diablo i Hellfire w jednym? - PC)

Kontynuując podróż w poszukiwaniu oryginału Diablo zawitałem pewnego dnia do wujka. Ciężko opisać mój zachwyt, gdy na jego biurku zobaczyłem płytkę z charakterystycznym rogatym! Mieliśmy taką niepisaną zasadę, że jak wpadaliśmy do siebie i któregoś z nas nie było w domu to bez zbędnych pytań można było pożyczyć jakiś ciekawy tytuł na kilka dni. W zasadzie wszystkie te gry były piratami wartymi 20-40 złotych więc czym prędzej spakowałem płytkę i zabrałem ją ze sobą do domu. Niestety moje szczęście nie trwało długo; okazało się że owa płytka z Diablo to nie była piracka kopia, ale najprawdziwszy oryginał (!!!), który mój wujek pożyczył od jakiegoś znajomego, nie zdążył ograć i w zasadzie lada dzień musiał zwrócić. Ups... Nawet nie było sensu instalowania gry, bo lada chwila i tak musiałem się z nią rozstać.


Minęło trochę czasu i któregoś dnia w Secret Service przeczytałem, że do Diablo wyszedł już dodatek o nazwie Hellfire rozszerzający grę o postać mnicha i nowe poziomy. Nie ma bata, muszę w to zagrać! Wręczyłem ojcu uciułane 40 złotych i poprosiłem, żeby jak będzie na Wolumenie (Giełda Elektroniczna w Warszawie) spróbował znaleźć mi ten rarytas. Tata wyjechał w niedzielę z samego rana, a mi pozostało trzymać kciuki. Jakoś po śniadaniu dostałem telefon: "Jest Diablo na jednej płycie razem z dodatkiem Hellfire i w dodatku po polsku", rzucił dumnie tata. "Tato, ale w Secret Service pisali że dodatek Hellfire nie będzie działał bez podstawki, powinny być dwie płyty" - zgasiłem trochę jego radość. "Jest tylko taka wersja... Ryzykujemy? Brać?" - zapytał ojciec. Jakżeby inaczej, bierzemy!

Zdjęcie pochodzi z numeru 53 (01/98) czasopisma Secret Service.
Recenzja dodatku Diablo Hellfire str. 55 autorstwa Huntera.

Od tego momentu kolejne godziny oczekiwania na to co przywiezie tata wydawały mi się wiecznością. Tyle czasu... Czy gra w ogóle się uruchomi? Jak to jest zrobione, że gra z dodatkiem jest na jednej płycie, przecież w Secret Service moi guru pisali co innego? I do tego ta polska wersja - zbyt piękne żeby było prawdziwe, przecież demo było po angielsku. Wątpliwości nie dawały mi spokoju. Rozwiązanie zagadki nastąpiło wieczorem; gra pięknie się zainstalowała i uruchomiła. Nareszcie! Powitało mnie zmienione, trochę zacinające się intro (napęd w komputerze był zbyt wolny) i menu już z dodatku Hellfire. Tworząc postać tym razem wybrałem czarnoskórego maga. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w Tristram karczmarz Ogden powitał mnie po polsku mniej więcej tak: "Chwała Bogu wróciłeś! Dużo czegoś się zmieniło od tej pory jak mieszkałeś tu (...)".  

Cała gra była zlokalizowana przez naszych wschodnich sąsiadów; oprócz wielu ortograficznych i stylistycznych niedociągnięć ich pochodzenie zdradzał charakterystyczny akcent. Muszę jednak przyznać, że całościowo pirat zrobiony był bardzo dobrze. Gra nie wieszała się, zawierała wszystkie filmiki i praktycznie cała zawartość została upchnięta na jednym krążku. Oczywiście tytuł przez amatorskie tłumaczenie sporo stracił na swoim klimacie, ale kiedy byłem dzieckiem ważniejsze było to, że rozumiem fabułę i całą otoczkę. 

Zdjęcie pochodzi z numeru 53 (01/98) czasopisma Secret Service.
Recenzja dodatku Diablo Hellfire str. 55 autorstwa Huntera.

Granie magiem okazało się dla mnie zbyt dużym wyzwaniem, więc gdy kilka razy zginąłem stworzyłem nową postać - łuczniczkę. Dawkowałem sobie podróż przez mroczne labirynty, mistyczne katakumby i ogromne jaskinie, aby w końcu dotrzeć do samego piekła - w końcu tyle czasu czekałem na Diablo że musiałem się nacieszyć tytułem w każdym jego aspekcie. O tak, pełna gra przebijała demko stokrotnie i mógłbym godzinami rozpisywać się o jej zaletach. W każdej chwili jestem w stanie przypomnieć sobie genialną ścieżkę dźwiękową; zawodzenie, szepty, lamęty i westchnienia wplecione w muzykę - coś niesamowitego! To trzeba przeżyć na własnej skórze, po prostu grając w nocy ze słuchawkami na uszach, a nie odtwarzając gameplay'e z Youtube'a.


Po kolei polegli wszyscy najwięksi bossowie; Rzeźnik, król szkieletów Leoryk, arcybiskup Lazaurus i Diablo. Gra była trudna, ale w końcu nikt nie oparł się mojej łuczniczce, która pruła z łuku z szybkością karabinu maszynowego. Po ukończeniu właściwej zawartości przyszła kolej na dodatek - Hellfire. Wysadziłem więc ogromną narośl granatem otrzymanym od ześwirowanego farmera i brnąc przez gniazda pełne robactwa ubiłem również Defilera. Następnie przez nagrobek w Tristram dostałem się do Na-Krula - demona potężniejszego nawet od samego Diablo. Kiedy on również poległ, byłem uradowany i usatysfakcjonowany. Oto, mimo wielu przeciwności losu i tego że po drodze nie raz się bałem, właśnie ukończyłem jedną z najlepszych gier video w historii.

Oczywiście potem tworzyłem jeszcze inne postacie, a nawet transferowałem przedmioty między nimi  z użyciem specjalnego ołtarza umieszczonego w kryptach. Diablo z dodatkiem Hellfire ukończyłem minimum kilkanaście razy, aczkolwiek jedna z opcji nadal była dla mnie tajemnicą. Hmm... do czego mogła służyć zakładka "multiplayer", przetłumaczona jako gra sieciowa? 
Share on Google Plus

About Deathcoil

    Blogger Comment
    Facebook Comment

2 komentarze:

  1. Widzę, że prezentujesz tu kawałek historii. Secret Service też czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest, kawał czasu :) Oprócz Secret Service czytałem jeszcze Reset, Świat Gier Komputerowych i NEO, ale to właśnie do tego pierwszego czasopisma mam największy sentyment. Było jeszcze co prawda CD Action (i nadal jest), Gambler czy Click!, ale to nie moja bajka. Jakoś nie załapałem autorów i poczucia humoru.

      Usuń