League of Legends - wrażenia po kilkunastu godzinach gry

Prawie pięć lat zajęło mi zainteresowanie się tytułem Riot Games mimo że jest w dużym stopniu darmowy. Powstrzymywały mnie po części krążąc...

Prawie pięć lat zajęło mi zainteresowanie się tytułem Riot Games mimo że jest w dużym stopniu darmowy. Powstrzymywały mnie po części krążące tu i ówdzie opinie, że gra w nią głównie masa rozwydrzonych i nietolerancyjnych dzieciaków. Aż w końcu na wspólną sesję namówił mnie dobry kumpel. Tak więc Panie i Panowie dzisiaj na tapecie...

League of Legends 


Zaczynamy od założenia konta i wyboru serwera gry. Ściśle związane są z tym wersje językowe. Mamy możliwość wyboru polskiego języka tylko jeśli gramy na serwerach północno-wschodniej Europy. Następnie musimy przebrnąć przez krótki samouczek po to, aby poznać podstawy. Kolejny krok to kilka starć z komputerowymi przeciwnikami. Przeciwko prawdziwym graczom możemy zagrać dopiero po wbiciu kilku poziomów doświadczenia. Nie wiem czy znajdzie się ktoś, kto perfekcyjnie umie grać choćby połową z dostępnych bohaterów. Mamy tu dosłownie zatrzęsienie charyzmatycznych postaci podzielonych na 6 klas. Możliwości wyboru potęgują dodatkowo hybrydy. Bez względu na to czy lubicie siać zniszczenie, wspomagać członków drużyny, czy też wchłaniać jak największą ilość obrażeń - na pewno znajdziecie coś dla siebie. 

Welcome to Summoner's Rift
 
 

Mój wybór padł na Veigara, niepozornego z wyglądu ale jednocześnie bardzo niebezpiecznego maga. Wraz z awansem na kolejny poziom doświadczenia odblokowywałem kolejne umiejętności. Nękałem przeciwników złowrogim uderzeniem, zamykałem ich w krawędziach przestrzeni, zadawałem masowe obrażenia ciemną materią po to, aby na koniec potraktować ich przedwiecznym wybuchem. Czy wspomniałem już, że moja regeneracja many zwiększała się proporcjonalnie to tego jak jej ubywało? Mamy więc cztery umiejętności aktywne i jedną pasywną, a jeśli przemnożymy je przez ilość dostępnych czempionów wychodzi ogromna liczba kombinacji. Trzeba wiedzieć w które zdolności inwestować na początku, ponieważ znacznie ułatwia to rozgrywkę, a w ostatecznym rozrachunku przechyla szalę zwycięstwa na naszą stronę.


W League of Legends mamy spory wybór trybów gry, ja jednak póki co skupiłem się na klasycznym 5v5. W skrócie trzeba przedrzeć się przez hordy mięska armatniego kontrolowanego przez komputer, zniszczyć wieżyczki przeciwnika, pokonać wrogich herosów i zniszczyć magiczną budowlę - Nexus umiejscowiony w bazie wroga. Po drodze oczywiście starać się samemu nie ginąć zbyt często. Proste, prawda? 


O ile zgłębienie podstaw idzie z górki to już ogarnięcie przedmiotów w sklepie, rozwijanie drzewka wzmacniającego umiejętności czy odkrywanie dostępnych run i znaków nastręcza pewnych trudności. Do tego dochodzi jeszcze system zależności między postaciami. W końcu niektórzy czempioni znakomicie się uzupełniają, a inni mniej. Część bohaterów jest diabelsko skutecznych przeciwko pozostałym. Niektóre postacie powinny szczególnie nękać wrogich bohaterów, a niektóre skupiać się na mięsku. Dylematy czy udać się do miasta podleczyć i zrobić zakupy czy też pozostać na polu bitwy są tutaj na porządku dziennym. Byle zbyt długo się nie zastanawiać.


Poszukajcie towarzyszy broni


Po pierwsze dlatego, że bardziej doświadczony kolega zawsze coś podpowie. Po drugie zawsze można stworzyć drużynę i dobrać taką kombinację bohaterów jaka nam właśnie pasuje. Po trzecie zawsze przyjemniej się gra z kimś kogo się zna. Koniecznością są także słuchawki z mikrofonem, bo zanim zaczniemy rozumieć się bez słów minie trochę czasu. A tak serio to o wiele łatwiej jest zgrać umiejętności czy decydować o ataku na wspólny cel. Owszem, od tego są znaczniki czy wbudowany czat, ale nic nie zastąpi ludzkiej mowy. Zawsze można przecież bardziej dosadnie zwalić na kogoś winę za przegrany mecz ;)

"I will report you noob"


Usłyszycie to zdanie wiele razy i grunt to się nie przejmować. Tak tak, gracze League of Legends mają o sobie wysokie mniemanie. Niezależnie od poziomu na którym grają. Wystarczy, że coś nie idzie po ich myśli i zaraz zaczyna się festiwal epitetów. A to, że nie pomagamy, a to że poszliśmy nie na tą stronę co trzeba, a to że atakujemy niewłaściwe cele... Pół biedy jeśli faktycznie ma to uzasadnienie. Najczęściej tacy delikwenci potrafią dyskutować 3/4 gry na czacie wysnuwając coraz to lepsze argumenty. Nie jestem w stanie sobie zrozumieć jak można jednocześnie skupić się na rozgrywce. Zauważyłem też, że gracze w League of Legends chętnie korzystają z opcji poddania się; wystarczy że kilka razy zginą i zaczyna się marudzenie. A czasem wystarczy zawrzeć szeregi, przestać jęczeć i wspólnymi siłami zmiażdżyć nawet nieco bardziej doświadczonych przeciwników.

IP i RP


Co można mieć za friko, a za co zapłacimy Riot Games prawdziwymi pieniędzmi? Bardzo mnie cieszy, że lwia część League of Legends jest darmowa. Najważniejsze rzeczy można kupić za IP (Influence Points) czyli punkty zasług, uzyskane za nasze postępy w grze. Wchodzi w to stały dostęp do czempionów, runy czy znaki. Co tydzień mamy rotację bohaterów, która pozwala za darmo wypróbować kolejne postacie. Natomiast za RP (Riot Points) można zakupić dodatkowe skórki dla naszych postaci i totemów, zwiększenie zdobywanych IP czy transfer konta na inny serwer. To uczciwe rozwiązanie i nie dziwię się że dzięki temu gra zyskała tak wielką popularność. 

Grafika i dźwięk
  

Jeśli chodzi o grafikę to gra łudząco przypomina mi kultowego Warcrafta III. Bajecznie kolorowe postacie, mnogość animacji, ale za to dość prosta sceneria; jakieś drzewka, zarośla w których można się skryć czy oszczędne w detale budowle. Nie jest to z pewnością szczyt graficznych osiągnięć, ale z pewnością Riot Games chcieli, aby gra działała na jak największej liczbie konfiguracji i tym samym dotrzeć do wielu odbiorców. W każdym razie u mnie League of Legends hula na pełnych detalach aż miło. Podsumowując, grafika może być tyle że bez fajerwerków. 

Bardzo mi się spodobała za to warstwa dźwiękowa, a w szczególności mnóstwo zabawnych kwestii wypowiadanych przez postacie, które dodatkowo można rozszerzyć po zakupieniu specjalnych skórek. Muzyka przygrywająca w tle nie przeszkadza, natomiast komentarze spikerki pomagają w lepszej orientacji co aktualnie dzieje się na polu bitwy. 

Ciemne strony LoL'a


Największą i w zasadzie jedyną znaczącą wadą gry są dla mnie czasy ładowania poszczególnych mapek. Wystarczy, że trafi się ktoś grający na "kalkulatorze" i cała drużyna musi na niego czekać. W skrajnych przypadkach zdążymy nawet wziąć szybki prysznic przed załadowaniem sesji. Niestety w trakcie gry nie da się zmienić członków drużyny, możliwe jest tylko rozłączenie i ponowne podłączenie. Wystarczy więc, że ktoś na dłużej odejdzie od klawiatury albo po prostu ma problemy z łączem i szanse jego drużyny na wygraną drastycznie maleją. Mecz trwa średnio 30-45 minut i niestety czasem przez jednego pechowca gra jest spisana na straty.

Dorzuciłbym jeszcze bardzo wymagającą (szkoda, że nie od siebie) społeczność, aczkolwiek nie jest to już wina twórców. Gra jest w większości darmowa i stąd duże zainteresowanie tytułem. Żeby nie było, daje się spotkać także naprawdę sympatyczne i pomocne osoby. 

Trzeba zagrać. Chociaż raz!


Kiedy już załapiemy podstawy League of Legends, przychodzą pierwsze zwycięstwa i gra się naprawdę bardzo przyjemnie. Nie warto tracić zbyt wiele czasu z komputerowymi przeciwnikami. Zdecydowanie trzeba grać z prawdziwymi ludźmi, bo wtedy zaczyna się właściwa zabawa. Zdarzają się mecze totalnie nieprzewidywalne. A jeżeli mamy jeszcze do pomocy dobrego kompana to gra staje się dodatkowo o wiele łatwiejsza i jeszcze bardziej miodna. Dorzucając do tego fakt, że League of Legends jest w dużym stopniu tytułem darmowym - po prostu grzech nie spróbować. 

Grałem na:
Intel Core i7 3770K 3,5GHz @ 4,2GHz
Asus GeForce GTX 670 2048MB DDR5/256bit
Corsair Vengeance 2x4GB DIMM 1600MHz DDR3

0 komentarzy: