jeszczejedenlevel.blogspot.com - gry, komputery i konsole

Towarzyszą nam praktycznie od najmłodszych lat i stały się również inspiracją do stworzenia tego bloga

Recenzja - CRYSIS 3 (PC)

Po kilku miesiącach obsuwy przyszła pora na pierwszą recenzję na blogu. Nie jest to może jakaś ekstra świeżynka, ale wciąż niewątpliwie ciekawy tytuł z bieżącego roku. Tekst leżakował dobry kawał czasu na dysku, a jego zawartość dotyczy wersji gry wydanej zaledwie kilka dni po premierze. Zapewne autorzy do dnia dzisiejszego
wprowadzili jakieś aktualizacje, ale ostatecznie uznałem że liczy się tylko przedział czasowy w jakim przyszło mi w ten tytuł zagrać. W końcu kiedy dostajemy gotowy produkt do rąk to nie zastanawiamy się co twórcy zamierzają w nim zmienić czy poprawić tylko gramy. Nie przedłużając...


Crysis 3
 
 
Pierwsza część Crysis'a wyciskała z naszych komputerów absolutne maksimum, oferując w zamian niesamowitą grafikę. Crysis 3 w obu przypadkach kontynuuje tę tradycję, choć może już nie na taką skalę. Zacznijmy od początku.

 
W grze mamy obecny krótki, ale za to treściwy samouczek, który znakomicie pokazuje jak korzystać ze wszystkich gadżetów. Wybór czy chcemy przez niego przebrnąć należy oczywiście do nas. We właściwej rozgrywce wcielamy się w rolę Laurence'a Barnes'a - Prophet'a doskonale znanego z poprzednich odsłon. Obudzeni "ze snu zimowego" przez naszego towarzysza Psycho (główny bohater Crysis: Warhead) musimy stawić czoła frakcji CELL, która jak się później okaże nie jest jedynym problemem dla współczesnego świata. Znacznie poważniejsze zagrożenie ujawnia się w wizjach Prophet'a i stanowi je rasa obcych. Na trudnej drodze do zbawienia świata czeka nas kilka zwrotów akcji, poprzedzonych wątkiem miłosnym. Fabuła może nie powala oryginalnością, ale nie ona gra tutaj pierwsze skrzypce.
 
 
Crysis 3 jest wizualnym arcydziełem i nie zmienią tego nawet wysokie wymagania sprzętowe. Oczywiście aby pograć na bardzo wysokich detalach, musiałem nieco przystopować z antialiasingiem (ustawienia domyślne zmieniłem w tryb SMAA 2TX). Dopiero ta zagrywka pozwoliła mi cieszyć się płynnością powyżej 50 klatek animacji na sekundę. Bardzo często zdarzało mi się na chwilę zatrzymać, by popodziwiać
kunszt pracy grafików z Crytek'a. O ile ciasne pomieszczenia robią wrażenie grą cieni i szczegółowością detali, o tyle otwarte przestrzenie i przyroda spowodowały że niejednokrotnie musiałem zbierać szczękę z podłogi. Te piękne krajobrazy, falujące paprocie czy błąkające się gdzieniegdzie zwierzątka powodują, że czujemy się jak w prawdziwej dżungli! Nigdzie nie widziałem tak realistycznie przedstawionych promieni słońca w czasie gdy naszej postaci zdarzy się spojrzeć w niebo. Powiem więcej, sam nie potrafiłbym określić jak można je lepiej pokazać.
 
 
W chwilach nieuwagi łatwo natomiast dostać kulkę od przypadkowego patrolu.
W szeregach przeciwników mamy uzbrojonych po zęby żołnierzy frakcji CELL, a także bardziej wymagających przedstawicieli obcej rasy. Wrogo nastawione kreatury walczą wręcz, a co bardziej wyrafinowani osobnicy robią użytek z broni energetycznych czy miotaczy ognia skutecznie utrudniając nam życie. Zdarzają się także mechaniczne przeszkody, takie jak pole minowe czy wieżyczki strażnicze, z którymi możemy sobie poradzić przy pomocy hackowania. Technologia ta sprowadza się do mini gry, w której musimy nacisnąć konkretne przyciski w odpowiednim czasie. W rezultacie miny przestają reagować na nasze kroki, a wieżyczki faszerują naszych przeciwników gradem ołowiu.
 
 
Nie mam większych zastrzeżeń co do zróżnicowania przeciwników, natomiast wyraźnie da się zauważyć braki w ich inteligencji. Czasem ciężko wczuć się w rolę łowcy, skoro po już po dźwiękach słychać że kolejny, bezmyślny wróg zaciął się na przeszkodzie zamiast ją skutecznie obejść. Tu i ówdzie dają także znać o sobie drażniące bugi. Przykładowo, mój brawurowy skok z wodospadu skończył się zawiśnięciem na nim, a przechodzący w pobliżu patrol nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Może uznał, że nie warto ruszać biednego wisielca? Zbawienie przyszło wraz z wczytaniem ostatniego stanu gry.
 
 
Przed maszkarami możemy się skutecznie bronić przy pomocy rozbudowanego arsenału. Pod ręką w razie potrzeby znajdziemy karabiny maszynowe, strzelby, wyrzutnię rakiet czy osławiony łuk. Większość z tych giwer posiada trzy stopnie modyfikacji; naboje, celownik oraz tryb prowadzenia ognia. Także nanokombinezon możemy dostosować do naszego stylu gry. Jednocześnie aktywne mogą być cztery ulepszenia i dotyczą one kilku aspektów, takich jak: wytrzymałość, obrażenia, skradanie się itp. Wszystko zależy od tego czy lubimy otwartą walkę, czy może więcej frajdy sprawia nam ubijanie przeciwników z ukrycia a'la predator. W szybszym zdobywaniu amunicji, spluw i ulepszeń pomagają nam misje poboczne, które możemy wykonać bez większego wpływu na główny wątek fabularny.
 
 
Warstwa audio prezentuje się znakomicie. Miałem przyjemność grać w angielską wersję językową i muszę przyznać że aktorzy podkładający głos świetnie wywiązali się ze swoich obowiązków. Odgłosom strzałów i wybuchom co prawda trochę brakuje do poziomu np. Battlefielda 3, ale i tak brzmią one więcej niż przyzwoicie. Karabiny huczą, silniki pojazdów ryczą, a wrogowie wydają z siebie głośne okrzyki agonii, czyli wszystko jest na swoim miejscu. Muzyka, a zwłaszcza motyw w menu dość szybko wpada w ucho. W samej rozgrywce natomiast nieźle buduje klimat i dopasowuje się do sytuacji.
 
 
W sieci możemy się bawić na 12 mapach, w sceneriach dobrze znanych z trybu dla pojedynczego gracza. Jeśli czujemy się na siłach możemy wybrać grę rankingową, gdzie od razu liczymy się w zestawieniu, nabijamy doświadczenie i zdobywamy modyfikacje pukawek. Dla osób początkujących, chcących bez ciśnień poćwiczyć lepszym wyborem będzie natomiast gra poza rankingiem. Tempo pojawiania się
postaci na mapie przypomina mi trochę Call of Duty, na szczęście nie padałem na ziemię od przypadkowych kul tak szybko jak w produkcji Infinity Ward.
 
 
Oczywiście rozgrywka rządzi się tu swoimi prawami, a to za sprawą niewidzialności odpalanej z nanokombinezonów czy kilkumetrowych skoków. Dostępnych do wyboru jest kilka klas postaci i jeszcze więcej trybów gry. Znajdziemy tu w większości
klasyczne rozwiązania takie jak deathmatch, drużynowy deathmatch, capture the relay (klon capture the flag, z przenoszeniem przekaźnika do bazy) czy utrzymywanie kontroli nad określonymi obiektami (w tym przypadku iglice obcych). Zupełną nowością jest za to tryb "hunter". Dwóch graczy zostaje myśliwymi z funkcją permamentnej niewidzialności i dzierżąc łuki w dłoniach urządzają sobie polowanie na pozostałych członków grupy. Każda ubita osoba przekształca się w myśliwego i bierze udział w eksterminacji całej reszty. Rozgrywka dobiega końca kiedy upłynie
wyznaczony czas i któremuś ze szczęśliwców uda się tego doczekać lub gdy łowcy upolują wszystkich.
 
Jaki jest więc multiplayer w Crysis 3? Choć nie można mu odmówić osobistego uroku nie jest w każdym razie rewolucyjny. Wykorzystano tu w większości sprawdzone rozwiązania doskonale znane z najpopularniejszych sieciowych strzelanek. Mimo to tryb sieciowy pozwolił mi spędzić przy grze kilka dodatkowych godzin i bardzo dobrze się przy tym bawiłem.
 
 
Crysis 3 to bardzo ciekawy tytuł, choć jednocześnie nie pozbawiony wad. Z jednej strony mamy tu wszelkie bajery i wodotryski graficzne jakie tylko można sobie wymarzyć wraz z doskonałą oprawą dźwiękową. Natomiast pod względem technicznym twórcy mogli się bardziej przyłożyć. Kulejąca inteligencja przeciwników, sporo błędów technicznych i wkradająca się po jakimś czasie monotonia to szczegóły których nie sposób pominąć przy końcowej ocenie. Przejście kampanii zajęło mi lekko ponad 6 godzin na poziomie weteran. Zaznaczam, że nie wykonywałem wszystkich zadań pobocznych. Muszę przyznać, że gra na "weteranie" nie stanowiła jakiegoś wielkiego wyzwania, dlatego jeśli strzelanki nie są Wam obce polecam zaczynać od wyższego poziomu trudności niż średni. Czas rozgrywki znacznie się wydłuży o ile zainteresuje Was tryb sieciowy. 
 
OCENA
7/10

Zalety:
+ bezkonkurencyjna grafika okraszona świetną oprawą dźwiękową
+ różnorodność poziomów
+ duży wybór broni, gadżetów, dodatków
+ ciekawy multiplayer
+ misje poboczne
 
Wady:
- kulejąca inteligencja przeciwników
- bugi
- zbyt krótka kampania
- wymagania sprzętowe
 
Grałem na:
Intel Core i7 3770K 3,5GHz @ 4,2GHz
Asus GeForce GTX 670 2048MB DDR5/256bit
Corsair Vengeance 2x4GB DIMM 1600MHz DDR3
Share on Google Plus

About Deathcoil

    Blogger Comment
    Facebook Comment

3 komentarze:

  1. Spoko recenzja, powiedz mi ile dales za kompa?

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że recenzja przypadła do gustu :) Dzięki! A co do kompa to dokładnie nie pamiętam już. To było jakoś dwa lata temu i sprzęt zmieniałem partiami; najpierw płyta, proc i ram, a później karta graficzna + ssd. Byłem wtedy w komfortowej sytuacji i mogłem sobie pozwolić na części takie jakie sobie dokładnie wymarzyłem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobra recenzja! Od razu się zapytam czy warto zainwestować w tańszego i7 czy AMD fx-8350?? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń