jeszczejedenlevel.blogspot.com - gry, komputery i konsole

Towarzyszą nam praktycznie od najmłodszych lat i stały się również inspiracją do stworzenia tego bloga

IEM Intel Extreme Masters 2016 Katowice - relacja z wyjazdu cz. 1

Kolejna edycja bezsprzecznie najlepszej imprezy dla graczy w Polsce zaliczona! Prawie 8 godzin jazdy autobusem, 20 minut metrem, 2 przesiadki... a wszystko po to, aby być tam w Katowicach gdzie spotykają się najlepsi gracze Starcrafta 2, Counter-Strike: Global Offensive i League of Legends. Była to moja druga wizyta na tej imprezie i tym razem obiecałem sobie że cokolwiek by się nie działo, po prostu muszę podzielić się z Wami wrażeniami z tego niesamowitego wydarzenia. Aby wydobyć z pamięci jak najwięcej wspomnień postanowiłem rozłożyć relację na trzy części - odpowiadające poszczególnym dniom spędzonym w Katowicach. Serdecznie zapraszam do przeczytania.



IEM Intel Extreme Masters 2016 Katowice - dzień 1 (04.03.2016 - piątek)

Do Katowic zawitałem około godziny 17:00. Reszta ekipy miała dotrzeć po 19:00, więc po szybkim zameldowaniu w hotelu Angelo miałem 2 godzinki na prysznic i odpoczynek.

Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się że nasz pokój jest dla dwóch osób a docelowo miały zjawić się trzy. Na szczęście bardzo miłe Panie w recepcji nie robiły problemów i za niewielką dopłatą otrzymaliśmy dostawkę. Nie musieliśmy szukać miejsca dla trzeciej osoby, co byłoby nie lada wyzwaniem gdyż w ten konkretny weekend portal booking.com pokazywał 95% zarezerwowanych miejsc noclegowych w Katowicach. Gdy zjawiła się reszta ekipy natychmiast wyruszyliśmy do Spodka dzierżąc w dłoniach karnety Premium LoL.

Nauczeni doświadczeniem z poprzedniego roku musieliśmy trochę obejść halę, aby znaleźć wejście dla osób z biletami Premium. Następnie szybki odbiór gadżetów (o nich później) i już byliśmy w Spodku. Ponieważ szwedzki Fnatic zdążył pozamiatać już w ćwierćfinałach CS: GO nasz rodzimy Virtus Pro 2:0 postanowiłem na razie odpuścić główną scenę, a skupiłem się na hali expo. Pierwsze wrażenie - duża ilość wystawców i stanowisk do grania, podobnie jak zresztą w zeszłym roku. Cały czas odbywały się ponadto mniej lub bardziej oficjalne turnieje z nagrodami.





Najbardziej zawiodło mnie malutkie stoisko Blizzarda składające się w zasadzie z bramki w stylistyce Hearthstone, gdzie można było napisać swój tekst i cyknąć fotkę. Był też chyba jeden laptop podpięty do ekranu LCD, gdzie leciały filmiki z gier. Chłopaki tłumaczyli się, że do ostatniej chwili nie wiedzieli że przyjadą i dowiedzieli się zaledwie dwa tygodnie przed imprezą. Sprawę ratowały organizowane co godzinę quizy, gdzie można było wygrać kolekcjonerki, poduszki, pluszowe maskotki, figurki oraz inne gadżety z gier Blizzarda. Co nie zmienia faktu, że w porównaniu do na oko 4 razy większego stoiska z kilkunastoma komputerami do grania z poprzedniego roku, tegoroczne wypadało znacznie słabiej.

Świetnie prezentował się za to sklep Game Legends, gdzie można było zaopatrzyć się w różnorakie gadżety; od figurek, poprzez koszulki i kubki, a skończywszy na kuflach, portfelach czy maskach. Zresztą zobaczcie sami.



Kolejnym przystankiem była scena League of Legends. Obawiałem się, że eksmisja tego tytułu z dużej sceny Spodka na czas rozgrywek grupowych odbije się negatywnie na widowisku, ale byłem w błędzie. Naprawdę świetnie wydzielona strefa niczym nie przypominała piknikowych scen z poprzedniego roku. Duże telebimy, profesjonalne oświetlenie i mnóstwo miejsca sprawiały że rozgrywki oglądało się bardzo dobrze. 



Ponieważ rozgrywki LoL'a dopiero nabierały rumieńców, postanowiłem skorzystać z okazji i wyskoczyć podopingować naszych rodaków w Starcrafcie 2. Tutejsza salka mimo, że mniejsza niż scena League of Legends przypomniała mi małe kino. Gdybym miał określić ją jednym słowem byłoby to "kameralna" i tym samym bardzo klimatyczna. 

Jestem tutaj na zdjęciu z naszym reprezentantem - Elazerem, który przegrał w ćwierćfinale z koreańczykiem Hydrą (zdjęcie poniżej) 1:3. Mało kto spodziewał się, że Mikołaj zajdzie aż tak daleko. Zdecydowanie więcej osób faworyzowało Manę (który odpadł w Round of 16) i Nerchia, który z kolei przeszedł dalej. Elazer nie ma jeszcze 18 lat i jestem pewien, że przed nim jeszcze wiele spektakularnych sukcesów. Obaj gracze (jak na Zergów przystało :P) byli bardzo sympatyczni; można było śmiało zrobić z nimi zdjęcie i nie było najmniejszego problemu aby osobiście pogratulować, podziękować za wspaniałe widowisko czy choćby zamienić parę słów.


Po zakończeniu piątkowych rozgrywek Starcrafta 2, razem z chłopakami ponownie spotkaliśmy się w Spodku aby obejrzeć półfinał CS: GO pomiędzy duńskim Astralis, a szwedzkim Fnatic. W okolicach północy blisko sceny pojawił się sprawca całego zamieszania (dyrektor d.s. Pro Gamingu w ESL) - Carmac. Mimo późnej pory był bardzo sympatyczny i skromny - chętnie zgodził się na pamiątkowe zdjęcie. Niestety nie dotrwaliśmy do końca rozgrywek i opuściliśmy Spodek o 3 nad ranem przy stanie 1:1. Po pierwsze byliśmy bardzo zmęczeni, a po drugie ktoś chyba zapomniał zakręcić klimę albo specjalnie ją podkręcił tak że nawet siedząc w kurtkach, opatuleni w szaliki po prostu marzliśmy. Ostatecznie Szwedzi wygrali 1:2, ale końcówkę obejrzeliśmy już na streamie w hotelu.



Właśnie tak zakończył się nasz pierwszy dzień (piątek) z Intel Extreme Masters. Druga część już wkrótce, a w niej między innymi: zachwyty nad sceną główną, więcej hali expo, cosplayerki i wiele innych ciekawych historii.
Share on Google Plus

About Deathcoil

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz